Ku Fatimie (cz. XVIII)

LUT
13

Ku Fatimie (cz. XVIII)

Objawienia Matki Bożej w Pontevedra i Tuy

Pontevedra – Nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi

Wstęp: Widzimy, że życie wewnętrzne trójki wizjonerów było natychmiastową odpowiedzią na wiadomości, które otrzymali od Matki Bożej. Dzięki temu jesteśmy w stanie zrozumieć, czym jest duchowość Fatimy i tajemnice wyjawione przez Matkę Bożą — to doskonała miłość grzeszników do Boga w pragnieniu pocieszenia Naszego Pana, doskonała miłość bliźniego, która jest niczym innym jak modlitwą i ofiarowaniem wszystkiego w intencji nawrócenia grzeszników i ocalenia ich od piekła oraz Niepokalane Serce Maryi jako złote sanktuarium, w którym Bóg nas nawiedza i obdarza swymi łaskami i gdzie my sami do Niego wracamy, jednocząc naszą nicość z najczystszą miłością Serca naszej niebiańskiej Matki.

Świadomość tego pozwala nam lepiej zrozumieć wielkie objawienia, zapowiedziane 13 lipca, kiedy to Ona ponownie pojawiła się, precyzyjnie przekazując swoją wolę ustanowienia ogólnoświatowego nabożeństwa do Jej Niepokalanego Serca oraz poświęcenia Rosji.

Kiedy Matka Boża ukazała światu swoje Niepokalane Serce po raz pierwszy (13 czerwca 1917 roku), obiecała: „Tym, którzy je (nabożeństwo — przyp. tł.) przyjmą, obiecuję zbawienie!”. Zanim zaczniemy czytać dalej, powinniśmy wrócić do przesłania Matki Bożej z tego dnia i rozważyć te niesamowite obietnice, które wtedy złożyła (http://militia-immaculatae.org/aktualnosci/ku-fatimie-2017-cz-viii-objawienie-niepokalanego-serca/) Po ponad 8 latach nadszedł czas, by ujawnić w bardzo konkretny i szczegółowy sposób praktykę nabożeństwa do Niepokalanego Serca Maryi, co nastąpiło w dwóch etapach:

— pierwszy: przesłanie od Matki Bożej i Dzieciątka Jezus w Pontevedra w dniu 10 grudnia 1925 roku, które tłumaczyło, na czym to nabożeństwo ma polegać;

— drugi: siła napędowa, stojąca u podstaw tychże praktyk wraz ze szczegółami dotyczącymi pewnych aspektów tego nabożeństwa, związanych z objawieniem Dzieciątka Jezus w tej samej miejscowości, w dniu 15 lutego 1926 roku i ukazaniem się Naszego Pana w Tuy 29 maja 1930 roku.

 

Objawienie w Pontevedra w dniu 10 grudnia 1925 roku

Po przyjęciu sakramentu bierzmowania 24 października 1925 roku, Łucja rozpoczęła życie zakonne u sióstr Dorotynek, które przyjęły ją jako uczennicę trzy lata wcześniej. Był wieczór 10 grudnia, kiedy 18-letnia postulantka wróciła do swej celi. Wtedy odwiedziła ją Matka Boża wraz z Dzieciątkiem Jezus. Łucja tak to opisywała w trzeciej osobie:

„Ukazała się jej Najświętsza Panna, a z boku na jasnym obłoku, Dzieciątko Jezus. Najświętsza Dziewica położyła Łucji rękę na ramieniu i pokazała cierniami otoczone serce, które trzymała w drugiej ręce. W tym momencie Dzieciątko powiedziało:

‘Miej współczucie dla Serca Twej Najświętszej Matki, otoczonego cierniami, którymi niewdzięczni ludzie je wciąż na nowo ranią, a nie ma nikogo, kto by przez akt wynagrodzenia te ciernie powyciągał’.

Potem Najświętsza Panna powiedziała:

‘Córko moja, spójrz, Serce moje otoczone cierniami, którymi niewdzięczni ludzie przez bluźnierstwa i niewdzięczność stale ranią. Przynajmniej ty staraj się nieść mi radość i oznajmij w moim imieniu, że przybędę w godzinie śmierci z łaskami potrzebnymi do zbawienia do tych wszystkich, którzy przez pięć miesięcy w pierwsze soboty odprawią spowiedź, przyjmą Komunię św., odmówią jeden różaniec i przez piętnaście minut rozmyślania nad tajemnicami różańcowymi towarzyszyć mi będą w intencji zadość czynienia’.

 

Komentarz:

Każde nabożeństwo składa się ono z dwóch części: zewnętrzna warstwa, polegająca na konkretnych praktykach, oraz wewnętrzna — która wskazuje na ducha i głębsze znaczenie tychże praktyk. „Nabożeństwo” oznacza, że człowiek jest przyciągany do obiektu swojego oddania. Nie tylko pewne czyny ofiarowuje się ukochanemu, lecz także całe jego serce, dusza i życie muszą być w centrum uwagi. W takim oddaniu, konkretne praktyki są bardzo proste, skromne i łatwe do osiągnięcia, ale by uchwycić ich znaczenie i drogę, która prowadzi do samego centrum i wnętrza Niepokalanego Serca, potrzebny jest nierzadko wysiłek całego życia, praca Bożej łaski i nasza stała z nią współpraca.

 

1. Pocieszenie — współczucie — zadośćuczynienie

Kluczowym elementem, czy mówiąc inaczej — „duchem” nabożeństwa do Niepokalanego Serca jest pełen miłości wysiłek ku temu, by współczuć Matce Bożej w Jej smutkach, by Ją pocieszać poprzez akty zadośćuczynienia i pokuty. Po rozważeniu przykładu błogosławionego Franciszka, lepiej możemy zrozumieć, czym jest zasadniczy element nabożeństwa — jest właśnie pocieszeniem Najświętszych Serc Jezusa i Maryi. Interesującym wydaje się fakt, że każdy z tych trzech terminów — współczucie, pocieszenie i zadośćuczynienie — są połączone w jedno wewnętrzne nastawienie w każdym z aspektów tego nabożeństwa.

Pragnienie pocieszenia Boga ogniskuje się tutaj w szczególny sposób: pomimo tego, że możemy pocieszać się nawzajem poprzez dzielenie bólu i cierpienia, nie możemy w dosłowny sposób zastosować tego do Boga czy Matki Bożej, ponieważ Ich cierpienie jest nieskończone i my, istoty ograniczone, obiektywnie rzecz biorąc nie jesteśmy w stanie nic zrobić, by to cierpienie zmniejszyć, czy osłabić. Miłość współczująca to jedyne, co nam pozostaje. Jeśli matka, kochająca swe dziecko ponad wszystko inne, zmuszona jest oglądać jego straszne cierpienie, wolałaby raczej sama wziąć na siebie jego ból i znosić jego cierpienia. Jej ból jest podwójny: po pierwsze, jest świadkiem udręki swego dziecka, po drugie zaś — jest bezsilna, bowiem nic nie może zrobić, by te cierpienia złagodzić. Jednakże to dziecko, pomimo bezradności swojej matki, zna jej bezgraniczną miłość i determinację do uczynienia wszystkiego, co możliwe, w stopniu najwyższym z możliwych. Miłość współczująca jest w pewien sposób większa niż wszystkie inne rodzaje miłości. Jeśli ktoś posiada żywą miłość do swego ukochanego, wtedy przynajmniej może mieć pewną satysfakcję, że coś zrobił — jednakże pojawia się wtedy ryzyko ukrytego samozadowolenia w duszy. Jeśli jednak nie jest w stanie nic uczynić, widzi wtedy swoje całkowite ubóstwo, upokorzenie aż do głębi swojej bezradności. Im bardziej miłość jest uboga, tym więcej jest w niej pokory.

Szczególnie ta forma miłości w bezradności, w jej braku zdolności do wszystkiego, poza współczuciem i cierpieniem w sercu bliźniego, uczestniczy w fizycznym, psychicznym cierpieniu kochanego — to jest właśnie największe pocieszenie, które możemy ofiarować Niepokalanemu Sercu Maryi; to najskuteczniejsze zadośćuczynienie, ponieważ nic nie niweczy grzechu pychy bardziej niż pokorna miłość. W rzeczy samej to zadziwiająca tajemnica: współczucie i bezsilne rozważanie zasmuconego serca Naszej Matki posiada ogromną moc uzdrawiającą: w takiej mierze, jak zdolny jestem kochać, pomagam w procesie odnowienia! Nabożeństwo do Niepokalanego Serca to cały szereg możliwości, które Bóg stworzył w naszych sercach, lecz my wszyscy zbyt często to zaniedbujemy. Wizja Serca otoczonego cierniami porusza nasze skamieniałe serca do aktów litości wobec NIEJ, do żalu, pocieszenia i współczucia wraz z NIĄ. Oto najważniejsza cecha miłości, która całkowicie jednoczy nas z ukochaną osobą.

 

2. Komunia Święta w Niepokalanej

W samym centrum nabożeństwa do Niepokalanego Serca Maryi jest sakrament Komunii Świętej, pomimo tego, iż, wbrew pozorom, przyjęcie świętego Ciała i Krwi Naszego Pana nie jest bezpośrednio związane z Matką Bożą.

W jaki zatem sposób Komunia Święta jest najistotniejszym elementem nabożeństwa do NIEJ? Odpowiedź na to pytanie odnajdujemy w pięknej pieśni Eucharystycznej: „Ave verum Corpus, natum de Maria Virgine” — „Bądź pozdrowione prawdziwe Ciało, zrodzone z Dziewicy Maryi!”. W Komunii przyjmujemy Ciało Chrystusa, ukształtowane w łonie Niepokalanej, Ciało z Jej ciała, Krew z Jej krwi. Bez Jej pośrednictwa, nie byłoby Eucharystii. Zatem dziękczynienie za Komunię Świętą jest także każdorazowo dziękczynieniem za Maryję Dziewicę jako źródło Najświętszego Sakramentu.

Niepokalane Serce Maryi jest w rzeczywistości Pośredniczką między nami a Świętą Hostią, miejscem spotkania z samym Panem Bogiem. Dlatego też kiedy Chrystus przychodzi do naszej duszy, pierwszym co napotyka, jest sanktuarium najwspanialszej miłości, Jej pałające miłością Serce, i w Niej, symbolicznie ukryty pod jej płaszczem ochronnym, On znajduje nas. Jej pośrednictwo ma w tym ogromne znaczenie: w Najświętszym Sakramencie Wszechmogący Bóg ponawia akt swojej bezgranicznej miłości; upokarza się w sakramentalnej Hostii, akcie swojej wszechmocy, dokonując całej serii wewnętrznych cudów, z których każdy jest większy i o większym znaczeniu niż stworzenie całego świata. I mimo tego przyjmujemy Go tak niedbale, w letargu, obojętności i rozproszeniu! Czy nie powinniśmy się obawiać, że nasze deklaracje miłości brzmią żałośnie i w każdym wypadku niewiarygodnie, gdy są tak często wypowiadane z niepokojącym brakiem zainteresowania? Nawet, gdybyśmy byli wstanie połączyć w sobie uwielbienie i nabożeństwo, wdzięczność i miłość na wzór świętych, cóż to wszystko znaczy w porównaniu do nieskończonego aktu miłości Chrystusa? Teraz jednak jednoczmy nasze serca z JEJ SERCEM: ONA kocha Chrystusa bardziej, niż wszystkie inne stworzenia. Dzięki swemu zjednoczeniu z Duchem Świętym, posiada przywilej miłowania Chrystusa miłością samego Boga. Dlatego też, gdy Go przyjmujemy, możemy ofiarować Mu najcenniejszy skarb, który sprawia Mu radość i w ten sposób być pewnymi, że nasze nędzne serca podobają mu się dzięki Jej obecności.

W jaki zatem sposób nie tylko powinniśmy, ale też jesteśmy zobligowani do przyjmowania Komunii Świętej? Nie różnimy się od małego dziecka, które wraz z jego matką zaproszono na świąteczne przyjęcie. Dziecko widzi te wszystkie wspaniałości na stole i intuicyjnie dostrzega, że wszystko jest zachwycające, lecz jednak nie ma pojęcia od czego zacząć i nie wie, jakie potrawy połączone ze sobą dają razem smaczny posiłek. Dziecko nie może samo sobie pomóc. Nie wiedziałoby, które z dań są dobre i odeszłoby od stołu głodne, niezależnie od tego, jak niezwykłe byłyby to dania. Na szczęście jego matka jest tam wraz z nim, to ona dokonuje wyboru, kładąc potrawy na talerzu i karmiąc nimi dziecko. Podobnie jest i z nami przy nieskończenie obfitym stole Eucharystii. W życiu duchowym jesteśmy jak małe dzieci, nieświadomi i słabi. Co wiemy o boskiej strawie, która została dla nas przygotowana? Tak naprawdę nie wiemy, co jest dla nas najlepsze. I jeśli spróbujemy „obsłużyć” się sami, przyjmując niebiański chleb jedynie z naszą własną mądrością, wtedy jak to małe dziecko sprawimy, że posiłek upadnie na ziemię i rozlejemy cenny napój, następnie zaś odejdziemy od stołu głodni i puści! Jednak gdy Maryja jest przy nas, wszystko się zmienia. Ona daje nam to, co jest dla nas najlepsze i pilnuje, przy wspaniały posiłek nie upadł na ziemię. Bardzo dobrze zna Swojego Syna i jego łaski, doskonale też zna nas samych — jest przecież naszą Matką. Gdy zatem jesteśmy wypełnieni dobrymi myślami i przeczuciami, będziemy miłować Jej sercem, Ona zaś będzie wielbić Boga, dziękować Mu i wznosić błagania w nas i przez nas. Krótko mówiąc, obecność Niepokalanego Serca Maryi w naszych sercach tworzy najlepsze możliwe warunki do godnego i owocnego przyjęcia tego Sakramentu.

 

3. Komunia wynagradzająca

Sednem nabożeństwa do Niepokalanego Serca jest komunia wynagradzająca. Wróćmy na chwilę do pojęcia „wynagrodzenie”/”zadośćuczynienie”. Wcześniej widzieliśmy, że jest to najważniejszy wyraz naszej miłości jako skruszonych grzeszników. Jeśliby ktoś kochał drugiego całym swym sercem, lecz bez powodu strasznie go obraził, to taki błądzący człowiek rozpacza bardziej, niż może to opisać słowami, chciałby tedy uczynić wszystko, by cofnąć wyrządzone zło. Taka kochająca osoba chciałaby podjąć każdy wysiłek by udowodnić ukochanemu człowiekowi, jak bardzo jest mu przykro z powodu tego zła. Chciałby to wynagrodzić, za pomocą słów i czynów naprawić wyrządzone zło, być lepszym, niż kiedykolwiek wcześniej. Oto właśnie zadośćuczynienie! Dlatego też, gdy człowiek idzie do Komunii Świętej w duchu zadośćuczynienia za grzechy, które zostały popełnione wobec Niepokalanego Serca Maryi, wtedy widzi siebie samego stojącego przed Chrystusem, który cierpi najbardziej, gdy ktoś obraża Jego najdroższą Matkę. Próbujmy więc Go pocieszyć i z tą intencją zadośćuczynić za te zniewagi. Oznacza to, że Maryja prowadzi do wyzwolenia najgłębszych predyspozycji, dzięki którym w możliwie najgodniejszy sposób możemy przyjmować Chrystusa. W Fatimie Niepokalana wskazuje nam drogę powrotu do Boga, która jest niczym innym jak bardziej gruntownym zrozumieniem łaski, którą sam Chrystus nam daje. Podobnie jak święty Ludwik de Montfort uczył nas, jak ożywić łaski chrztu św. poprzez Maryję, a święty Maksymilian Kolbe — łaski bierzmowania w ten sam sposób, tak i sama Maryja w Fatimie prowadzi nas do najdalszych zakątków Tajemnicy tajemnic na ziemi, do zjednoczenia z Bogiem w Komunii Świętej.

 

4. Spowiedź w duchu zadośćuczynienia

Kolejnym elementem nabożeństwa do Niepokalanego Serca Maryi jest sakrament pokuty, z którego powinniśmy korzystać w tym samym duchu zadośćuczynienia. W jaki sposób Maryja pomaga nam w odbyciu dobrej spowiedzi?

Także i w tym przypadku Maryja może uformować w nas najlepsze skłonności, budząc w nas w coraz większym stopniu żal doskonały. Ten oto przykład dobrze to obrazuje — im mocniej oświetlimy coś brudnego, tym wyraźniej dostrzegamy brud. Im bliżej moje grzeszne serce jest Niepokalanej, tym większa odraza do grzechu mnie wypełnia. Brzydota staje się jeszcze bardziej widoczna w tej rzeczywistości, to co grzeszne, w pełni ujawnia swoje straszliwe zepsucie. Tak oto w blasku Maryi grzesznik lepiej zaczyna rozumieć swoje grzechy; jego sumienie staje się bardziej czujne i wrażliwe. W szczególności zaś doświadcza on wzbierającej odrazy i żalu za swoje grzechy, im częściej staje w świetle jej kochającego, matczynego Serca. Coraz bardziej odkrywa jak bardzo poprzez grzech zdradza miłość, gardząc i depcząc najczulsze uczucia Serca swojej Matki. To wzbudza w nim wielką skruchę: „O Matko, wybacz i uproś mi przebaczenie u Twojego Syna!”.

W Pontenvedra, Najświętsza Maryja Panna nadaje sakramentalnej spowiedzi jeszcze szerszy kontekst: spowiadając się, powinniśmy rozważyć wszystkie występki przeciwko Jej Niepokalanemu Sercu, ponieważ grzech nigdy nie jest zbrodnią uczynioną w samotności, lecz ma wpływ na cały świat. Kiedy jeden członek społeczności ludzkiej i Mistycznego Ciała cierpi, wszyscy pozostali również cierpią. Taka jest rzeczywistość, że poprzez nasze osobiste grzechy sami stajemy po stronie wroga przeciwko zastępom Boga, krzycząc „Ukrzyżuj Go!”, uderzając Jego Matkę w twarz. Jak wielką ulgą jest wartość sakramentu spowiedzi jako oczyszczenie z tak strasznego buntu przeciwko Wszechmogącemu Bogu i Jego Matce.

W Fatimie sakrament spowiedzi jest przedstawiony nie tylko jako osobiste odpuszczenie grzechów, ale nabiera również dodatkowego znaczenia, dotyczącego ludzkiego światopoglądu: „Żałuję nie tylko dlatego, że obraziłem Ciebie, moja Niebieska Matko, ale że nie chcę, by ktokolwiek Cię obrażał. Tak bardzo cierpię z tego powodu, że ja, twoje niegodne dziecko, które tak bardzo kochasz, obraziło Cię. Podobnie rani mnie to, gdy widzę Twoje Serce tak poranione cierniami przez tych, którzy grzeszą przeciwko Bogu”. W ten oto sposób skrucha nabiera wymiaru powszechnego, niemal nieograniczonego, bowiem dotyczy niezliczonej ilości grzechów ludzkości, którą tenże żal reprezentuje. Tylko w taki sposób zmieniamy się na lepsze nie tylko w zakresie naszego własnego udziału w obrażaniu Pana Boga, lecz również całego zła, które zasmuca Naszą Niebieską Matkę. Taka całościowa determinacja bardzo podoba się Niepokalanemu Sercu, ściągając Bożą łaskę nawrócenia wielu dusz. Dlatego właśnie Ona obiecuje nam zbawienie wielu dusz jako nagrodę za praktykowanie nabożeństwa do Jej Niepokalanego Serca.

Widzimy więc, że nabożeństwo do Niepokalanego Serca jest w gruncie rzeczy sakramentalne; pomaga nam zrozumieć głębię sakramentów, które tak często przyjmujemy, chroniąc nas jednocześnie przez duchem rutyny czy powierzchownego traktowania ich jako tylko i wyłącznie uroczystości czy obowiązku. Niepokalane Serce Maryi pragnie dla nas jedynie doskonałego zjednoczenia z Jej Synem, które jednak jest uzależnione od podobnie doskonałego przyjęcia sakramentów, ustanowionych przez Niego dla naszego uświęcenia.

 

5. Rozważanie

Interesującym jest, że trzecim, niezwykle istotnym aspektem jest to, co nazywamy modlitwą myślną. Poniżej dowiemy się, jak siostra Łucja rozumiała praktykowanie tego nabożeństwa, najważniejszego po przyjmowaniu sakramentów. Właśnie poprzez rozważania zaczynamy owocnie zastanawiać się nad tajemnicami naszej wiary, analizować je, rozumiemy powody i istotne okoliczności tychże tajemnic. To sprawia, że nasza modlitwa jest bardziej inteligentna w tym sensie, że „wczytujemy” się (intellegere od intuslegere) w słowa i zgłębiamy świętą rzeczywistość, która za nimi stoi. Według wszystkich mistrzów życia duchowego, nikt nie może zbliżyć się do Boga bez tej formy modlitwy. Jeśli dziecko mówi do swoich rodziców jedynie za pomocą zwrotów, nauczonych na pamięć, ale bezmyślnie i bezrefleksyjnie, mamy wtedy do czynienia z brakiem zażyłości i dziecięcej miłości. Zewnętrzna forma nabożeństwa do Niepokalanego Serca jest, zgodnie ze słowami Naszej Pani, bardzo „skromna”. Jednakże musi zawierać kontemplacyjny element modlitwy, który często zaniedbywany jest nawet przez pobożnych katolików. Niepokalana ukazuje się jako Matka, która poucza swoje dzieci jak się modlić, wskazuje te modlitwy, które są najważniejsze dla rozwoju duchowego i wewnętrznej unii z Panem Bogiem.

Godne uwagi jest także to, w jaki sposób Matka Boża odnosi się do długości modlitwy kontemplacyjnej, mówiąc o piętnastu minutach. Wyjaśnia, że powodem właśnie takiego czasu jest uhonorowanie piętnastu tajemnic Różańca. Jako że Matka Boża przewidziała nieuchronnie zbliżający się kryzys światowy, w skrytości w Fatimie dała nam lekarstwo, wiele lat naprzód — potwierdziła, że nabożeństwo Różańca Świętego składa się ni mniej, ni więcej, jak właśnie z rozważania piętnastu tajemnic.

Można też domniemywać, że Matka Boża chciała w ten sposób uczynić tę dość wymagającą modlitwę łatwiejszą do przyjęcia dla wiernych, których jej długość mogłaby zniechęcać. Powinniśmy zadać sobie pytanie, co robimy na przestrzeni piętnastu minut naszego codziennego życia? Bylibyśmy zaskoczeni, zdając sobie sprawę z liczby tych wielu powtarzanych każdego dnia zajęć — czas potrzebny na wstanie z łóżka, umycie się i ubranie, posilenie się śniadaniem czy kawą, przerwa między lekcjami — łatwo zdalibyśmy sobie sprawę, że każda z tych czynności zajmuje około jednej czwartej godziny. Na poziomie duchowym — średni czas trwania kazania czy katechezy dla dorosłych, dziękczynienia po Komunii Świętej, częstego recytowanie laudesów, nieszporów czy komplety — także zajmują mniej więcej piętnaście minut. Prawdopodobnie Matka Boża pragnie w ten sposób pobudzić w nas świadomość lepszego wykorzystania każdego kwadransa w ciągu całego dnia. Dlaczego by nie ożywić każdej minuty duchem zadośćuczynienia i pocieszenia? Dlaczego nie uczynić tego czasu rozważaniem tajemnicy Różańca, dotyczącej, dla przykładu, życia Pana Jezusa i Matki Bożej? Pierwszy kwadrans dnia możemy ofiarować jako pocieszenie Niepokalanego Serca Maryi, z kolei zaś modlitwa wieczorna może jednoczyć się z tą samą intencją, w jakiej Święta Rodzina w Nazarecie wznosiła modlitwy na zakończenie całego dnia.

Cokolwiek Matka Boża miała na myśli, gdy mówiła o tych piętnastu minutach, pewne jest, że ten czas ma ogromne znaczenie w naszym codziennym harmonogramie. Podobnie też trwające kwadrans rozważanie jest istotne dla naszego życia duchowego, by oświecić każdy nasz dzień światłem płynącym z tego, co danego dnia kontemplujemy. Innymi słowy, piętnastominutowe rozważanie posiada pochodzącą z Nieba siłę do uświęcenia całego dnia i przypominania nam o obecności i opiece Naszego Pana i Naszej Pani.

 

6. Różaniec

Ostatnią praktyką w duchu zadośćuczynienie, którą poleciła nam Matka Boża, jest Różaniec. Podczas każdego objawienia prosiła „Odmawiajcie codziennie Różaniec!”. Dlaczego to tak ważne narzędzie w czasach ostatecznych? Ponieważ to doskonały sposób na zagłębianie się w tajemnice Pana Jezusa poprzez Maryję. RÓŻANIEC JEST DROGĄ NA SKRÓTY, pozwalającą na dotarcie do głębi tajemnic NASZEGO PANA; Różaniec jest szczególnie niezbędny dla zabieganego człowieka naszych czasów. To najprostszy sposób rozważania nie nad każdą z tajemnic, lecz nad najbardziej istotnymi tajemnicami naszej wiary, bezpośrednio dotyczącymi naszego zbawienia. Tajemnice radosne i samo przyjście CHRYSTUSA na ten świat podkreślają, że to nie człowiek jest w centrum stworzenia (jak zdaje się twierdzić współczesny kult człowieka), nie raj na ziemi, nie krótkie życie każdego z nas, lecz CHRYSTUS PAN obecny wśród nas. Te tajemnice ukierunkowują nas na Tego, który pomaga nam przezwyciężyć skłonność do obierania zwodniczych i łatwych iluzji za centrum naszego życia. Tajemnice bolesne z kolei pokazują nam, w jaki sposób powinniśmy żyć tu, na ziemi — „Nieście swój krzyż każdego dnia!”. Oto wielkie prawo miłości, polegające na zapomnieniu o samym sobie i ofiarowaniu się dla chwały Boga i zbawienia dusz poprzez naśladowanie cierpień Naszego Pana. Chwalebne tajemnice pokazują nam cel naszego życia: nie dla ziemskiego sukcesu, ale dla wiecznej chwały Zmartwychwstałego Pana. W tej różańcowej triadzie mamy więc prawdziwą drogę (Chrystus naszym wszystkim), środki (drogę krzyżową) oraz cel (wieczną chwałę) naszego życia. Różaniec pozwala nam opuścić ścieżkę światową, zakończoną ślepym zaułkiem, nadaje życiu sens za pomocą rozważania poprzez Maryję i wraz z Nią.

Z czasem, gdy nasze oddanie Różańcowi Świętemu wzrasta, modlitwa w coraz większym stopniu staje się drogą do doskonałej wiedzy o Bożych tajemnicach, w których, zgodnie ze słowami Naszego Pana, możemy odnaleźć zalążek wiecznego szczęścia.

A. Maryja za pomocą Różańca, odkrywa przed nami głębię Tajemnicy samego Boga! Wyjawia nam wspaniałą i największą z tajemnic — Misterium Trójcy Świętej. Dzięki modlitwie różańcowej sam Bóg jest tak blisko nas. Kochające Serce naszej Matki pragnie dać nam, swoim dzieciom, najcudowniejszy prezent — Samego Boga!

W tajemnicach radosnych poznajemy Boga Ojca, który jest początkiem i źródłem każdego naszego dobra, w szczególności zaś — naszego zbawienia. To On zesłał Swego Syna na ziemię! Boski Syn jest objawieniem Boga na ziemi, duchowym Słońcem, które swym Narodzeniem rozprasza ciemności świata i oświeca uczonych w Piśmie w świątyni. Bóg — Duch Święty działa w tajemnicy Wcielenia i poprzez Niego łaska Boża zstępuje na świat w nowy sposób, początkowo w Nawiedzeniu Najświętszej Maryi Panny i uświęceniu Jana Chrzciciela w łonie jego matki, Elżbiety, następnie zaś w Ofiarowaniu Dzieciątka Jezus w Świątyni, gdzie oświeca i uświęca proroków Symeona i Annę.

W tajemnicach bolesnych rozważamy aktywną miłość nieskończonego miłosierdzia Naszego Pana. To w nich Matka Boża ukazuje naszym oczom głębię Serca Jezusowego, w czasie Jego agonii w Ogrodzie Getsemani. Co tam się wydarzyło? Nagle słyszymy bicie Serca Tego, który jest najświętszy, najpiękniejszy i najdoskonalszy, przygniecionego ciężarem nieskończonej grozy grzechu. Widzimy niewiarygodny gest miłosierdzia w Jego akceptacji tego upokorzenia, poprzez które płaci On cenę za grzech i niszczy go w ofierze ze swego własnego życia. Jednocześnie dostrzegamy miłosierdzie Ojca, którzy zsyła anioła, by podtrzymał Jego Syna w ciemnościach ogrodu, aby Nasz Pan mógł objawić nam swoją litościwą miłość do samego końca. Biczowanie i ukoronowanie cierniem — oto ogromne Boże miłosierdzie w działaniu. Ciemność grzechu rozpierzcha się przez straszną zapłatę Najświętszej Krwi, zmaltretowanego Ciała i Głowy przeszytej cierniami. Boże Miłosierdzie to nie drobnostka, nie ma w nim ani krzty sentymentalizmu. Syn Boży bierze na swe ramiona każde możliwe cierpienie, by uwolnić nas od ciężaru grzechów. Boże miłosierdzie rodzi odkupienie, lecz za jaką cenę! Czyż nie powinniśmy rozumieć dźwigania Krzyża i śmierci Chrystusa jako szczególnej obecności Ducha Świętego w tym akcie Bożego miłosierdzia? Jest On przy trzykrotnym upadku i powstaniu Chrystusa, w pomocy i pocieszeniu, które Chrystus otrzymuje od Szymona z Cyreny i Weroniki, szczególnie zaś w obecności Matki Bolesnej na Drodze Krzyżowej — wszystkim tym wydarzeniom Duch Święty towarzyszy w sposób dyskretny, asystując przy dziele odkupienia do samego końca. Zwieńczeniem tego wielkiego dramatu jest Kalwaria, każda Osoba Boska jest tam obecna: Ojciec, ofiarujący swą najcenniejszą własność, swego Syna! Syn, miłujący „do samego końca”, przyjmując jednocześnie wszystkie możliwe cierpienia! I Duch Święty, obecny w Niepokalanym Sercu Maryi, stojącej pod Krzyżem, niczym płomień Bożej wiecznej miłości w jej sercu, rozpalony współczuciem i nieskończonym żarem!

NIESKOŃCZONA MIŁOŚĆ ujawnia się także w tajemnicach chwalebnych, odsłaniając wieczny skutek całego dzieła zbawienia. Jesteśmy obecni w końcowym i wiecznym objawieniu Bożej chwały, świętości, majestatu, ponad wszystkim w triumfie Bożej miłości w cudzie Zmartwychwstania. Wniebowstąpienie jest triumfalnym powrotem Chrystusa do nieba, wraz z członkami Jego Mistycznego Ciała. Centralną tajemnicą jest przyjście Ducha Świętego — PŁOMIENIA BOŻEJ MIŁOŚCI! W niebie każde pragnienie będzie zaspokojone w wiecznym pokoju i niekończącym się szczęściu. Najdoskonalsza tego realizacja ukazana jest w ostatnich dwóch tajemnicach Chwalebnych, gdzie — przez Niepokalaną — każde stworzenie rozpoczyna swój powrót do Boga. Ukoronowanie Maryi jest zarówno wyraźnym objawieniem wszechogarniającej miłości Boga, który napełnia ją samym Sobą w stopniu większym, niż aniołów i świętych w niebie, jak również ostatecznym zwycięstwem i wypełnieniem Bożego planu w porządku stworzenia, w którym „Bóg będzie wszystkim we wszystkim!”

B. Maryja poucza nas o najgłębszym celu stworzenia. Pomaga nam zrozumieć, kim naprawdę jesteśmy, czy raczej wobec Pana Boga powinniśmy być. Zgodnie z nauką św. Tomasza, Ona jest przedstawicielką ludzkości. Dlatego też jedynie w niej możemy osiągnąć całkowite spełnienie – zjednoczenie z Jezusem Chrystusem, którego nam dała, a który oczyszcza, przemienia, uświęca i ostatecznie wynosi do chwały.

W tajemnicach radosnych ukazuje się Ona jako początek, źródło, zdrój i uroczyste rozpoczęcie naszego prawdziwego życia „dzieci Bożych”. To w Niej zaczynamy rozumieć rzeczywistość stworzenia: źródło życia nie leży w nas, lecz w Bogu, od którego jesteśmy całkowicie zależni. Każda tajemnica radosna pokazuje pewien „początek”, objawienie źródła i zdroju życia oraz stworzenie wydobywające się z tego Boskiego źródła.

Po grzechu pierworodnym cały świat oczekiwał Zbawiciela (List do Rzymian 8, 20–20), odczuwając potrzebę wybawienia z niewoli grzechu i szatana, by otrzymać „wolność dzieci Bożych”. To wybawienie zaczyna się Zwiastowaniem, kiedy to Jej „Fiat”, skierowane do anioła, zaprasza Syna Bożego na ten świat. W tym momencie stworzenie, skrępowane łańcuchami niewoli diabelskiej i zagubione w ciemności, otrzymało wszechogarniające światło i zostało wyzwolone, by zostać odbudowanym na nowym fundamencie, nowych zasadach i nowym prawie. Jako, że Bóg jest teraz z nami (Emmanuel), zaistniał niejako nowy środek ciężkości, nowa forma życia, „nowość w sercu”: w takim stopniu, w jakim kierujemy wszystko ku temu centrum, ku BOGU W NAS, wszystko staje się mądre, harmonijne, piękne, czyste i święte.

Nawiedzenie pokazuje nam inny początek, a mianowicie rozpoczęcie pracy Bożej łaski przez uświęcenie świętego Jana. Najwspanialszy dar został przyniesiony Poprzednikowi przez Maryję; jej Nawiedzenie stało się początkiem jego świętości. Jednakże Bóg jest niezmienny — co uczynił raz, czyni nieustannie. Jeśli zatem pierwszy cud łaski został spełniony przez Maryję, Bóg wciąż będzie obdarzał świat swymi łaskami właśnie przez Nią. Poprzez Maryję Nasz Pan Jezus Chrystus odwiedza każdą z dusz, dając jej łaskę uświęcającą, będącą początkiem naszego powrotu do Boga, początkiem nowego świata.

Narodzenie z kolei wskazuje na to, że ten stworzony na nowo świat istnieje nie tylko w głębi serca czy niewidzialnej bliskości. Człowiek potrzebuje widzieć, słyszeć, potrzebuje też dotknąć. Ten nowy fundament życia musi być widzialny, bowiem w przeciwnym razie nikt nie mógłby na nim budować. Jak zatem Wieczna Mądrość stała się dostrzegalna dla ludzkości? W postaci małego dziecka. Aż do końca świata, Maryja będzie ukazywać się rodzajowi ludzkiemu z Dzieciątkiem na rękach, czego świadectwem są tak liczne obrazy i ikony. Co to dla nas oznacza? Pokazuje nam sposób, w który powinnyśmy budować gmach naszego życia — na fundamencie Bożej łaski, stając się niczym małe dzieci, JEJ dzieci.

Ofiarowanie w świątyni w pewnym sensie także jest początkiem i wstępem do najbardziej podstawowego i jednocześnie wyjątkowego ludzkiego działania, początku wszystkiego co prawdziwe, dobrze i mądre: ofiary! Ponownie Maryja jako pierwsza to czyni, Jej ofiara była największa z możliwych: oddała Bogu wszystko, co miała. Ofiarowała Mu duszę z Jej duszy, serce z Jej serca: Jej własnego Syna. Zaledwie przed 40 dniami otrzymała Go od Ojca, a już oddaje Mu Go z powrotem, ofiarowując w świątyni. To dobra okazja do rozważenia zasady, która w naszym duchowym życiu powinna dominować: chcąc otrzymywać, musimy dawać! Jeśli pragniesz więcej, musisz więcej od siebie ofiarować. Tylko ten, który wszystko daje, wszystko może otrzymać. Rozważając nad tajemnicą odnalezienia Jezusa w świątyni, widzimy, że Niepokalane Serce stawia nam kolejny istotny warunek nowego duchowego życia w niej. Polegając jedynie na własnych siłach, nigdy nie będziemy w stanie ofiarować cierpień i zaprowadzić porządku i harmonii w naszym życiu. Tylko dzięki nieustannemu szukaniu Boga, Jego oblicza, Jego woli i Jego doktryny, możemy wyjść z naszego wąskiego i zamkniętego świata. Ten, który szuka, znajduje!

W tajemnicach bolesnych Maryja jest naszym przewodnikiem i „drogą, która prowadzi nas do Nieba”. Oto właśnie radykalna ścieżka naszego powrotu do Boga.

Nasze pierwsze doświadczenie powrotu do Boga bywa często bardzo upokarzające i, czego dowodem jest rozważanie Męki, sami nie jesteśmy w stanie zrobić nawet jednego kroku: śpimy, jak Apostołowie; zdradzamy, jak Judasz, uciekamy i opuszczamy Go. Gdy w desperacji zwracamy się do Niej, kierujemy nasze kroki z powrotem, by usłyszeć przejmujące wołanie Zbawiciela: „Daj mi kielich pełny twoich grzechów! Wezmę je wszystkie i zapłacę za nie!”. Dopóki po raz pierwszy nie porzucimy samych siebie, naszej grzeszności i nie zaakceptujemy Jego miłosierdzia, nie będziemy w stanie przyjąć Go za Zbawiciela. Wtedy dopiero biczowanie przy słupie i ukoronowanie cierniem powinno obudzić w nas smutną konstatację: „To ja spowodowałem Twoją męką moją nieczystością i pychą. To ja sam wziąłem udział w Twoich torturach! Lecz teraz, w Twym miłosierdziu, mogę powrócić na właściwą drogę — widzę jednakże, że jestem najbardziej żałosnym stworzeniem na świecie. Muszę widzieć jak grzechy moje i innych ludzi dręczyły Twoją świętą głowę i ciało”. Taka bezradność samo w sobie jest torturą dla kogoś, kto kocha, kto pragnie ulżyć cierpieniom ukochanej osoby! To doświadczenie kształtuje w nas bardzo istotny warunek trwałego i stałego powrotu do Boga: wyrzuty sumienia i pokorę. Na Drodze Krzyżowej w końcu zaczynamy aktywnie miłować, naśladując Szymona z Cyreny, pomagającego Naszemu Panu nieść krzyż, czy też Weronikę, ocierającą Mu twarz. W naszym powrocie do Boga jesteśmy w stanie osiągnąć nic nie znaczące rzeczy, zupełnie nieistotne jako takie, lecz zawsze przedsiębrane z większą miłością! Lecz dopiero w ostatniej tajemnicy otrzymujemy nowe prawo, które musi rządzić w naszym życiu, bez którego nie jesteśmy w stanie przetrwać na drodze do Boga — mamy towarzyszyć Jej w Pasji, by zawsze patrzeć na rany Naszego Zbawiciela Jej oczyma, mamy kochać Go Jej bolesnym Sercem. Dlatego też najważniejszym elementem powrotu do Pana Boga jest uczestnictwo w Mszy Świętej. Wraz z Nią u stóp Krzyża, zjednoczeni z Nią, my także przyjmujemy Ją jako naszą własną Matkę od umierającego Chrystusa, a także przez Nią przemieniamy nasze serce na wzór Jego, z miłością do Boga i zbawienia dusz.

W tajemnicach chwalebnych, Matka Boża pokazuje nam jedyny cel naszego życia, ostateczne miejsce przeznaczenia naszej wędrówki do Boga. Przypomina nam „dlaczego i w jakim celu wszystko istnieje”, ponieważ dobrze wie, jak szybko zapominamy o najbardziej podstawowej i „jedynie niezbędnej” rzeczy. Ponadto, to Ona daje nam odwagę, by nie rozpaczać, gdy problemy i przeciwności wydają się przysłaniać cel naszego życia.

Rozważanie Zmartwychwstania napełnia nasze dusze zdumieniem. Tak wielki triumf Chrystusa — jak wielka jest Boża miłość! Kto może się jej sprzeciwić! To dlatego Chrystus powstał z martwych, by pokazać nam nasze przyszłe zmartwychwstanie. My także powstaniemy, jeśli z wytrwałością dotrzemy na szczyt duchowego życia, postępując zgodnie z największym przykazaniem. Wysławiane człowieczeństwo Naszego Pana jest modelem i postacią chwały, która może stać się i naszym udziałem w niebie. Miłość za miłość! Jeśli będziemy miłować Go do samego końca, jeśli wraz z Nim będziemy ukrzyżowani i pogrzebani, to i z Nim wstaniemy z martwych.

Gdy zastanawiamy się nad Wniebowstąpieniem, Matka Boża pokazuje nam triumfalny marsz zwycięstwa Króla Królów, Jego wspaniały powrót do Ojca. Jak przywitany został w niebie przez błogosławionych? Ich odpowiedzią było to, co nazywamy ekstazą miłości, w której wszystkie oczy zwrócone są na Tego, który wstępuje do Królestwa Niebieskiego. Maryja dzieli się z nami swą własną fascynacją na widok Chrystusa, Króla Miłości „obleczonego w szatę do stóp i przepasanego na piersiach złotym pasem. Głowa Jego i włosy — białe jak biała wełna, jak śnieg, a oczy Jego jak płomień ognia. Stopy Jego podobne do drogocennego metalu, jak gdyby w piecu rozżarzonego, a głos Jego jak głos wielu wód. W prawej swej ręce miał siedem gwiazd i z Jego ust wychodził miecz obosieczny, ostry. A Jego wygląd — jak słońce, kiedy jaśnieje w swej mocy” (Apokalipsa 1, 13–16). Wspaniała postać Zmartwychwstałego Pana powinna nas przejmować podobnie, jak wstrząsnęła Pawłem, gdy ukazał mu się Chrystus przed bramami Damaszku: rzucony na ziemię, od tej chwili już na zawsze był więźniem Chrystusowej Miłości, sługą, przyjacielem i apostołem Chrystusa. Poczynając od tego dnia, Paweł żył tylko w jednym celu: „Chrystus moim życiem!”. To także największe pragnienie Maryi, byśmy — podobnie jak Apostoł Narodów i Ona sama — byli opanowani wielką miłością do Jej Syna.

Zesłanie Ducha Świętego przenosi nas do Wieczernika, gdzie Duch Święty „rozpala ogień Jego Miłości” w nas, podobnie jak uczynił to w Dniu Pięćdziesiątnicy w sercach Naszej Niebieskiej Matki, Apostołów i uczniów. Widzimy Matkę Bożą, otoczoną przez nich — co za fascynujące spotkanie! Trudno sobie wyobrazić, jak wyglądała Maryja, gdy Duch Święty ją napełnił. W historii świata ukazywała się niektórym „uprzywilejowanym” duszom, wizjonerom, którzy później próbowali opisać jej niebiańskie piękno i majestat. W Fatimie: „Była bardziej olśniewająca niż słońce i promieniowała światłem bardziej jasnym niż intensywnym niż kryształowe szkło, napełnione mieniącą się wodą, gdy promienie palącego słońca przez nią przechodzą”. W La Salette: „Nagle zobaczyłam piękne światło, jaśniejsze od słońca… Uważnie spojrzałam w kierunku światła. Początkowo było nieruchome, lecz wkrótce zobaczyłam w nim inne światło, jeszcze bardziej olśniewające i poruszające się, a w tym świetle niewysłowionej urody Panią”. W Lourdes: „Była inna niż postacie ludzi, ponieważ biło z niej niesamowite światło, była piękna, tak cudownie i zupełnie inaczej piękna, że Bernadetta, nawet, gdyby była doskonałym artystą, nie mogłaby przedstawić jej piękna przy użyciu najlepszych nawet narzędzi… Bernadetta zobaczyła szczupłą kobiecą postać średniego wzrostu. Wyglądała bardzo młodo, na dziewczynę mniej więcej 20-letnią. Ale jej piękno i młodość miały w sobie coś niezwykłego. młodość sprawiała wrażenie, jak gdyby nigdy nie przeminęła i nie mogła przeminąć — jak gdyby była wieczna. I było jeszcze coś innego w tej młodej dziewczynie, czego nie można było wyrazić słowami. Jak gdyby można było połączyć wdzięk dziecięcej Najczystszej Dziewicy z głębokim i nieskończonym zrozumieniem, nieskończoną dobrocią Matki i majestatem Królowej”. Czyż nie dostrzegamy w tych opisach mocy Ducha Świętego, wychwalającego Jej piękno, w którego świetle chce On i nas także wynieść na wyżyny Jego Miłości?

Matka Boża jako pierwsza osiągnęła wiekuisty szczyt. Jej życie wzbiło się do nieba niczym miłosny płomień; Ona dosłownie umarła z miłości. Stało się to widoczne w Jej Wniebowzięciu, kiedy dotarła do końca swej pielgrzymki, jako pierwsza z ludzi i gdzie pragnie doprowadzić wszystkie swoje dzieci. Śmierć Maryi powinna być rozpatrywana w jako skutek pełni jej miłości. Miłość Matki Bożej była tak wielka, że nic nie mogło dłużej trzymać Ją tu, na ziemi. Dlatego też jej odejście było tak rożne od śmierci jakiejkolwiek ludzkiej istoty, że wielu Ojców Kościoła nie nazywało tego śmiercią, lecz raczej dormitio, czyli zaśnięciem, po którym ‘obudziła się’, wzięta już do nieba.

Ostatnia tajemnica chwalebna jest pieśnią zdumienia nad jej wiecznym zwycięstwem. Nie powinniśmy jednak sądzić, że skoro Ona przebywa teraz w niebie, to jest daleko od nas, pozostających wciąż na ziemi. Niebo wraz z jego Królową nie są daleko, ponieważ Ona nadal opiekuje się swymi dziećmi tu i teraz. Królowa Nieba i wszystkich stworzeń powinna przyciągać nasz wzrok i nasze serca. Poprzez nią, wszystkie dzieci są wezwane do przyjęcia korony chwały. Rozważanie tej tajemnicy Różańca powinno inspirować nas do pragnienia życia z myślą o niebie, jednocześnie zaś uwalniać od trosk o przetrwanie na ziemskim padole. Ponad nim jest ta wielka rzeczywistość: tu, na ziemi, jedynie jej cienie. Tam jest nasz dom i nasze serca; tu — jedynie nasze tymczasowe zesłanie. To w Niej możemy powtarzać za świętym Franciszkiem: „Bóg mój i wszystko moje!”.

 
 

Nabożeństwo pierwszych sobót

czytaj dalej

Uroczystości i święta

czytaj dalej

Copyright 2012–2017 Serwis Rycerstwa Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji