Matka Boża podczas Wielkiego Piątku

Droga krzyżowa
W dniu następnym Wielkopiątkowym, jeśli wszystkim mękom zadanym Jezusowi, do chwili gdy wtłoczono na barki Jego krzyż, który poniósł na Kalwarię, Maryja nie była osobiście obecną (chociaż niektórzy święci mieli objawione, że miało to miejsce), powszechnym jednakże jest mniemanie najpoważniejszych pisarzy kościelnych, Że jak modlitwie ogrójcowej tak i biczowaniu, cierniem koronowaniu i wszystkim zniewagom zadawanym wtedy Jezusowi, Matka Przenajświętsza była cudownie obecna duchem, tak jakby na to na to oczami ciała patrzała.

Dla macierzyńskiego Serca Maryi, której Dziecię tak na Jej oczach męczono; dla Jej Przenajświętszej duszy, którego Boga tak straszliwie znieważały też stworzenia Jego ci ludzie za których przyszedł umrzeć, żeby ich z niewoli szatańskiej wyzwolić — dla Maryi, dla Jej miłości, dla Jej świętości, dla Jej Serca macierzyńskiego, każda minuta tych najsmutniejszych w dziejach świata godzin, dłuższą się wydawała, nad owe nieprzeliczone wieki, których według zdania niektórych, trzeba było do przekształceń się różnych światów rozrzuconych ręką Stwórcy po całej przestrzeni. Dla Niej każdy najdrobniejszy szczegół spełniających się wtedy niepojętych rozumem ludzkim tajemnic, każde uderzenie biczem Boskiego ciała Jej Syna, każde ukłucie cierniem Tego czoła na które archaniołowie oczu podnieść nie śmieją, każde najlżejsze wśród mąk tylu westchnięcie Stwórcy dobijanego przez stworzenia — słowem każdy szczegół Męki Pańskiej, a któż je lepiej od Niej mógł dopatrzyć — wszystko to było w Jej oczach, w Jej pojęciu, dla Jej serca przede wszystkim, rzeczą bez żadnego porównania, bo nieskończenie większej wagi aniżeli gdyby wtedy co chwila nowe światy wywiedzione zostawały z nicości i zaludnione piękniejszymi od serafinów i cherubinów mieszkańcami.

Wydawało się Jej, jakby wszystkie prawa i moralnego, i fizycznego porządku zmienione zostały, i jakby coś niepojętego, nieprzewidzianego, ze straszliwą gwałtownością i okrutnym pośpiechem spełniało sprawę Bożą, największą, najtrudniejszą do przypuszczenia, a spełniało ją z przypadłościami, z okolicznościami, niebo całe w osłupienie wprowadzającymi. Bo taką w istocie w oczach Maryi musiała się wydać cała Męka Pańska. Nie możemy naszym słabym rozumem i słabą miłością tego ani ocenić, ani zrozumieć.

Cała potęga Jej rozumu, oceniającego sprawę odkupienia dopełniającą się wtedy w Jej oczach i cała potęga Jej miłości do takiego stopnia wzniesiona, były to jakby dwie siły miary nie mające, które w sercu Maryi zdolność współcierpienia z Jezusem podniosły do stopnia, do jakiego jeszcze dotąd nie dochodziła.

(…) Przed południem, przybywa święty Jan z wiadomością o wydanym na Jezusa wyroku, skazującym Go na śmierć krzyżową. Nie było to dla Maryi wiadomością niespodziewaną, ale wiadomością o zawyrokowaniu śmierci i jak okrutnej śmierci Syna i jakiego Syna, po raz pierwszy obijająca się o uszy matki, a jakiej Matki? Co w owej chwili zaszło w Jej sercu, tego i wyobrazić sobie jesteśmy niegodni, a dowiemy się dopiero tam, gdzie chwałę Jej w całym blasku zasług, którymi ją nabyła, oglądać będziemy.

Odebrawszy tę wiadomość, Maryja wychodzi niezwłocznie z Magdaleną i Janem, który znając dobrze wszystkie ulice Jerozolimy, zaprowadza Ją krótszą drogą od tej jaką szedł cały orszak wiodący na śmierć Zbawiciela, i zatrzymuje na miejscu, w którem za chwilę się z Nim spotka, albo raczej z bardzo bliska ujrzy idącego z krzyżem na Kalwarię.

(…) Wszystkie ulice zapełnione są ludem tłumnie zdążającym na Kalwarię. Przy zbiegu ulic i na placach, heroldowie przy odgłosie trąb, ogłaszają wyrok przed zgromadzoną publicznością. Maryja ze spuszczoną na zasłoną, mając przy Sobie Jana i Magdalenę, przedziera się przez te tłumy i krótszą drogą wyprzedziwszy orszak staje na miejscu, obok którego za chwilę przeciągać będzie.

(…) Oto Jezus przechodzi już obok miejsca na czekała Go Maryja. O ile Mu to wolno, zatrzymuje się na chwilkę, a prawą ręką podtrzymując na barkach krzyż dźwigany, lewą podnosi i ociera krew sączącą się spod cierniowej korony i zasłaniającą Mu oczy. A czy robi to na to, Żeby na Maryję popatrzał? Wcale nie; bo oczy Jego nawet i zasłonięte krwią z ran zadanych Mu przez ludzi, są to te oczy Boskie, które zawsze i wszystko widzą. Otarł więc je na to tylko, żeby w nich Maryja wyczytała miłość Jego i ku Niej i ku ludziom, za których szedł na śmierć, i niewymowny smutek doznany z widoku Matki tak srodze wtedy bolejącej.

Maryja pozostać na miejscu nie może: robi parę kroków, zbliża się do Syna i chce Go przycisnąć do Serca. Lecz żołdactwo otaczające Zbawiciela, odpycha Ją grubiańsko, a Jezusa przynagla iść dalej. Spojrzeli więc tylko na siebie, a w tern krótkim spojrzeniu jaka się otchłań cierpienia dla Obojga, żadne pojęcie stworzone nigdy tego nie ogarnie.

(…) Tuż przed południem kończy się droga krzyżowa. Jezus i Maryja stają na górze Golgota. Zdzierają kaci odzienie z Jezusa, a uczucie wstydliwości jakie rozbudza to w Jego przenajświętszym i nieskalanym człowieczeństwie, już Mu dotkliwą nad wszelki wyraz zadaje mękę. A jakąż męką było to dla niepokalanej i najczystszej Matki?

Ukrzyżowanie Pana Jezusa
Tuż przed południem kończy się droga krzyżowa. Jezus i Maryja stają na górze Golgota.
Zdzierają kaci odzienie z Jezusa, a uczucie wstydliwości jakie rozbudza to w Jego przenajświętszym i nieskalanym człowieczeństwie, już Mu dotkliwą nad wszelki wyraz zadaje mękę. A jakąż męką było to dla niepokalanej i najczystszej Matki?

Następnie rozciągają Jezusa na drzewie krzyża leżącym na ziemi, na tym łożu jeszcze twardszym aniżeli był Jego żłobek betlejemski. Oddaje się w ręce oprawców tak spokojnie i ulegle, kiedy malutkim będąc, strudzony i spragniony spoczynku oddawał się w ręce Maryi ze czcią najgłębszą i miłością najtkliwszą do snu Go układającej. Zdawało się że on w tej chwili nie okrutnych prześladowców swoich, lecz własną wypełniał wolę, tak się im chętnie i bez najmniejszego oporu poddaje, ten Bóg odwieczny, Bóg wszechmogący; kładzie się na krzyżu, spokojnie i rzewnie wznosząc oczy do nieba, z którego dla miłości ludzi zstąpił na ziemię. Nigdy On nie wydał się Maryi bardziej godnym uwielbienia, nigdy się Jej wyraźniej nie objawiał Bogiem, jak wtedy, gdy rozciągniętym już był na drzewie krzyża, jako dobrowolna ofiara granic nie mającej miłości.
Skoro Zbawiciela położyli na krzyżu, zaraz oprawcy porywają Go za prawą rękę i wyciągają ją na ramie krzyża. Przykładają ogromny i chropowaty gwóźdź do dłoni, do tej dłoni z której spływają wszystkie łaski na cały świat, i wśród panującej ciszy, rozchodzi się łoskot pierwszego uderzenia młotkiem. Doznany z tego ból wstrząsa wszystkimi członkami ciała Jezusowego, lecz nie zmienia wyrazu boskiego spokoju i słodyczy Jego oblicza, i nie odwraca Jego oczów w niebo wpatrzonych. Wnet następują uderzenia po uderzeniach, odgłos rozchodzi się w powietrzu. Jan i Magdalena zatykają sobie uszy, gdyż znieść takiego dźwięku nie są w stanie: dotkliwszym on dla nich jak gdyby młot ten w serca ich godził. Maryja słyszy także te uderzenia, a odczuwa je na Sercu, bo Jej Serce już dawno nie w Jej piersiach lecz w Jezusie bije. I Ona też w niebo wznosi swoje macierzyńskie oczy. Nie wydaje jęku, nie przemawia ani słowa; bo czyż mógłby znaleźć się jęk albo słowo, które by taką boleść jak wtedy doznawała, wyrazić mogły? Dla Maryi, przygwożdżenie Jezusa do krzyża nie było jedną boleścią, doznała ich tyle, ile było uderzeń młotkiem, i każdy jego łoskot był dla Niej odrębną katuszą.

Już tedy prawa ręka przygwożdżona, lecz lewa nie dosięga na drugim ramieniu krzyża miejsca w którem ma być przybitą. Niedokładnie wymierzali długość ramion krzyża, albo też ból doznany przez Jezusa w prawej ręce, skurczył Mu lewą. Z tego też powodu okropne są dalsze szczegóły przybijania Pana do krzyża, jakie nam opisują objawienia niektórych świętych.
Kaci wyciągali z całej siły lewą rękę Zbawiciela, lecz pomimo tego dłoń nie dosięgała do miejsca. Opierają się więc kolanami na żebrach Jezusowych, których chrzęst wyraźnie słyszeć się daje, i wywichnąwszy Mu ramię, dociągają lewą rękę. Lekkie tylko westchnienie wyszło z piersi Jezusa, a oczu z nieba nie spuszczał.

Lecz cóż wtedy działo się z Maryją? Któż potrafi wyobrazić sobie czym był dla Niej widok tego wszystkiego, czym słuchanie uderzeń młotka i chrzęszczenia kości Jezusowych! O! zaiste, więcej Ona wtedy doznała boleści, aniżeliby takowych potrzeba było na uczynienie tylu świętych kanonizowanych, ilu ich było i będzie do końca świata!

Lecz otóż straszny odgłos uderzeń młotka znowu się rozlega, zmieniając swój łoskot stosownie jak gwóźdź coraz głębiej wbijają; a ucho Matki Bolesnej rozpoznaje nawet z tego łoskotu czy gwóźdź napotyka żywe ciało, czy muskuły, czy nerwy, czy żyły w dłoni Jezusowej, którą okrutnie przeszywa.
Potem nogi najdroższego Pana naszego podobnie gwałtownie wyciągają, jedną na drugą nakładając — te nogi tyle razy strudzone gonieniem za grzesznikami — i w stopy złożone z samych kości i mięśni, wbijają z barbarzyńską zaciekłością gwóźdź ogromny z oporem wchodzący, a przez to tym większe zadający Jezusowi bóle. Maryja i na to patrzała! A czyż są słowa na wyrażenie Jej wtedy boleści? Przeżyła ją jednakże, bo Stwórca cudowną siłą przy życiu Ją zachowywał; bo miała jeszcze więcej wycierpieć.

Na koniec unoszą krzyż w górę z rozpiętym na którego słodkim obliczu ta tylko zaszła zmiana, że się na niej maluje wielkie cierpienie, a z cierpliwością i Boskim spokojem znoszone. Okrutne to narzędzie, ale razem i przenajświętszy ołtarz, z ofiarą na nim wiszącą, zanoszą na sznurach pod spód krzyża podłożonych, nad jamę w której mają go obsadzić, a podtrzymując go po bokach, żeby równowagi nie stracił. Pomimo jednak tego chwieje się on to w tę, to drugą stronę, niewypowiedziane zadając rozpiętemu Jezusowi męki. Następnie stawiają krzyż na brzegu jamy, i wymykając sznury spod Jej spodu, wpuszczają go tam gwałtownie. Wstrząśnienie to rozdziera okrutnie rany przygwożdżonych rąk i nóg Jezusowych, i ledwie że nie odrywa Go od krzyża, ze stawów wywodząc prawie wszystkie kości Jego. Niektórzy nawet święci mieli sobie objawionym, że właśnie dlatego żeby ciało Jezusa nie oderwało się od krzyża, przywiązano je do niego sznurem, a tak silnie zaciśniętym, że wpił się był w Jego boki i podpiersie. I tak okropności po okropnościach następowały w oczach patrzącej na to Matki. I z jakąż inną bo ludzką boleścią te boleści Maryi godzi się porównać? Przechodzą one wszelkie pojęcie. Uwielbiajmy je, płaczmy nad nimi, lecz nie próbujmy ocenić ich niezrównanego stopnia, gdyż byłoby to więcej jak zuchwałością.

O! Matko najboleśniejsza! Niech na wieki chwaloną będzie Trójca przenajświętsza, za cuda łaski dokonane w Tobie, w onej strasznej godzinie. Ewangelia opisuje: „Matka stała pod krzyżem”. Przez ten cud męstwa i cierpliwości w cierpieniach możemy poznać, jaką dostaliśmy Matkę i jakimi powinniśmy być dziećmi, gdy nam przyjdzie stać pod krzyżem.

Konanie Pana Jezusa na krzyżu
(…) Rozpoczyna się trzygodzinne konanie Jezusa na krzyżu. Wypowiada on wtedy siedem słów. W czwartym swoim słowie na krzyżu, dla większego uczczenia Matki, w jednym słowie zamyka dwa. Jedno wypowiada wprost do Niej: „Niewiasto, oto syn twój”, a drugie do św. Jana wskazując mu Najświętszą Pannę: „Oto Matka Twoja”. W Janie wskazuje wszystkich swoich wiernych uczniów do końca świata. Odtąd Maryja stała się w porządku łaski najprawdziwszą Matką wszystkich wiernych dzieci Kościoła. Ale jakimi cierpieniami Serca, to powszechne macierzyństwo opłacała. Doszły one do najwyższego stopnia, kiedy usposobiły Ja do najwyższej godności po Bogu. Jak On jest Ojcem niebieskim całego rodu ludzkiego, tak Ona stała się niebieska Matka wszystkich ludzi.

(…) Ale Matko najdroższa! Jezus już wychylił do ostatniej kropli kielich wszelkich możliwych goryczy. Wypowiada: „Spełniło się”. Maryja czując na sobie spojrzenie Jezusa, podniosła głowę i patrzy na Niego. Wzajemne to spojrzenie wyraża miłość, a zarazem niezmierną wspólna boleść. Jezus zawołał wielkim głosem: „Ojcze, w ręce Twoje składam ducha mego”, opuścił głowę skłaniając ją w stronę Matki i błogosławionego wyzionął ducha.

Zdjęcie z krzyża ciała Pana Jezusa
Przenieśmy się myślą na Kalwarię, na tę chwilę gdy na jej szczycie wznosił się krzyż Jezusowy z Jego ciałem już nieżyjącym. Wprawdzie kaci, którzy przed chwilą pogruchotali kości ukrzyżowanych obok Jezusa, odeszli nie tykając Najświętszego Ciała Jezusa, lecz jaką zgrozą, jaką boleścią przeszyte zostało Serce Maryi, gdy okrutny żołdak przebił bok Jezusowy.

Józef z Arymatei i Nikodem zbliżyli się do Przenajświętszej Panny z największym uszanowaniem; powiedzieli po co przybywają i poprosili o pozwolenie zdjęcia ciała z krzyża. Maryja odmówić im tego nie mogła; owszem jak najmilej tę ich usługę przyjęła, a oni, chociaż wiedzieli że nowej boleści dla Niej będzie powodem ten smutny obrzęd, przystąpili do Krzyża zabierając się do tego. (…) Z największym uszanowaniem, ze świętem drżeniem Józef, stanąwszy na najwyższym szczeblu drabiny, bierze w ręce koronę cierniową i jak najostrożniej podnosi z głowy. Nie śmiąc ucałować z oczami łez pełnymi, oddaje ją Nikodemowi, ten przekazuje Janowi, a od niego dostaje ją Maryja, która w ręce te święte relikwie upadła na kolana. Każdy z tych cierni krwią zbroczony, przemawiał jakby istota ożywiona do Serca Przenajświętszej Panny i zamieniał się jakby na miecz w to Serce się wtłaczający. Katusze cierniowego koronowania Syna, powtórzyły się wtedy w duszy Matki!
Następnie Józef zaczął wydobywać gwoździe. Każdy gwóźdź, w miarę jak go wydobywano, oddawano Maryi; a Ona go skrapiała łzami i w milczeniu oddawała cześć najgłębszą krwi Przenajświętszej, którą każdy z tych narzędzi męki Jej Syna był zbroczony. A jaka boleść towarzyszyła tym Jej aktom uwielbienia, tego nigdy pojąć nie będziemy w możności.

Ale nadchodziła jeszcze uroczystsza chwila, a więc i jeszcze cięższa boleść dla naszej Matki Najdroższej. Odjęto nareszcie ciało od krzyża. Tłumy aniołów skupiły się tam wtedy, i w świętem zachwyceniu, otaczając Boskie Ciało zamęczone za ludzi, niewidzialnie pomagały złożyć Je powoli, ostrożnie i z pobożnym drżeniem na to samo dziewicze łono, z którego na świat wyszło.
Maryja klęczy pod samym krzyżem, a już Jej ręce mają na sobie krew, którą zafarbowały je gwoździe. Rozpościera białe prześcieradło przyniesione prze Józefa i unosi je w rękach w górę, żeby na nie przyjąć swego Syna, który wraca do Niej. (…) Spuszczają tedy Przenajświętsze Ciało; lecz czy Maryja ciężar ten będzie mogła utrzymać, a  ciężar podwójny, bo i zwłok martwych Syna i strasznej boleści zalewającej Serce Matki w takiej chwili i przy takim dźwiganiu? Wytrzyma Ona to wszystko, bo jak granic nie ma to, co Jej wycierpieć wtedy przychodzi, granic nie ma Jej męstwo, Jej cierpliwość, Jej niezachwiana w cierpieniu wytrwałość. Józef i Nikodem znoszą z krzyża skarb nad skarby i mają złożyć Jezusa na ręce Maryi. A Ona przypomina sobie, jak niegdyś zstępował na Nią Duch Święty, to ciało Boskie mający ukształtować w Jej dziewiczym łonie, i widzi, że jak wtedy moc Boża cieniem swoim Ją pokryła, tak teraz Miłość najwyższa w taki przedziwny sposób rzuca na Nią cienie najsroższej boleści.
Jan podtrzymuje głowę Przenajświętszą, a Magdalena Jego na stopy, bo przy nich od dawna znane jej miejsce. Na krótką chwilę Maryja pochyla się do ziemi dla oddania czci ciału Pańskiemu, a z niewymownym smutkiem, z jakim Jezus w Ogrojcu padał twarzą na ziemię  bierze Boskie zwłoki na ręce. Przez parę chwil Maryja, mając już na ręku ciało, pozostaje klęcząc, a przez ten czas, Jan, Magdalena, Józef, Nikodem, ich słudzy i kilka pobożnych niewiast nieodstępujących Matki Przenajświętszej, cześć najgłębszą oddają Barankowi Bożemu zabitemu na zgładzenie grzechów całego świata. Potem Przenajświętsza Matka powstaje i usiada na kamieniu blisko tam będącym, trzymając ciało Pańskie na kolanach. Z uczuciem niewymownej tkliwości rozgarnia najtroskliwiej włosy na Boskie oblicze spadające, lecz krwi którą są sklejone i która na twarzy przyschła nie obmywa. Maryja każdą ranę na ciele Jezusowym zaopatruje maścią przyniesioną przez Józefa. Nie była najmniej blizny na ciele Jej Syna, która by nie stała się powodem nowej boleści dla Maryi. Ciało Jezusowe trzymane na kolanach Maryi było dla Niej jakby Boską ręka skreślonym zarysem, planem całej sprawy zbawienia świata, jakby krwią Jezusa odmalowanym.

(…) Co kosztować musiało Maryję wydanie ciała Jezusowego w inne ręce, by zaniosły Go do grobu? Nie jesteśmy w stanie tego sobie wyobrazić. Orszak pogrzebowy szedł w milczeniu, przybył do grobowca. Maryja sam wszystko przygotowuje na złożenie Boskiego Ciała i podtrzymując Przenajświętszą Głowę, umieszcza Je w grobowcu. Bierze także narzędzia męki, całuje je, przyciska do Serca i umieszcza w grobie.
Wszyscy obecni uklękli przy Przenajświętszym Ciele i najgłębszą cześć Mu oddali, a następnie z niewymownym żalem odeszli w milczeniu. Józef zasunął wielką płytą do grobowca i także odszedł. Przenajświętsza Matka, Jan i Magdalena, idąc powoli, wrócili jeszcze na Kalwarię.

Maryja na nowo rozpoczyna drogę krzyżową odbytą z rana, tylko teraz rozpoczyna ją od ostatniej stacji…

o. Wiliam Faber, U stóp krzyża, w tłum. o. Prokopa, kapucyna

Nabożeństwo pierwszych sobót

czytaj dalej

Uroczystości i święta

czytaj dalej

Copyright 2012–2017 Serwis Rycerstwa Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji