Ks. Karol Stehlin: Kazanie na zakończenie Misji Maryjnej w Wil (Szwajcaria) 24 IX 2017 r.

GRU
17

Drodzy Wierni,

w ramach Misji Maryjnej chcemy dziś raz jeszcze spojrzeć na tę przesławną rocznicę i to, co zdarzyło się przed stu laty. Wcześniej jednak dokonało się, jasno i wyraźnie, objawienie apokaliptycznej bestii, o której Pismo Święte mówi w 12. i 13. rozdziale Apokalipsy św. Jana. Miało to miejsce już 500 lat temu: w 1517 r. Luter zapoczątkował protestantyzm, tworząc coś wyjątkowo strasznego, mimo że światem wstrząsały wówczas liczne inne herezje; sformułował on mianowicie zasadę sola scriptura, w myśl której nie ma już żadnego pośrednika między naszą pamięcią, tym, co widzimy, naszą wolnością, naszym rozumem i Bogiem. Dla Lutra istniał tylko Bóg, rozum ludzki i Biblia: czytanie Biblii i modlitwa ma prowadzić do oświecenia przez Ducha Świętego, przy czym z Biblii każdy może wyczytać, co mu się podoba, Słowo Boże zostaje sprowadzone do własnego widzimisię. Znaczy to, że fantazja, własne pojmowanie i własna inteligencja mogą sprowadzić na manowce. Jest to pierwszy bunt rozumu, dotąd podporządkowanego Świętej Matce, Kościołowi, zgodnie z chrześcijańskim porządkiem świata. To Pan Jezus Chrystus wskazywał wiernym poprzez swych kapłanów i biskupów, papieża i urząd nauczycielski Kościoła, w co należy wierzyć. Wierny przyjmował to magisterium, w pokorze dostępował prawdziwej wiary. U Lutra nie ma już ani magisterium, ani papieża, ani biskupów, ani kapłanów czy przełożonych; on odrzuca te autorytety i wierny może być sam sobie papieżem. Z tego właśnie powodu namnożyło się tyle sekt protestanckich! Każdy człowiek nieco inaczej rozumie Pismo Święte i w ten sposób sam wymyśla sobie wiarę.

            Co takiego wydarzyło się przed 500 laty? Dziś słyszy się liczne pochwały w związku z pięćsetleciem luteranizmu, protestantyzm wychwalają nawet hierarchowie Kościoła katolickiego. Straszna jest świadomość, że to właśnie wtedy rozpoczął się proces, który w 1917 r. przybrał znaczne rozmiary.

            Jednak cofnijmy się jeszcze raz w czasie: 200 lat od wystąpienia Lutra, w 1717 r., powstała masoneria. Jej celem było i pozostaje, szczególnie dziś, aby ludzie przestali myśleć o Bogu.

            Następny krok polega na tym, że wprawdzie uznaje się jeszcze istnienie Boga, nazywa się go Architektem Świata, który być może wszystko stworzył, jednak nie troszczy się już o swe dzieło. Świat należy do ludzi; w tym miejscu zaczyna się ta straszna ideologia. Masoni mówią, że budują nowy świat. Nowy, wspaniały porządek świata polega na tym, że wszystko obraca się wokół człowieka, jego życia, jego raju na ziemi, jego tymczasowego szczęścia. Taka jest ideologia masońska, wiara jest tylko dodatkiem, sprawą prywatną, nie ma nic wspólnego z życiem publicznym, w którym obowiązują prawa człowieka, godność ludzka i ludzkie reguły, mające na celu stworzenie lepszego świata, raju na ziemi.

            200 lat później nadchodzi pamiętny rok 1917: w listopadzie ma miejsce rewolucja październikowa. Tutaj posuwamy się jeszcze o krok dalej, w ogóle nie ma już miejsca dla Boga. Religia nie jest już nawet sprawą prywatną, lecz ogłasza się ją wręcz opium dla ludu, narkotykiem, który należy zniszczyć. Chodzi o stworzenie nowego człowieka w komunistycznym raju, gdzie będzie tylko ów człowiek. W tym samym czasie w Rzymie odbywały się obchody 200-lecia masonerii i na oczach Watykanu, Ojca Świętego, jeszcze raz wypowiedziano papieżowi i Kościołowi katolickiemu wojnę na śmierć i życie, oznajmiono ostateczne obalenie wielowiekowego religijnego porządku. Oto jego koniec! „Dajcie nam jeszcze 100 lat, a zniszczymy Kościół i wymażemy z ludzkiego ducha i mentalności takie banialuki jak niebo i to, o czym mówią katolicy”. A więc w 1917 r. byliśmy świadkami gigantycznego objawienia apokaliptycznej bestii. Apokalipsa mówi najprawdopodobniej, drodzy Wierni, o zamęcie i szatanie, szerzącym na świecie dwie zasady, które go zniszczyły i strąciły do piekła. Propagował je najpierw protestantyzm, później zwłaszcza masoneria, a ostatecznie komunizm. Jak brzmią te zasady?

            Lucyfer, największy z aniołów niebieskich, mówi do Pana „nie będę służył” – „non serviam” – to pierwsza zasada, sprowadzająca się do usunięcia Boga z życia; Bóg jest prawem, a więc dochodzi do buntu przeciw temu prawu; odmawia się uwielbienia Temu, który jest prapoczątkiem, przyczyną, źródłem, Panem i celem wszechrzeczy. Nie uznaje się już Boga za alfę i omegę, początek i koniec, wyrzuca się Go i Jego królestwo ze świata. Nie przejawia się chęci służenia Bogu, przeciwnie – dogadza się samemu sobie. Nie istnieją dla człowieka łaski pochodzące z zewnątrz – ratunek dla życia wiecznego.

            W tym miejscu dochodzimy do drugiej zasady diabła, którą wpoił przywódcom państw: „wy, drodzy ludzie, możecie być do nas podobni, możecie pozować na samego Boga”, innymi słowy, „możecie robić, co się wam podoba, bądźcie swobodni i niezależni od wszelkich okoliczności zewnętrznych; tylko ty, człowieku, jesteś ważny, tylko twoje szczęście, twoja wolność, twoje zaspokojenie, twoja przyjemność, twoja radość”. Oto diabelski porządek świata. Właśnie on (w zasadzie nie można go nawet nazwać porządkiem świata, lecz światową anarchią), właśnie ta ideologia dąży do tego, by doprowadzić każdego człowieka do grzechu, szczególnie we wszystkich sferach życia publicznego, w polityce, w gospodarce, w kulturze, w sztuce, w wychowaniu, w kwestiach zdrowia, w rodzinie, we wszystkich instytucjach. Takie było zadanie pierwszej apokaliptycznej bestii, która miała doprowadzić szatana, smoka, wszystkie ludy, narody i języki do tego, by zgięły kark przed nowymi panami świata. Właśnie to wcielenie pierwszej bestii widzimy na dużą skalę w 1917 r. Ponadto słyszymy pewną zapowiedź. Jak wygląda bilans tych 100 lat, które upłynęły od tamtego czasu?

            Rzeczywiście owa ideologia rozlała się na cały świat, komunizm błyskawicznie zyskał na znaczeniu, podobnie masoneria, i tak cały świat, z nielicznymi wyjątkami, przyswoił sobie zasady smoka. A dziś wygląda to de facto tak, że różne narody świata, prawie wszyscy ludzie, nie wyłączając katolików, przyjęli diabelskie zasady. Żyjemy w dużej mierze tak, jak gdyby Bóg nie istniał, i nazywamy siebie samych mistrzami, panami świata, czyli przywłaszczamy sobie, przynajmniej w doczesności, boską cześć. Oto teraz, po 100 latach, widzimy bilans tego czasu. Jest to coś wyjątkowego: z jednej strony wszędzie zwycięstwa wrogów Boga, triumfalny pochód komunizmu, mroczne karty, które można by długo wymieniać: Rosja, Europa Wschodnia, Chiny, tak wiele krajów afrykańskich, południowoamerykańskich, a z drugiej strony masoneria – ten straszliwy triumfalny pochód, który nas przeraża. I co uczyniła Matka Boża?

            Drodzy Wierni, jak odpowiedziały niebiosa? Jest rok 1917: niebo zesłało Królową nieba i ziemi, która chciałaby nam wszystko podarować, nam, swoim dzieciom, żyjącym codziennie w zagrożeniu potępieniem. Ona otwiera swe Serce i daje wszystko, co Bóg kiedykolwiek mógł dać światu. Jest Bożym arcydziełem, zawierającym w sobie wszelkie łaski, wszelką miłość, siłę, całą Bożą światłość. Bóg ofiaruje Serce Maryi każdemu w darze. Oto odpowiedź niebios. Matka Boża wyjaśnia to następująco: „Kto ucieka się do mojego Serca, kto spełnia moje prośby, podąża za mną”, a więc kto przyjmie strategię Jej Serca, „ten będzie zbawiony”.

            Możemy dokładnie podzielić tych 100 lat, które upłynęły od czasu objawień fatimskich na 50 lat bezpośrednio po nich i ostatnie 50 lat. Co się wówczas działo? W ciągu pierwszych 50. lat możemy zaobserwować coś zupełnie wyjątkowego i wspaniałego: Matkę Bożą w swej pokorze, ludzi, którzy przybyli do Fatimy, cud słońca, wreszcie przesłanie fatimskie, które Matkę Bożą rozsławiło na całym świecie; i potem liczne procesje z figurą Matki Bożej i pielgrzymki. Gdzie tylko pojawi się figura Matki Bożej w otoczeniu swych wiernych sług, dokonuje się mnóstwo nawróceń! Ma miejsce triumfalny pochód Matki Bożej, który trudno sobie wyobrazić: najpierw w Portugalii, później w Hiszpanii, we Włoszech, a wreszcie aż po krańce świata, także we Francji, gdzie figurę Matki Bożej obnosi się w procesjach po całym kraju. Na przekór masonerii i komunizmowi Matka Boża zwycięża: ludzie się nawracają, setkami, tysiącami, nawet milionami, rzucają się do stóp Matki Bożej i są poruszeni miłością, łaską Jej Niepokalanego Serca. Nie sposób tego opisać, ważne, by wiedzieć, co się wówczas działo: nawracały się miliony ludzi. Tam, gdzie działały wielkie ruchy maryjne: Błękitna Armia Matki Bożej Fatimskiej, Legion Maryi, Rycerstwo Niepokalanej, tam wszędzie Matka Boża nawracała setki, tysiące ludzi rocznie: w Stanach Zjednoczonych, gdzie na całym kontynencie wszystko było już przeniknięte duchem masonerii. I dochodzi do tego, że każdego roku, kiedy pojawia się figura Matki Bożej, a przesłanie fatimskie traktuje się naprawdę poważnie, od 200 000 do 300 000 protestantów nawraca się na katolicyzm dzięki Maryi! Wreszcie w Kanadzie, w Ameryce Południowej, a potem w krajach za „Żelazną Kurtyną”, a w Chinach Legion Maryi wśród najgorszych prześladowań komunistów setki, tysiące męczenników, którzy swoje męczeństwo złożyli u stóp Matki Bożej, miliony Chińczyków, którzy oddali życie za wiarę; dalej Legion Maryi, którego członkom miłość do Matki Bożej dodawała siły, by przetrzymać tortury komunistów i w ten sposób oddać cześć Bogu i przez Matkę Bożą stać się świętymi. Ich liczba nie jest znana, ale są ich miliony! Rosja i kraje Europy Wschodniej, które w szczególny sposób w czasach komunistycznych dzięki Rycerzom Niepokalanej zachowali wiarę katolicką pomimo komunistycznego terroru. To wszystko jest wspaniałym zwycięskim pochodem Matki Bożej – i tak też będzie na całym świecie.

            Gdy byłem na misjach w Afryce, dobrze pamiętam wizytę księdza biskupa Cyriaque Obamby, ucznia naszego arcybiskupa Lefebvre`a. Zapytałem go: „Monsignore, co było największym wydarzeniem w kapłańskim życiu Jego Ekscelencji?” Nie zwlekając ani chwili odpowiedział: „Odwiedziny figury Matki Bożej Fatimskiej w mojej parafii w Lambarene”. Figura Matki Bożej przybyła do miejscowości Lambarene, w której było 60% protestantów, 10% katolików i 30% pogan. Przez dwa tygodnie trwały procesje z modlitwami, śpiewem i wykładami. W tym samym roku nawróciła się połowa całego miasta na katolicyzm! Protestanci nie wiedzieli, co robić. Protestanci i ewangelicy dosłownie biegali za Matka Bożą, szukali Jej i mówili: „Już nie chcemy być protestantami, chcemy przejść na wiarę katolicką, bo katolicy mają Matkę!” Sam to słyszałem od biskupa. To wydarzyło się nie tylko w tej miejscowości, tak działo się na całym świecie!

            Powyższe przykłady z okresu pierwszych 50. lat od objawień fatimskich pokazują, że nasze prośby zanoszone do Matki Bożej wyzwalają Jej miłość, Jej siłę i potęgę. Wrogowie Kościoła dysponują władzą i pieniędzmi, a wierni katolicy nie mają nic z tych rzeczy. Mają natomiast słynną figurę Matki Bożej Fatimskiej, która otwiera Swe Niepokalane Serce.

            Nadeszło kolejnych 50 lat i naraz wszystko runęło. Wyraźnie widać cezurę: po II. Soborze Watykańskim wszystko to ustaje. Pojawia się druga bestia z Apokalipsy, fałszywy prorok, który wygląda jak Chrystus, ale mówi jak bestia, jak diabeł, smok; udaje Chrystusa, a w rzeczywistości szerzy ideologie diabła. Jest to, jak wiemy, modernizm, który zwycięża na II Soborze Watykańskim w Kościele i determinuje ludzi, katolików.  Jest to ideologia diabła, w myśl której Bóg zostaje usunięty na bok, a godność ludzka i prawa człowieka wyniesione na piedestał. Dlatego nie ołtarz, tylko stół, dlatego Komunia już nie na kolanach, tylko w postawie stojącej i do rąk, dlatego już nie z czcią i w ciszy, tylko ciągły wrzask i „happy, happy, happy happening”. To wszystko jest skutkiem wcześniejszych wydarzeń. W tej jednej chwili runęło wszystko i stało się to, co Matka Boża zapowiedziała w Fatimie: „Jeśli moje prośby będą wysłuchane, wydarzą się wielkie cuda, a jeśli nie zostaną wysłuchane, nastaną straszne czasy”; te czasy właśnie nadeszły.

            Dlatego też nadeszła „III wojna światowa” – tak arcybiskup Lefebvre określał II Sobór Watykański. Teraz, po 50 latach od tego wydarzenia obserwujemy totalne zniszczenie. Skradziono nam Matkę Bożą, zmieniając znaczenie objawień fatimskich. Wszystko o Fatimie zostało przeinaczone, przemilczane lub też zamiecione pod dywan albo wręcz wzgardzone, a nawet zanegowane. Dlatego już prawie nikt nie chce słuchać Matki Bożej.

            Jakże niewielka jest liczba dzieci Maryi, które razem z Nią wiernie stoją pod krzyżem Chrystusa. Ta mała gromadka zbiera się wokół ukochanej Matki, tak samo jak tutaj przed tym pięknym ołtarzem: Msza święta Wszechczasów, Grignon de Montfort, krzyż w prawej, różaniec w lewej dłoni! To jest właśnie Msza święta Wszechczasów, krzyż i różaniec naszej Matki. To stanowi naszą ostatnią siłę. Ludwik Maria Grignon de Montfort mówi wyraźnie, że w czasach ostatecznych pozostanie tylko mała grupa wiernych: to apostołowie Jezusa i Maryi czasów ostatecznych. I właśnie to się urzeczywistnia: W pierwszych 50. latach po objawieniach w Fatimie było ich wiele milionów. A pod koniec II okresu 50. lat zostało naprawdę już tylko niewielu.

            Pomimo to, drodzy wierni, co się dzieje? W momencie, gdy Matka Boża znajdzie choćby jedną duszę, która Jej się całkiem poświęci, która cała otworzy się na Nią i pozwoli, żeby Ona weszła do jej serca, jedną duszę, która poważnie traktuje to, o co prosiła Matka Boża w Fatimie, ta dusza będzie działać cuda. Tak nasza Niebiańska Matka ubogaciła arcybiskupa Lefebvre`a, który był właśnie taką duszą. Założył Bractwo Kapłańskie św. Piusa X dzięki łasce naszej Matki i Jej Niepokalanemu Sercu.

            Dzisiaj, 100 lat po objawieniach w Fatimie, w roku jubileuszowym, znajdujemy się w czasach, w których nadchodzą wielkie rozstrzygnięcia. Cały świat zdaje się już być zaprzedany smokowi. Lecz mimo to i właśnie wbrew temu nasza Matka Boża ze swoim Niepokalanym Sercem jest wciąż z nami.

            Dlatego, drodzy Wierni, musimy w tej decydującej godzinie zdać sobie sprawę z tego, że jesteśmy już w samym środku tej końcowej bitwy, która rozgrywa się na naszych oczach. I to rozstrzygające starcie wymaga od nas zajęcia stanowiska. Przezwyciężony jest już pierwszy szloch i ból, mamy jeszcze jedną szansę, jedną jedyną: naszą ostatnią nadzieją jest Niebiańska Matka. Lecz musimy odpowiedzieć teraz, bo nie wolno nam grać w dwóch drużynach. Nie możemy zamykać oczu na siejącą spustoszenie, niszczącą siłę pierwszej i drugiej bestii Apokalipsy, która wciąż jeszcze świętuje swoje zwycięstwa. Szczególnie w tym roku musimy całkiem zdecydowanie opowiedzieć się po stronie Matki Bożej, stanąć pod Jej sztandarem; musimy być żołnierzami, rycerzami Niepokalanej, a nie śpiącymi, zmęczonymi wojownikami, którzy już nie wiedzą, kim właściwie są: niedziele spędzają troszeczkę po katolicku, nucąc dwie, trzy pieśni, a w tygodniu wiodą życie jak poganie – tak nie można żyć, to do niczego nie prowadzi! Zatem musimy jednoznacznie zająć stanowisko. Nie wolno nam wdawać się w taktykę diabła. Diabeł ma swoją strategię, która polega  na tym, jak mówi nam Matka Boża – żeby skłonić ludzi do tego, by zaniedbali, a nawet zapomnieli o tym, co najważniejsze. Diabeł ma na celu wzbudzić u człowieka poczucie, że jest Bogiem i że może robić wszystko, na co ma ochotę. Diabeł ma ogromne możliwości, w jego posiadaniu jest 98% stron internetowych, a więc praktycznie cały internet, wszystkie środki masowego przekazu, a w nich wszystko jest ustawione tak, by skłonić człowieka do myślenia tylko o sobie i o swojej małej wysublimowanej prywatnej sferze. Wielu już ludzi przyjęło to uproszczone myślenie, że Bóg nie istnieje, a jeżeli istnieje, to i tak nie mają z Nim nic wspólnego, zrobią i tak, co będą chcieli. Diabeł macza w tym palce i chce pożreć serce Matki Bożej i Zbawiciela, nakłaniając ludzi do grzechów, to jest jasne, ale – dobrze wiem, że szczególnie to trzeba podkreślić naszym wiernym – ludziom brakuje stanowczości w podjęciu decyzji. I właśnie, drodzy wierni, musimy stanowczo podjąć tę decyzję i jasno opowiedzieć się za strategią Matki Bożej, która jest dokładnym przeciwieństwem strategii diabła.

            Diabeł chce budzić w nas różne pragnienia, oferuje nam rozrywki, zasypuje nas atrakcjami tego świata. Musimy się zdystansować, uwolnić od tego, musimy patrzeć na Nią; musimy stać się jakby żywymi kwiatami i przynosić je w podarunku Matce Bożej: kwiaty, które kwitną dla Niej, które żyją z Niej, żyją dla Niej – taki jest żołnierz Maryi, dziecko Maryi, które wie: to jest moja Matka i ta Matka zawsze jest dla mnie. Ta Matka jest nieustannie gotowa przyjść mi z pomocą, udzielić mi wszystkiego, czego potrzebuję w każdym momencie. Tę ważną decyzję naprawdę trzeba podjąć.

            Jak to zrobić?  Po prostu poświęcając się Matce Bożej. Poświęcenie się Maryi jest decyzją za Matką Bożą. Chcę wreszcie, co już dawno obiecywałem, od nowa, całą moją duszą dzisiaj zaraz po Mszy św. wyrzec się diabła, chcę mu powiedzieć „nie”. Nie chcę mieć nic więcej do czynienia z tym wszystkim, co rujnuje moją duszę, nie chcę być sługą diabła, nie chcę się poddać tej jego ideologii ani jego zasadom; już nie chcę więcej krzyczeć: „Ukrzyżuj Go”, tylko zawołam: „Jezu, Maryjo, kocham Was! Ratujcie dusze!” Najważniejsza jest stanowcza decyzja, nawet jeśli później zapał minie, gdy staniemy się ociężali, gdy czasem zdarzy nam się znów upaść. Jesteśmy biednymi grzesznikami i zawsze tak będzie. Po upadku nikt nie czuje się dobrze, leżąc w błocie! Tak więc natychmiast podnosimy się! Gdy żołnierz zostanie spoliczkowany, gdy trafi go kula i upadnie, robi wszystko, żeby się podnieść i walczyć dalej. Tak właśnie musimy czynić. A do tego potrzeba mocno ugruntowanej decyzji, i właśnie taką jest akt poświęcenia się Matce Bożej.  Wyraźne „nie!” wobec tego straszliwego działania diabła w życiu codziennym, szczególnie przez środki masowego przekazu, i jednoznaczne „tak!” dla Matki Bożej. „Tak” dla Matki Bożej polega na tym, że powiem: „Oddaję się Tobie, weź moje serce, niech będzie Twoje, teraz chcę je Tobie poświęcić” - to powinniśmy z chęcią uczynić. To właśnie oznacza przyjęcie strategii Matki Bożej.

            Gdy Niepokalana objawia się w Fatimie, diabeł nasila swoje działania z wielką mocą. Przynosi broń, miliony, miliardy pieniędzy, buduje cały ten niesamowity świat: miasta, wieżowce, filmy, sklepy, te wszystkie najnowsze osiągnięcia techniczne, - to wszystko robi wielkie wrażenie. Lecz spójrzcie, drodzy Wierni, Matka Boża w Fatimie przychodzi do biednej małej krainy, gdzie rosną drzewka oliwkowe i przychodzi do trojga małych dzieci, które niczego nie mają, i to zwyczajnie wszystko; wszystko jest proste, wszystko to pokora; Matka Boża pozostaje przez cały czas trwania swego zwycięskiego pochodu wciąż tą samą, cichą figurą: dłonie złożone do modlitwy, skupione spojrzenie, zawsze gotowa nas chronić - to wszystko.

            Taka jest strategia Maryi i taką musimy sobie przyswoić. Musimy podążać za Nią, musimy Jej słuchać, musimy kosztować każde słowo, które do nas wypowiada: „Moje Niepokalane Serce będzie Twoją ucieczką”. „Módlcie się, módlcie się dużo!”„Serca Jezusa i Maryi uważnie słuchają waszych próśb.” To są słowa, które powinny przeniknąć nasze dusze, to są słowa z Nieba, które zostały skierowane do nas przed stu laty, ale w naszych czasach mają może jeszcze większe znaczenie niż wtedy, bo żyjemy przecież w tak wielkim duchowym nieładzie.

            Drodzy Wierni, czy mogę Was z całego serca zaprosić zaraz po Mszy św. w ramach tego odnowienia duchowego, do wstąpienia do Rycerstwa Niepokalanej? Będzie to wspaniała ceremonia w kościele, podczas której najpierw będziemy prosić Ducha Świętego o siłę, bez której nic nie jest możliwe, odmówimy „Ave Maria”, złączymy się z Sercem Niepokalanej i tak umocnieni złożymy uroczyste przyrzeczenie i staniemy się rycerzami; przyjmiecie Cudowny Medalik, wielki symbol opieki Niepokalanej, Jej Niepokalanego Serca; potem akt poświęcenia się albo odnowienie aktu poświęcenia się, po prostu oddacie się całkiem Maryi i powiecie: „Tak! Chcę być Twoim dzieckiem, Twoim niewolnikiem, Twoim sługą, chcę być Twoim rycerzem!”

            A potem, drodzy Wierni, Niepokalane Serce Maryi od razu zacznie działać w waszych rodzinach, będzie coraz bardziej zwyciężać. Niepokalane Serce Maryi będzie coraz silniejsze i ciemność będzie musiała ustąpić, ponieważ Ona jest światłem i ciemność będzie musiała odejść, ponieważ Ona jeszcze raz jest światłem, przerażający strach zniknie, ponieważ Ona przynosi pokój, straszliwe poczucie pustki zniknie, ponieważ Ona jest bezpieczeństwem, rozpacz zniknie, ponieważ Ona jest pocieszeniem.

            Drodzy Wierni, jeżeli teraz w tym tak ważnym momencie uroczystości jubileuszowej na stulecie objawień w Fatimie i Rycerstwa Niepokalanej nie zareagujemy i nie podamy Matce Bożej naszej małej rączki, żeby mogła nas prowadzić przez te trudne czasy do światła, do nieba, to będziemy zgubieni. „Moje Niepokalane Serce”, które ciągle do nas przychodzi, „będzie twoja ucieczką”, drogą, która zaprowadzi cię do Boga. Amen.

 

 

 

 

 

 

Nabożeństwo pierwszych sobót

czytaj dalej

Uroczystości i święta

czytaj dalej

Copyright 2012–2018 Serwis Rycerstwa Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji