Gody w Kanie Galilejskiej

W drugą niedzielę po Objawieniu Pańskim Kościół święty wspomina wydarzenie w Kanie Galilejskiej, kiedy to Pan Jezus na prośbę swej Matki uczynił pierwszy publiczny cud.
„Trzeciego dnia odbywały się w Kanie Galilejskiej gody weselne, a była tam Matka Jezusowa”. Nowożeńcy lub przynajmniej jedno z nich, należeli prawdopodobnie do krewnych lub do przyjaciół świętej Rodziny. Maryja, która w swej miłości ku Bogu czerpała podnietę do czynnej miłości bliźniego, przybyła do Kany, by tu również służyć pomocą, jak pospieszyła ongiś do Karem, by pomagać Elżbiecie i przynieść jej Boże pociechy. Z powodu bliższych stosunków, łączących te dwie rodziny i z wdzięczności dla Maryi „zaproszono też na gody Jezusa”, a ponieważ wrócił do kraju otoczony uczniami, zaproszono również i uczniów Jego.
Świętość Jezusa, nieporównanie wyższa od świętości Jana Chrzciciela, miała posiadać wygląd o wiele mniej surowy, a być bardziej pociągająca dla rzesz ludzkich. Toteż Zbawiciel i jego przeczysta Matka nie odmówili udziału w godziwej uciesze weselnej. Byli zapewne obecni przy wesołym i hałaśliwym korowodzie, który z nastaniem nocy odprowadzał pannę młodą z jej domu do mieszkania małżonka. Później, kiedy Maryja czuwała nad porządkiem i obsługą uczty weselnej, Jezus zasiadł również do stołu z innymi współbiesiadnikami. Ponieważ wówczas łatwo można było wypożyczyć tak sprzęty jak i służących, dlatego uroczystości weselne, nawet ludzi ubogich, nie odbywały się bez pewnej świetności. Te jednak gody sprawiała widać biedna rodzina, zmuszona ograniczać swe przygotowania i wydatki. Nadto obecność uczniów, którzy przyszli z Jezusem, a których z początku nie brano w rachubę, mogła również wpłynąć na szybsze wyczerpanie zapasu wina. Czujna i uważna Matka Najświętsza spostrzegła w porę, jakie upokorzenie grozi gospodarzom; jej delikatna dobroć pospieszyła, by do tego nie dopuścić; wiedziała, do kogo się w tym celu zwrócić. Ponieważ nie zasiadała u stołu, ale zajmowała się usługiwaniem, łatwo jej było zbliżyć się do Syna i rzec mu cicho: „Wina nie mają”. „Co mnie i tobie niewiasto” — odrzekł Jej na to Jezus.
„Niewiasto” — to nazwanie bardzo powszechne w Nowym Testamencie, zdaje się przybierać w ustach Mistrza lub proroka, przemawiającego do swej matki, odcień szacunku, jaki się zawiera w słowie Pani, wypowiedzianym z wielką uprzejmością. — „Niewiasto, czego żądasz ode mnie? Jeszcze nie przyszła godzina moja”. Słowa te jakkolwiek wyrzeczone z serdeczną łagodnością, zawierały jednak odmowę pomocy. Odmowa była uzasadniona rozporządzeniem Opatrzności, że godzina cudownego objawienia się dla Jezusa jeszcze nie nadeszła. Lecz Maryja znała i posiadała w sobie tę moc, przed którą ustępują na wet boskie wyroki; lub mówiąc dokładniej, wiedziała, że wyroki Boże są często warunkowe; spełniają się lub nie, zależnie od działania tej wszechpotężnej siły, jaką jest modlitwa. Wszak niedługo potem oświadczy Jezus, że rozporządzenie Ojca zabrania mu czynić cuda dla niewiasty nie pochodzącej z domu Izraela, a jednak w parę chwil później, ustępując Jej łzom i błaganiom, uczyni to, czego przed chwilą Jej odmówił. Naleganie Maryi było tego samego rodzaju, co i naleganie Chananejki, której wielką wiarę sam Jezus wysławiać będzie. Ale ponieważ wiara Maryi była bez porównania głębsza i pewniejsza w swej mocy, więc i Jej prośba była potężniejsza, pozostając równocześnie bardziej słodką, a w swym triumfie bardziej pogodną. W tejże samej chwili, gdy Jezus zdaje się odsuwać prośbę swej Matki, ona przedstawia Mu sługi idące za Nią i pozostawia je przy Nim mówiąc: „Cokolwiek wam rzecze, czyńcie”. „I było tam”, zapewne przed drzwiami sali lub namiotu, gdzie się odbywała uroczystość, „sześć stągwi kamiennych”. Przechowywano w nich wodę dla rytualnych obmywań, które tak liczne były u Żydów. Każda ze stągwi zawierała po dwa lub trzy wiadra, czyli co najmniej po czterdzieści litrów, a według innych znacznie więcej. Rzekł tedy Jezus do służących: „napełnijcie stągwie wodą”, a oni posłuszni rozkazowi Maryi, pobiegli zaczerpnąć wody i dolewali do tej, która się jeszcze w stągwiach znajdowała. „I napełnili je aż do wierzchu. I rzekł im Jezus: zaczerpnijcie teraz, a donieście przełożonemu wesela”. Zaczerpnęli z jednej stągwi i „donieśli” gospodarzowi, który uroczystością kierował. ,,A gdy skosztował przełożony wesela wody, która się stała winem, a nie wiedział skąd było, lecz słudzy wiedzieli, którzy wodę czerpali, wezwał oblubieńca przełożony wesela”. I zapewne ukazuje go biesiadnikom mówiąc głośno, aby jego uznanie wyrażone w sposób żartobliwy było dobrze usłyszane, „rzekł mu: wszelki człowiek pierwej kładzie wino dobre, a gdy się napiją, tedy podlejsze. A ty zaś dobre wino zachował na sam koniec”. Słudzy, napełniając kubki, wytłumaczyli tę zagadkę.

„Ten początek cudów uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej i okazał chwałę swą i uwierzyli w Niego uczniowie Niego”. Tak więc pośród uroczystości, na pozór świeckiej Opatrzność skierowała wszystko, zwłaszcza tę pomoc doczesną, okazaną biednym ludziom w ich kłopocie, do celów nadprzyrodzonych: ukazała chwałę Jezusa, wezwała równocześnie biesiadników do wiary w nowego Mistrza, a przede wszystkim umocniła tę wiarę w duszy kilku uczniów, z których miał wkrótce uczynić swoich apostołów.
Ta sama Opatrzność tak również pokierowała biegiem wypadków, że Maryja zajęła w tym cudzie wybitne stanowisko. To bowiem pierwsze wezwanie do wiary w Mesjasza, przez cud w Kanie Galilejskiej, należy do tego rodzaju dzieł początkowych, w których Bóg lubi objawiać sposób swego postępowania, jakim się posługuje w innych dziełach. Takim dziełem początkowym w najpełniejszym znaczeniu lego słowa było Wcielenie; otóż całe ono zależne było od przyzwolenia Maryi i dokonało się za Jej współdziałaniem. Takim dziełem początkowym była pierwsza łaska dana Janowi na słowo Maryi. Takim dziełem początkowym było objawienie Jezusa przez cudowne znaki, towarzyszące jego narodzeniu; przyprowadziły one pasterzy i mędrców do Bożego Dziecięcia, które im Dziewica-Matka przedstawiła. Takim dziełem początkowym jest również cud w Kanie, otwierający publiczne życie Jezusa i utwierdzający wiarę w sercach uczniów Jego. A ten cud, rodziciel wiary, zawdzięczamy rzeczywiście Maryi. Kiedy i jak nadeszłaby godzina pierwszego cudu, gdyby Maryja nie prosiła tego wieczoru, nie wiemy; ale to wiemy, że ponieważ prosiła i błagała, godzina jego została przyspieszona i przyszła w stosowniejszej porze. Bóg, stawiając w ten sposób swoją Matkę na wszystkich początkowych i węzłowych punktach łaski, chce nam pokazać, że życie nadprzyrodzone całe zależy od Niej, że przynosi ono najobfitsze plony w tych duszach, w których ona czuwa nad jego wzrostem i wykończeniem.

o. Rene-Maria de la Broise TJ, Najświętsza Maryja Panna

Nabożeństwo pierwszych sobót

czytaj dalej

Uroczystości i święta

czytaj dalej

Copyright 2012–2017 Serwis Rycerstwa Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji