15 sierpnia — Wniebowzięcie NMP

Wszystkie rzeczy ziemskie będą miały swój koniec. Cieszcie się, którzy Boga prawdziwie miłujecie, którzy tęsknicie za Panem, a ziemię uważacie za miejsce wygnania i gardzicie blaskami światowym, bo to przemija jako wody rzeczne.

W dniu Wniebowzięcia Maryi zastanówmy się uważnie, jak Maryja w tryumfie weszła do miasta niebieskiego, jak na Jej widok dziwiły się duchy niebieskie, że ziemia mogła tak cenny skarb posiadać. Rozważajmy szczęście Maryi, naśladujmy Jej cnoty, idźmy tymi drogami, co Ona, a dojdziemy do chwały podobnej. Maryja będzie naszą prawdziwą gwiazdą i przewodniczką wśród pielgrzymki po niebezpiecznym morzu doczesności.

Dlaczego Pan Jezus wstąpił w blasku i majestacie do nieba, a Maryję zostawił na dolinie nędzy i łez, dlaczego Ją zostawił w tęsknocie wielkiej? Wszak Ona stała do ostatniej chwili pod krzyżem, dlaczegóż równocześnie nie otrzymała nagrody z Jezusem Chrystusem? Życie ziemskie było dla Niej od Wniebowstąpienia ciągłą tęsknotą. Kto by mógł zmierzyć miłość Maryi ku Jezusowi, mógłby także pojąć, jak Ona pożądała Chrystusa, jak tęskniła za Nim i jaką męczarnię sprawiał Jej ten czas zwłoki. Miłość, o Maryjo, jest dla Ciebie szczęściem, ale i katem zarazem.

Jezus Chrystus posiadł chwałę, ale dla Maryi życie na ziemi bez Jezusa jest męczeństwom, okropniejszym może od cierpień poniesionych na Golgocie w chwili Jego konania. Maryja widziała najdokładniej wszystkie dobrodziejstwa Boże, które w takiej obfitości otrzymała; wiedziała, że jest Niepokalaną, wolną od grzechu, że jest Matką Syna Bożego. A ponieważ Jej wola była nader delikatną i czułą, dlatego miłowała według tego poznania dobrego Stwórcę jak najgoręcej. Gdy ludzie sobie wspominają, że miłosierny Bóg darował im wszystkie grzechy, płaczą nieraz ze świętego rozrzewnienia. Jaka dopiero miłość musiała ogarniać Serce Maryi, gdy sobie wspominała morze łask otrzymanych!

Miłość posiada stopnie, zadaje rany, zawiązuje i leczy je. Gdy miłość Boża ogarnie serce człowiecze, ruguje złą miłość, a przewyższa wszelką inną. Dziwna jej potęga, bo każe zapomnieć często o ojcu i matce, o krewnych i oddać się wyłącznie, bez podziału Stwórcy. Dlatego mówi Apostoł narodów, że go nie oderwie od miłości Chrystusowej: ani smutek, ani trwoga, ani prześladowanie i miecz zabójczy, ani życie, ani śmierć, ani żadne potęgi ziemskie, czy niebieskie, ani przepaści i głębiny, ani w ogóle żadne stworzenie. Rana miłości przenika duszę do jej głębin, a równocześnie ją leczy. Kto tej rany nie ma, ten jest chorym. Miłość jest raną, ale słodką. Strzała jej tak potężna, że i Bóg przed nią się nie broni, bo czytamy w Pieśni nad pieśniami: „Zraniłaś serce moje, siostro moja, oblubienico, zraniłaś serce moje jednym okiem twoim i jednym włosem szyi twojej”. Tym okiem u Maryi jest miłość ku Bogu, a włosem jednym Jej ciągła myśl o Nim. Tą ciągłą ustawiczną myślą wynagradzała Maryja nasze zapomnienie o Stwórcy, który bezustannie pamięta o nas i świadczy nam dobrodziejstwa.

Serce Maryi było zranione miłośnie i myślało jedynie o Bogu. Maryja Panna uważała za rodzaj zdrady myśleć o czymś innym niż o Panu Bogu. Nikt nie zdoła wysłowić, jaka tęsknota pożerała Serce Bogarodzicy, kiedy po Wniebowstąpieniu Zbawiciela zawisła niejako między niebem a ziemią, kiedy się rwała całą potęgą ku Bogu, a jeszcze nie wolno Jej było posiąść Go na zawsze. Dlaczego Bóg, który tak wielce miłował Maryję, zezwolił, aby żyła w tych katuszach, w tej tęsknocie? Czemu Jej nie zabrał z tego świata?
Po pierwsze: Kto więcej cierpi, ten będzie bardziej wsławiony. Tu Pan Jezus przykładem. A więc tęsknota i cierpienia Maryi miały odpowiadać Jej przyszłej chwale, musiały być przeto wielkie, kiedy i wyniesienie Jej miało być ponad wszystkie stworzenia. Większa dla nas chwata i zaszczyt, gdy wielkie nagrody otrzymujemy za trudne cierpienia, niż gdyby nam je dano za darmo.
Do rzeczy ważnych, niezwykłych trzeba się przygotować. Nie dziwmy się przeto, że i Maryję przygotował Bóg na to największe szczęście, które Ją spotkało w dniu Wniebowzięcia, że to przygotowanie było trudne stosownie do chwały i wywyższenia. Wielką chwalę poprzedzić musi staranne przygotowanie. Tak cudowna korona miała spocząć na skroniach Maryi dopiero po odniesieniu wielkiego zwycięstwa. Im walka cięższa i trudniejsza, tym i zwycięstwo milsze, słodsze i zaszczytniejsze. Mówi Zbawiciel: „Błogosławieni, którzy pragną i łakną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni”. Maryja Panna najbardziej pragnęła, a więc nasycenie Jej w niebie najwyższe, najzupełniejsze. Z tego powodu względy na Jej przyszłe wyniesienie kierowały mądrością Bożą, że Maryi Pannie kazała tęsknić długo na dolinie łez za krainą szczęścia.
Ale są jeszcze inne przyczyny, dlaczego Ją zostawił Chrystus na ziemi po swym Wniebowstąpieniu. Płynęła stąd korzyść niezmierna dla chrześcijan współczesnych, a w pierwszym rzędzie dla Apostołów. Kto by ich podnosił na duchu, kto pocieszał, wzmacniał po odejściu Pana Jezusa? Tęsknili wierni do Maryi, pragnęli Ją widzieć, tę cudowną Arkę Przymierza. Zapewne też tłumy z Jerozolimy i z dalszych okolic spieszyły do ubogiego mieszkania Maryi, że natłok był wielki, bo Maryja, to Matka Chrystusa, a przy tym tak cnotliwa i święta! Kto wysłowić zdoła, z jaką ufnością i czcią zbliżały się tysiące wiernych do Niej i szukały u Matki Bożej rozwiązania swych wątpliwości, otuchy w trudach, pociechy i zachęty w walkach życia! Do Jerozolimy idą ludzie, bo tu jaśniało Słońce sprawiedliwości, tu Chrystus nauczał, tu cuda czynił. Chwytają za laskę pielgrzymią tysiączne rzesze, zbliżają się do góry świętej, do żywej świątyni Jezusa Chrystusa, do Maryi Panny, która jest szczytem świętości i łaski, Panną najroztropniejszą, cudowną Mistrzynią i Pocieszycielką wszystkich. Szczęśliwe te gromady święte, szczęśliwe te wierne owieczki, które w Maryi znajdowały najlepszą Pasterkę! Ona nie byłą najemnicą, ale umiłowała całą duszą ten młodziutki Kościół i gotowa była każdej chwili życie swe zań oddać, gdyby było potrzeba, jak już uczyniła chętnie ofiarę z życia swego najmilszego Syna. To więc, że Maryja była podporą Apostołów, nauczycielką Ewangelistów, bo ich uczyła wielu szczegółów, osobliwie z życia ukrytego Jezusa Chrystusa, to że była Matką wszystkich wiernych, napełniało Ją pewną pociechą i sprawiało ulgę w ciężkiej doli wygnania. Nadto zwiedzała Bogarodzica miejsca, uświęcone życiem, pracami, cierpieniem i śmiercią Jezusa Chrystusa, zraszała je łzami i błagała, by ten krwawy okup nie poszedł na darmo, by ludzie z męki i śmierci Jej Syna korzystali. Przyjmowała też z wielką wdzięcznością i miłością Ciało Syna swego w Komunii św. z rąk św. Jana. I to było dalszą dla Niej pociechą i ulgą w strasznej tęsknocie wygnania i tułaczki ziemskiej.

Całe niebo pragnie mieć wpośród siebie Królowę. Albowiem królestwo bez Królowej, dom bez pani. Niebo zyska bardzo wiele na blasku, gdy Maryja tu wejdzie. Najświętsza Dziewica już dosyć żyła dla ludzi na ziemi, a zresztą w niebie nie przestanie być dla nich Matką najczulszą i opiekunką najlepszą. Ty zaś, Panie, zawsze Ją wysłuchasz, o cokolwiek prosić będzie dla swych dziatek ziemskich u tronu Twego. Spełni się Jej pragnienie, że już koniec Jej cierpień, że już kończy się Jej tułaczka ziemska, a rozpoczyna się chwała i życie wieczne.

Ten sam Archanioł Gabryel, który Maryi zwiastował wcielenie Syna Bożego, przynosi Jej kornie wiadomość, że już kończy się Jej życie. Zachwyt i szczęście były odpowiedzią na tę wesołą nowinę. Na ziemi szybko rozniosła się wieść, że Najświętsza Panna już opuszcza świat, a przenosi się do lepszego żywota. Z tego powodu smutek ogarnia wiernych. Maryja pociesza stroskane dziatki, przyrzeka, że ich nigdy nie opuści, że roztoczy swą pieczę nad niemi, zachęca do życia świątobliwego, za które dla nich również otworzą się bramy niebieskie. Apostołom daje ostatnie rady i wskazówki; poleca im te cnoty, przez które Ona podobała się Bogu za życia, a więc czystość, pokorę, łagodność i miłosierdzie, przypominając, jak się modliła za tych, co Syna w Jej oczach krzyżowali.

W niebie wielkie poruszenie z powodu rychłego przybycia Maryi. Mówi pobożna tradycja, którą powszechnie przyjmują pisarze, że sam Chrystus w orszaku dworu niebieskiego przyszedł po Maryję i rzekł do Niej słowami Pieśni: „Pójdźże z Libanu, oblubienico moja, pójdź z Libanu, będziesz koronowana. Już minęła zima twoich ucisków, już się pokazały kwiaty wiosenne, przygotowane ku Twej chwale i ozdobie”. Na to miłe zaproszenie Maryja odpowiedziała pokornie: „Oto ja służebnica Twoja, niech mi się stanie według słowa Twego”. A ponieważ zawsze była wierną uczennicą Chrystusową, prawdopodobnie wyrzekł z wielką pokorą i doskonalą miłością słowa, które słyszała z ust Jego, kiedy konał na krzyżu. „Synu mój, w ręce Twoje oddaję ducha mego”. Jak nie czuła boleści rodzenia, tak również nie doznała trwogi konania, wolna od wszelkiego grzechu. Kto pojmie, jak serdecznie objął Zbawiciel tę błogosławioną duszę? Kto pojmie i wysłowi szczęście Maryi, kiedy zobaczyła jasno Bóstwo i człowieczeństwo swego Syna? Na ten widok ustala tęsknota i łzy zniknęły.

O kto by mógł widzieć tę wspaniałą duszę w chwale, bielszą od śniegu, jaśniejszą od słońca, czystszą od wszystkich stworzonych duchów? Można pobożnie wierzyć, że wielu współczesnych widziało duszę Maryi w blasku i chwale niebieskiej. I zapewne wśród hymnów i okrzyków wesela, Najświętsza Dziewica uniosła się do górnych krain, wsparłszy się o Syna swego.

Cóż nam czynić wypada w uroczysty dzień Wniebowzięcia? Wołajmy z głębi serca: Matko moja, Matko moja. Wyryj w sercach naszych pamięć o Tobie, pokryj nagość naszą płaszczem swej opieki, byśmy przepłynęli bezpiecznie wzburzone fale tego życia i dostali się na drugi brzeg szczęśliwej wieczności. Cieszymy się, żeś zasiadła na tronie chwały po prawicy Syna, że doznajesz czystych i niewysłowionych rozkoszy, które wiecznie trwają. Dzięki składamy dzisiaj Bogu za Twe wyniesienie, cieszymy się Twym zupełnym szczęściem. Ale mimo to czujemy jakąś niewypowiedzianą w duszy tęsknotę i samotność, widzimy swą słabość i opuszczenie, bo mnóstwo mamy potrzeb i dolegliwości, a Matka tak daleko od nas! Prosimy Cię przeto, bądź naszą ucieczką, przyjmij nasze hołdy, a udziel, o co prosimy, wyjednaj przebaczenie, boś Ty po Bogu jedyna ucieczka grzeszników. Od Ciebie wyglądamy pomocy do cnotliwych uczynków, od Ciebie spodziewamy się przebaczenia win, w Tobie pokładamy nadzieję zbawienia wiecznego.

O Matko Najświętsza, pomagaj nieszczęśliwym, wzmacniaj słabych i wątpiących, pocieszaj płaczących. Niech wszyscy, o Królowo nasza, mali i wielcy, którzy święcą Twe Wniebowzięcie, doznają Twej pomocy, pociechy, ochłody, niech otrzymają to, o Cię błagają. Błogosławiona Dziewico, któraś łaskę znalazła, Matko żywota i łaski, prosimy Cię pokornie, niech nas przyjmie Ten, któregoś na świat wydała. Twoja świętość niech usprawiedliwi nasze winy i złości. Twa pokora niech wyjedna przebaczenie dla naszej pychy; Twa bogata miłość niech osłoni mnóstwo grzechów naszych. Twa pełność łask niech zbogaci nasze ubóstwo i wyjedna zasługi. O Pani nasza, Pośredniczko nasza, pojednaj nas ze swym Synem, uproś nam łaskę, aby nas zabrał Zbawiciel do wiecznej chwały, kiedy opuścimy tę łez dolinę.

ks. Jakub Górka
Tarnów 1907

Nabożeństwo pierwszych sobót

czytaj dalej

Uroczystości i święta

czytaj dalej

Copyright 2012–2017 Serwis Rycerstwa Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji