17 lutego — ucieczka św. Rodziny do Egiptu

W dniu 17 lutego Kościół wspomina ucieczkę św. Rodziny do Egiptu. „(…) oto Anioł Pański ukazał się we śnie Józefowi, mówiąc: «Wstań i weźmij dziecię i matkę jego, a uciekaj do Egiptu i bądź tam, aż ci powiem; bo stanie się, że Herod będzie szukał dziecięcia, żeby je zatracić». A on wstawszy, wziął dziecię i matkę jego w nocy i uszedł do Egiptu” (Mt 2, 13–14). Bezpośrednio po hołdzie mędrców Pan Bóg nakazuje Józefowi, by uciekał przed Herodem i schronił swą rodzinę na obczyźnie.

Katoliccy pisarze przedstawiający ucieczkę do Egiptu, podjętą zgodnie z wolą Bożą, wskazują na trudne warunki wędrówki. Już na początku Maryja z Dzieciątkiem i Józef muszą przebyć męczącą, wręcz karkołomną drogę. Z Betlejem położonego 800 m n.p.m. schodzą w dolinę wąskimi i stromymi ścieżkami. Dodatkowym utrudnieniem jest ciemność. Nad ranem docierają do krainy Filistynów, a na drugi dzień do Gazy. Tu z pewnością uzupełniają skromne zapasy i dalsza droga Świętej Rodziny prowadzi przez pustynię. „Aby zrozumieć wielkość trudów, jakie musieli ponosić Maryja i Józef, a z nimi i Jezus, trzeba przede wszystkim pamiętać o tym, że wolą Najwyższego było, aby odczuli oni przykrości i cierpienia tego wygnania. Niebiańska Pani znosiła wszystko ze spokojem; to samo można powiedzieć o św. Józefie. Oboje byli narażeni na mnóstwo uciążliwości; większe jednak były cierpienia, które w swoim sercu odczuwała Maryja na skutek cierpień swego Dziecięcia i św. Józefa; ten martwił się natomiast z powodu cierpień Jezusa i Maryi, a także tego, że mimo najszczerszych chęci w niczym nie mógł Im pomóc” (Maria z Agredy, Mistyczne miasto Boże).

Święta Rodzina zdąża do Egiptu przez tę samą pustynię, po której Mojżesz prowadził Naród Wybrany do Ziemi Obiecanej. Szybko kończą się zapasy żywności, dniem doskwiera upał i brak wody, nocą — przenikliwy chłód. Jednak po długiej, mozolnej wędrówce święci Pielgrzymi docierają do doliny Nilu. „Czym było dla Maryi to przesiedlenie do obcego kraju, mógłby najłatwiej odczuć człowiek głęboko pobożny, złączony nie tylko zewnętrznie, ale i wewnętrznie z jakąś społecznością chrześcijańską, a przeniesiony nagle do niekatolickiego miasta. Jakże samotnym czuje się mimo gwarnego otoczenia! Nie jest wprawdzie sam, ale duchowo jest osamotniony; jakże to przykre i pełne goryczy uczucie! W podobnym położeniu znalazła się Maryja. (…) Dla Maryi, istoty bezgrzesznej, całe pogańskie otoczenie było szczególnie przykre” — pisał o. Franciszek Michał Willam w książce Życie Maryi Matki Jezusa).

Wszystkie cierpienia wywołują jeden skutek: Najświętsza Panna coraz bardziej zagłębia się w treść Pisma św. i coraz lepiej rozumie znaczenie słów Symeona. Wierzy, że Pan Bóg jest nieskończenie dobry i każde trudne doświadczenie ma określony cel w Bożym planie. Dla człowieka wierzącego trudności są sprawdzianem ufności i miłości do Pana Boga. To wtedy okazuje się, czy pełni swoją, czy Bożą wolę. Im więcej swojej woli, tym bardziej dokuczają trudności. Im mniej sprzeciwu wobec Bożej woli, tym łatwiejsze do przyjęcia jest cierpienie, które staje się w końcu słodkie. Po pewnym czasie walki ciernie (a więc umartwienia, pokusy itp.) stają się różami — powiedział Pan Jezus do św. Brygidy.

Nabożeństwo pierwszych sobót

czytaj dalej

Uroczystości i święta

czytaj dalej

Copyright 2012–2017 Serwis Rycerstwa Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji