1 listopada — Wszystkich Świętych

Uroczystość ku czci Wszystkich Świętych obchodzono na Wschodzie już w IV wieku. Na Zachodzie kult świętych rozpoczął się od poświęcenia dawnego Panteonu na kościół Matki Bożej i wszystkich świętych męczenników w dniu 13 maja 608 roku. W następnym wieku zmieniono tytuł świątyni na kościół Matki Bożej, męczenników i wszystkich sprawiedliwych. W roku 835 papież Grzegorz IV wyznaczył dzień 1 listopada na uroczystość Wszystkich Świętych.

 

Tak o tej uroczystości pisze o. Kolumban Marmion:
Kiedy obchodzimy uroczystości świętych, powinniśmy sobie powtarzać słowa, które słyszał Augustyn: „Czemu byś nie potrafił dokazać tego, co ci i te dokazały?”. Jakież mamy racje, by nie dążyć do świętości? O znam je dobrze! Każdy skłonny jest wywiać się: „Mam taką trudność, doznaję takich przeciwności, ja nie mogę zostać świętym”. Lecz bądźmy pewni, że każdy święty miał taką trudność, doświadczał takich przeciwności, owszem jeszcze większych niż nasze.

Tak więc nikt nie może twierdzić: świętość nie jest dla mnie. Cóż ją nam bowiem może uczynić niemożliwą? Bóg jej pragnie dla nas: on chce nas mieć świętymi dla swej chwały i dla naszego szczęścia: „Ta jest wola Boża uświęcenie wasze” (1 Tes 4, 3). A Bóg z nas nie żartuje. Kiedy Pan nasz mówi: „Bądźcie doskonałymi” (Mt 5, 48), wie dobrze, czego od nas żąda, a nie żąda niczego, co by przewyższało siły nasze.
Oczywiście; że kto by się chciał do niej własnymi siłami, dopuściłby się grzechu Lucyfera, który wołał: „Nad gwiazdy boże wywyższę stolicę moją; będę podobny Najwyższemu” (Iz 14, 13–14). Został strącony w przepaść.
A cóż my powiemy? Co my uczynimy? Wyznawać będziemy, że do nieba wejść możemy, ale z Jezusem Chrystusem i przez Niego. O, Panie Jezu, tak wierzę w Twoją potęgę, iż jestem przekonany, że możesz dokazać tego cudu i tak marne stworzenie, jak ja, podnieść nie tylko do hierarchii anielskich, lecz do Boga samego; przez Ciebie jedynie możemy się wznieść na ten boski szczyt. Całą energią mej duszy wzdycham do tych wyżyn, do których i mnie Twój Ojciec przeznaczył. Pragnę gorąco, mieć udział w Twej chwale, uczestniczyć w Twoim, Syna Bożego, szczęściu. Wzdycham do tej najwyższej szczęśliwości, i powtarzam nieustannie: Odkupiłeś nas Panie, we krwi swojej. Tak, Panie, Tyś nas zbawił. Twoja to krew, za nas wylana, otworzyła nam bramy królestwa hożego i przygotowała nam miejsce w niezrównanej społeczności Twoich świętych: Tobie cześć, chwała i uwielbienie, na wieki!
Dusza, która żyje za wsze w tych uczuciach pokory i ufności, oddaje wielką chwalę Jezusowi Chrystusowi, gdyż cale jej życie jest echem tych Jego słów: „Beze mnie nic uczynić nie możecie”; gdyż ona głosi, że Chrystus jest źródłem zbawienia i świętości, i do niego kieruje wszelką chwalę.

„O Boże — mówmy z Kościołem w jednej z jego przedziwnych modlitw — wierzę, żeś Ty wszechmocny, że Twoja łaska jest dosyć skuteczna, by mnie, chociaż taki nędzny, podnieść na wysoki stopień świętości. Wierzę, że jesteś również miłosierdziem nieskończonym, i że choć ja Ciebie często opuszczałem, Twoja miłość pełna dobroci nigdy mnie nie opuści. Od Ciebie Boże, Ojcze niebieski, zstępuje wszelki dar doskonałości; Twoja to laska czyni z nas wierne sługi, które Ci są mile przez uczynki godne Twojego Majestatu. Spraw, ażebym wyzuty z siebie samego i ze stworzeń; mógł biec bez przeszkód po tej drodze świętości, na której nas Syn Twój jak olbrzym wyprzedził, abym przez niego i w nim przybył do szczęśliwości, którą nam przyobiecałeś” (modlitwa mszalna na XII Niedzielę po Zesłaniu Ducha Świętego).
Święci żyli tymi prawdami, dlatego doszli na te szczyty, na których ich dziś oglądamy. Różnica między nimi a nami nie pochodzi z większych i liczniejszych trudności, które mamy do przezwyciężenia, lecz z żarliwości ich wiary w słowo Chrystusa i w potęgę łaski. Możemy, jeśli zechcemy, rozpocząć próbę na nowo: Chrystus bowiem pozostaje za wsze ten sam, równie potężny, równie wspaniałomyślny w rozdawnictwie swej łaski; a jeśli znajduje przeszkody w rozlewaniu darów swoich to tylko w nas samych.
Dusze małej wiary, czemu wątpicie o Bogu, Bogu waszym?

Całym sercem powinniśmy obchodzić uroczystości świętych. Czcić świętych to znaczy wyznawać, że są realizacją jednej z myśli Bożych, że są arcydziełami łaski Jezusowej. Bóg pokłada w nich swe upodobanie, gdyż to są już chwalebne członki Jego Syna umiłowanego; stanowią już cząstkę tego królestwa światłości, które zdobył Jezus dla chwały swego Ojca.
Powinniśmy następnie wzywać ich wstawiennictwa. Bez wątpienia Jezus Chrystus jest jedynym naszym pośrednikiem: „Jeden Bóg, "jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi — mówi św. Paweł; nie mamy przystępu do Ojca jak tylko przez Niego. Chrystus jednak, nie dla umniejszenia swojego pośrednictwa, lecz dla jego rozszerzenia chce, żeby książęta dworu niebieskiego składali mu nasze prośby, które on sam przedstawi Ojcu swemu. Co więcej, święci pragną gorąco naszego dobra. W niebie oglądają Boga, ich wola jest niewymownie zjednoczona z wolą Boga, dlatego chcą, jak i on, naszego uświęcenia. Następnie tworzą. oni wraz z nami jedno ciało mistyczne, z tej racji są według wyrażenia św. Pawła „członkami naszych członków” (1 Kor 12, 12 n). Żywią ku nam ogromną miłość, którą czerpią ze swego zjednoczenia z Chrystusem, jedyną głową tej społeczności, której oni są częścią najwybrańszą, a w której i nam Bóg miejsce wyznaczył. Stosunek nasz do świętych powinien obejmować nie tylko cześć i modlitwy, ale i troskę, by przez naśladowanie do nich się upodobnić. Serce nasze mają ożywiać nie miękkie, słabe zachcenia, które do niczego nie prowadzą, lecz szczere, mocne pragnienie doskonałości i stanowcza wola, by się zupełnie zastosować do miłościwych przeznaczeń. naszej boskiej adoptacji w Jezusie: „Według miary daru Chrystusowego” (Ef 4, 7).

Co czynić w tym celu? Jakich środków używać, by dokonać dzieła tak niepospolitego, przynoszącego Chrystusowi taką chwałę, a nam tak wielkie korzyści? Trwać w zjednoczeniu z Jezusem Chrystusem. On sam powiedział: „Chcecie przynieść plon obfity! Dojść do wielkiej świętości! Trwajcie we mnie, jak trwa latorośl w winnym szczepie” (J 15, 5). A w jaki sposób trwać w Chrystusie? Naprzód przez łaskę uświęcającą, która czyni z nas żywe członki Jego Ciała mistycznego; następnie przez dobrą intencję, często ponawianą, by we wszystkich sprawach naszego powołania, w którem żyjemy z rozporządzenia Opatrzności, szukać upodobania naszego Ojca niebieskiego. Taka intencja jednoczy całą naszą działalność z myślami, uczuciami, pragnieniami Serca Jezusowego i kieruje tę działalność ku chwale Boga. „Co się Jemu podoba, to czynię zawsze” (J 8, 29) — oto zdanie, którym Jezus streścił cały swój stosunek do Ojca; wyraża ono znakomicie całe zadanie świętości ludzkiej. A nasze nędze, zapytacie? Nie powinny nas bynajmniej zniechęcać. Nasze nędze, są one bardzo rzeczywiste; nasze słabości i zależności, zbyt dobrze je znamy; lecz Bóg zna je jeszcze lepiej. Jeśli w poczuciu tej słabości korzymy się przed Bogiem, cześć Mu oddajemy. Dlaczego? Dlatego, że istnieje w Bogu doskonałość, która może jest kluczem wszystkiego, co nas spotyka na ziemi; doskonałość, w której Bóg chce być wielbiony przez całą wieczność: na imię jej miłosierdzie. Miłosierdzie to miłość wobec nędzy; gdyby nie było nędzy, nie byłoby wcale miłosierdzia.

Nie dopuszczajmy, by nas doświadczenia i przeciwności miały przygnębić. Im wyżej nas Bóg wzywa tym większe i dotkliwsze one będą. Skąd takie prawo? Stąd, że to jest droga, którą szedł Jezus. Toteż im bardziej chcemy żyć z Nim zjednoczeni, tym bardziej musimy się upodobnić do Niego w najgłębszej, najbardziej wewnętrznej tajemnicy Jego. Święty Paweł, jak wiemy, sprowadza całe życie duchowne do „praktycznego poznania Jezusa, a Jezusa ukrzyżowanego” (1 Kor 2, 2). Zresztą sam Chrystus powiedział, że Ojciec jego Jest boskim ogrodnikiem, który oczyszcza wszelką latorośl, by więcej owocu zrodziła: „Wszelką latorośl, która przynosi owoc, ochędoży ją, aby więcej owocu przynosiła” (J 15, 2). A Bóg ma rękę potężną: pokusami, które dopuszcza, przeciwnościami, które zsyła, doświadcza duszę, by ją wyzwolić od stworzeń; on ją drąży, by ją wypróżnić z siebie samej; przenika aż do szpiku, On „miażdży kości” — jak się wyraża Bossuet, „by sam w niej panował”.

Szczęśliwa dusza, która się odda w ręce tego wiekuistego pracownika! Przez Ducha Świętego, całego z ognia i miłości, który jest palcem Boga, wyryje w niej ten Boski artysta rysy Chrystusa, by ją uczynić podobną do Umiłowanego Syna swego, według niewymownych planów swej mądrości i swego miłosierdzia.
Albowiem Bóg pokłada swą chwalę w uszczęśliwieniu nas. Wszystkie cierpienia, które zsyła lub dopuszcza, stanowią dla nas tyleż tytułów do chwały i szczęśliwości niebieskiej.
Bez wątpienia, w tych momentach, które są bogate w łaskę, dusza jest pogrążona w boleści i cierpieniu, w oschłości i strapieniu. Ale niech trwa mocno pod ciosami najwyższego Kapłana! Gdyż Bóg nawet gorycz krzyża osładza namaszczeniem łaski. Patrzmy na św. Pawła. Czyż wielu żyło w tak głębokim zjednoczeniu z Bogiem w Chrystusie, jak on. Cóż go więc mogło rozłączyć od Jezusa? A oto z dopuszczenia Bożego szatan naigrawa się z Apostoła, znęca się nad jego duszą i ciałem. Święty Paweł w swoim utrapieniu skarży się Jezusowi. I cóż mu Chrystus odpowiada: Wystarczy ci łaska moja, albowiem jej moc nigdy się tak jasno nie okazuje, jak w trudnościach, które ma zwyciężyć. „Dosyć masz łaski mojej, bo moc w słabości ukazuje się doskonałą” (2 Kor 12, 9)."

o. Kolumban Marmion, Chrystus w swoich tajemnicach

Nabożeństwo pierwszych sobót

czytaj dalej

Uroczystości i święta

czytaj dalej

Copyright 2012–2017 Serwis Rycerstwa Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji