O latach dzieciństwa Przenajświętszej Panny

Trudno nam mieć dokładne wyobrażenie, jakim było życie tej przenajświętszej dzieciny w czasach Jego niemowlęctwa, to jest kiedy Maryja była w tym wieku,  w którym inne dzieci nie mówią i nie mają jeszcze rozwiniętego pojęcia. Takie bowiem tylko dzieci w ich niemowlęctwie znamy i widujemy; gdy tymczasem Przenajświętsza Córeczka świętego Joachima i świętej Anny stanowiła w tym wyjątek. Przyszła na świat obdarzona już od pierwszej chwili swego istnienia w łonie matki pełnością rozumu, chociaż wolą Bożą było, aby o tym nikt prócz Jej błogosławionych rodziców nie wiedział, a oni aby się z nią tak obchodzili, jakby Ona na równi z innymi nie posiadała rozwinięcia władz umysłowych i dopiero powoli do tego dochodziła, jak każde inne dziecię. Ktokolwiek więc miał wtedy niewymowne szczęście zbliżyć się do malutkiej Maryi, patrzył na Nią jak na każde inne w niemowlęctwie będące dziecię, lecz każdy nie mógł, jak to mówią, oderwać od Niej oczu. 
Tak w Niej od pierwszych chwil Jej przyjścia na świat, było coś uroczego, pięknego, powabnego, miłego, ujmującego, bo było coś nadzwyczaj świętego. Wszak nikt nie zaprzeczy, że dzieci w najmłodszym nawet wieku będące, wielce się różnią co do powierzchowności. Chociaż zwykle każdy dzieciaczek bardzo jeszcze malutki miłe robi wrażenie i ma w sobie coś niewinnego, co wyprowadziło zwyczaj przedstawiania Aniołów w postaci dzieci, to jednak zachodzi i pod tym względem pomiędzy powierzchownością najmniejszych niemowląt różnica. W jednych przebija się coś, co pod każdym względem miłe robi na patrzącego na nie wrażenie; w drugich jest coś jakby odstręczającego. Jedne w istocie mają w całej swojej powierzchowności i w wyrazie twarzyczki jakby coś anielskiego. W innych niemile uderza nas wyraz jakiejś dzikości a nawet jakby złości. A i na co zgodzić się trzeba, to że w końcu gdy dziecię się rozpłacze, rozkrzyczy, jak to zwykle bywa gdy płacze, wtedy każde, chociażby najmilszej powierzchowności, wstrętnym się staje, i tylko matkom poczciwym nie wydaje się brzydkim.

Otóż malutka Maryja, była z dzieci ludzkich, jakie kiedykolwiek były i są i będą pod słońcem, dziecięciem najpiękniejszym, najmilszym, najpowabniejszym. Jakie tylko powaby  w niemowlęciu wyobrazić sobie możemy, jaką tylko pięknością może się odznaczać pod każdym względem małe dzieciątko, tym wszystkim jaśniała błogosławiona córeczka Anny w najwyższym, jaki tylko być może stopniu, co każdego patrzącego na nią, ledwie że nie w święte zachwycenie wprawiało. Przenajświętsza ta dziecinka nie kwiliła nigdy, nie stękała, i ani cień zmarszczki na jasnym, jak piękny księżyc, Jej czółku nie powstał. Przecudna twarzyczka Jej nigdy się nie krzywiła od płaczu, chociaż były chwile, że łezki, jakby dwie kropelki po listku różanym, cicho i spokojnie po wypogodzonych Jej licach spływały. Zaś nie kwiliła nigdy, nie stękała, nie krzywiła się nie dlatego, żeby nieczułą była na różne dolegliwości zewnętrzne, dokuczyć mogące dziecku, jak na przykład: zimno, gorąco, niewygodne leżenie, głód, pragnienie i tym podobne, bo wrażeniom takowym podlegała, lecz że obdarzona pełnym rozumem, a świętsza od najświętszych, już wtedy znosiła to wszystko z nadanielską cierpliwością, i składała Bogu w ofierze za grzechy wszystkich ludzi. Przy tym objawionym sobie miała już wtedy, że gdy przyjdzie czas na to, Syn Boży stanie się człowiekiem. I lubo to, że Sama będzie Jego matką, zostało zakrytym dla Niej do chwili Zwiastowania, miała jednak i to objawienie, że Zbawiciel poniesie okrutną mękę i śmierć krzyżową za zbawienie ludzi. Gdy więc nad takim dowodem miłości Boga ku ludziom rozpamiętywała, a z drugiej strony przedstawiała się Jej niewdzięczność ludzi, którą się odpłacą Zbawicielowi, wtedy z oczu Jej łzy płynęły, lecz jak powiedzieliśmy wyżej, były to łzy ciche, spokojne, bo głośno i z krzykiem, jak inne dzieci, nigdy nie płakała.  

I takim było to na pół ziemskie, i na pół jakby niebieskie Dzieciątko co do swojej powierzchowności, która wszystkich patrzących na nią w zdumienie wprawiała i niewymowną a tajemniczą pociechą napełniała. Lecz jakąż była malutka Maryja co do Jej wewnętrznego stanu i usposobienia; co do Swojej duszy niepokalanej! I skoro się narodziła iluż to i iluż już zasługami przed Bogiem, a przez to i jakąż niezmierną obfitością łask i darów niebieskich zbogaconą przyszła na świat! — tego wypowiedzieć niepodobna, tego rozumy wszystkich ludzi i wszystkich duchów niebieskich pojąć nie są w stanie.

Nie masz wątpliwości, że dusza Przenajświętszej Panny, po duszy Pana Jezusa, była najpiękniejszą duszą, jaką Pan Bóg stworzył. Dusza jej po duszy Boga-wcielonego była najwytworniejszym, najwyższym, najgodniejszym Stworzyciela dziełem; słowem, była istotą tak doskonałą, tak świętą, że, jak powiada święty Piotr Damian, Sam tylko Stwórca najwyższy przewyższa Ją w doskonałości. Łaski, jakimi obdarzoną została przed wyjściem na świat, bo od pierwszej chwili Jej poczęcia, Jej istnienia w łonie matki, były tak obfite, że przechodziły łaski, jakie otrzymali wszyscy święci, którzy byli i będą aż do końca świata. Dusza Maryi od tej pory była Łaski pełną, to jest obdarzył ją Stwórca od razu nie pewną liczbą łaski, jak każdego z innych świętych, nie bardzo wielkimi i rozmaitymi, jak niektórych z największych sług Swoich, lecz zbogacił pełnością łaski, a takimi jakie właściwe być miały tej, którą Sobie Pan Bóg na Matkę przeznaczył. Od pierwszej więc chwili Swego istnienia, Swego życia jeszcze w łonie macierzyńskim, już Maryja świętszą była od największych świętych, świętszą jak wszyscy święci i wszyscy Aniołowie nawet razem uważani. Że zaś podobnież od pierwszej chwili swego poczęcia była obdarzona pełnością rozumu, więc zaraz jeszcze w łonie matki zamknięta, zaczęła służyć Bogu, zaczęła kłaść przed Nim zasługi, niezwłocznie, a jak najwierniej, z całą niezmierną obfitością łask, jakimi obdarzoną została, współdziałając. 

Przejęta ku Bogu najżywszą wdzięcznością, nie tracąc ani chwili czasu, zaraz zaczęła chwalić Boga i służyć Mu w sposób, w jaki to wtedy dla Niej możliwym było. Zaraz zaczęła rozpływać się w aktach tak żywej, tak gorącej, tak serdecznej miłości, jaką jeszcze żadna istota stworzona, ani ludzka, ani anielska do Jej czasów nie miłowała Boga. Pragnęła przypodobać się Mu we wszystkim i już wtedy co chwila poświęcała się Mu i zaofiarowywała najzupełniej i najdoskonalej. I to czyniła bezustannie przez dziewięć miesięcy poprzedzające Jej wyjście na świat Niepokalanie poczęte, a więc wolną będąc od skazy grzechu pierworodnego i jego pozostałości, które i najświętszym duszom utrudzają wznoszenie się do Boga i ścisłe z Nim zjednoczenie, dusza Maryi zatapiała się w Bogu w najwyższej bogomyślności, najmniejszych nie doznając roztargnień. Miłowała go bez przerwy aktem ciągle trwającym; a w tej świętej miłości coraz nowego a coraz wyższego nabywała wzrostu, coraz do wyższego podnosiła się stopnia.

Otóż, według nauki katolickiej, dusza za każdym aktem miłości Boga, albo z miłości ku Niemu spełnionym, nabywa nowej łaski: przechodzi do wyższego jej stopnia, otrzymuje drugie tyle łaski, ile jej wprzód posiadała. Maryja tedy przez czas dziewięciomiesięcznego pobytu Swojego w łonie matki, co chwila zdwajała w duszy swojej dary niebieskie, bo co chwila odpowiadała jak tylko być może najdoskonalej łasce, jaką odbierała z kolei tak dalece, że według bardzo trafnego obliczenia św. Alfonsa, jeśli wyobrazimy sobie, iż na przykład, w pierwszej chwili Swego życia posiadała tysiąc stopni łaski, tedy w drugiej już ich miała dwa tysiące; cztery tysiące w trzeciej; osiem tysięcy w czwartej, szesnaście tysięcy w piątej, trzydzieści dwa tysiące w szóstej… I jesteśmy dopiero w szóstej chwili: lecz proszę pomnożyć to przez cały dzień jeden, a następnie przez dziewięć miesięcy, i miarkować, w jak nieprzeliczone, niezmierne, jakby nieograniczone skarby łask, zasług i świętości zbogaconą już była dusza Panny Przenajświętszej w chwili, kiedy Ona na świat wyszła!

I rosło tedy i rozwijało się powoli przebłogosławione to Dziecię; co do ciała, jak każde inne dziecię, lecz przecudna dusza w tym małym ciałku zamknięta, już wtedy jaśniała przed Bogiem doskonałością niezrównaną, świętością najwyższą, i coraz nowych łask nabywała, a przeto i coraz nowego uroku na zewnątrz, coraz nowych powabów zewnętrznych.

Dzieci jak od kolebki przedstawiają w swojej powierzchowności wielką rozmaitość, tak tym bardziej zaczynają się odróżniać jedne od drugich w miarę jak podrastają. Gdy zaś już i chodzić i mówić zaczną, każde zaczyna mieć swoją odrębną fizjonomię, to jest swój odrębny, właściwy wyraz wewnętrznego usposobienia czyli charakteru, malujący się nie tylko na ich twarzyczkach, ale oraz i w całej w całej postawie, ruchach, mowie i sposobie zachowania się z drugimi. Któż z nas nie napotkał małe dziatki od dwóch do trzech lat mające, pomiędzy którymi o ile jedne z nich mają w sobie coś przyciągającego, o tyle drugie od pierwszego do nich zbliżenia się wstręt mimowolny wzbudzają. W jednych jest coś tak mile i swobodnie układnego, cichego, łagodnego, przymilającego się, ujmującego, że je bardzo właściwym wyrażeniem przylepeczką nazywają.  Inne w każdym ruchu swoim, w kroku każdym, w głosie, w spojrzeniu, objawiają taką niesforność, gwałtowność, że na nie bez odrazy nie mogą patrzeć ci nawet, którzy małe dzieci lubią.

Otóż Przenajświętsza Panna, gdy wyszła z pieluszek, i w miarę jak rosła i rozwijała się, dochodząc trzeciego roku życia, jak w niemowlęctwie zostając była z niemowląt, jakie kiedy były i będą na ziemi, najcudniej pięknym i powabnym dzieciątkiem, tak i z dziatek tego już nieco starszego wieku, była najśliczniejszym, najmilszym, naprawdę najcudowniejszym dziecięciem. Nie dość bowiem, że jaśniały w Niej, w najwyższym stopniu jaki tylko wyobrazić sobie możemy powaby, właściwe dzieciom od dwóch do trzech latek mającym. Prócz tego powierzchowność Jej promieniała urokiem, powabem, którego żadne inne z ludzkich dzieci w Jej wieku będących posiadać nie mogło, chociażby w najniższym stopniu; a tym był ten urok, ten powab, jaki nawet powierzchownie się objawia w osobach wyższej świątobliwości: chcę mówić urok i powab wypływający z posiadania obfitszych darów Ducha Świętego, a który nazywamy namaszczeniem.

Ale powie ktoś na to: a w jakiż sposób dary Ducha Świętego, odnoszące się do duszy, a więc będące rzeczą niewidzialną, mogą się objawiać w czyjejś powierzchowności, chociażby kto takich darów jak najwięcej posiadał? Odpowiadam, iż dzieje się to wskutek związku, jaki zachodzi pomiędzy duszą a ciałem. Tak bowiem ścisłym, choć dla nas tajemniczym, jest ten związek; tak ciało na dusz, a zwłaszcza dusza, jako przedniejsza cząstka natury naszej, na ciało nawzajem oddziaływają — że wewnętrzny stan, wewnętrzne usposobienie człowieka, odbija się na jego powierzchowności, maluje się co w tym, nazywamy jego fizjonomią, to jest pewnym wyrazem, jaki przedstawia całą jego postać i zewnętrzny sposób zachowania się. Nie przeczymy, że bywa to zawodnym, albo raczej, że się co do tego łatwo i często zawodzimy, ale to z tej przyczyn, że się na tym niedokładnie znamy; bo spodobało się Bogu i pod tym względem, jak pod wielu innymi, ograniczyć wiedzę człowieka w dociekaniu tego, co się wewnątrz duszy drugiego dzieje. Wszakże nikt nie zaprzeczy, że osobistości bardziej wydatnym, wewnętrznymi usposobieniami odznaczające się z charakterami żywiej zarysowanymi, noszą, jakby powiedzieć, wypisaną na czole cechę tego, czym są pod tym względem. Kain po spełnionej przez niego pierwszej zbrodni na ziemi, nosił na sobie znak z którym dla każdego stał się wstrętnym; a Józef Patriarcha, który był najwyraźniejszym w Starym Testamencie obrazem Zbawiciela, samą powierzchownością pociągał wszystkich do siebie. Zresztą dość jest zauważyć jednego i tego samego człowieka, w chwilach dwóch zupełnie przeciwnych sobie usposobień wewnętrznych: jakże wielka i uderzająca objawi się i w powierzchowności jego różnica! Niech kto znajduje się na przykład pod wpływem uczucia wielkiego wewnętrznego zadowolenia, jakiejś wielkiej wewnętrznej swobody, spokoju, pociechy: odbije się to na całej jego powierzchowności i w całym jego zachowaniu się z drugimi. Lecz niech tenże wpadnie w gniew gwałtowny i podda się takowemu: jakaż zaraz w całej jego powierzchowności różnica; tak, że niekiedy w podobnych razach zdaje się on być inną a nie tą osobą, na którąśmy przed chwilą patrzyli. Wprawdzie wzięliśmy tu za przykład dwie jakby ostateczności wewnętrznego stanu człowieka, i dlatego w takim razie i w powierzchowności jego zachodzi różnica w oczy bijąca. Lecz dlatego właśnie, jest to niezaprzeczonym dowodem oddziaływania wewnętrznego stanu duszy na zewnętrzną powierzchowność człowieka. I co w powyższym przykładzie łatwo się dopatruje, bo się dzieje pod wpływem silniejszych i gwałtowniejszych usposobień wewnętrznych, to samo ma miejsce i w każdym innym stanie duszy, tylko mniej bywa za zewnątrz widocznym, bo mniej jest wewnątrz gwałtownym i różniącym się pomiędzy sobą.

Gdy tedy nie można zaprzeczyć, żeby wewnętrzny stan duszy nie objawił się wyraźniej lub mniej widoczniej na powierzchowności człowieka, więc musi tak być, że gdy pewien stopień obfitszych darów Ducha Świętego napełnia jaką duszę, wtedy i w powierzchowności tejże osoby objawia się to koniecznie. A że dary Ducha Świętego są to przede wszystkim dary stałego i błogiego wewnętrznego pokoju, łagodności, niewymownej pociechy na duszy; ale przede wszystkim tkliwej miłości boga i dla Boga nie tylko każdego bliźniego, ale i najlichszego stworzeńka — więc w zewnętrznym zachowaniu się osoby w dary takowe opływającej, w tym wszystkim, co jej powierzchowność cechuje, uderza nas i nad wszelki wyraz miłe robi wrażenie jej słodycz, z jaką jest dla każdego, w najprzykrzejszych nawet dla niej zajściach; serdeczne współczucie dla cierpiących; roztropność i łagodna powaga w tym wszystkim co mówi; pokój malujący się na jej obliczu, swoboda owszem i święta wesołość w razie doznawanych cierpień; ale zwłaszcza wielka miłość bliźniego, przebijająca się w każdym jej słowie, w każdym z drugim stosunku, a najbardziej z tymi, którym w jakowej potrzebie pomoc przynieść może. To też ktokolwiek zetknie się bliżej z takimi osobami, niechybnie i przyjemnego a nawet i budującego doznaje wrażenia, i często mimo woli głębokim szacunkiem bywa ku nim przejętym.

Lecz któż kiedy z ludzi opływał w taką obfitość darów Ducha Świętego, jak Przenajświętsza Panna, a nawet już i wtedy, gdy była w tym młodziutkim, owszem dziecinnym jeszcze wieku, o którym mówmy, to jest gdy dochodziła trzeciego roku życia? Przecież już wtedy była pełna łaski, którą, od pierwszej chwili Jej istnienia, obdarzył Ją Stwórca w mierze, przechodzącej wszystkie dary niebieskie, jakie kiedy komu udzielone były lub będą. Posiadając zupełny rozum do Swego poczęcia w łonie matki, już zbogaciła pod tę porę duszę Swoją zasługami, przechodzącym zasługi największych świętych i nabyła nowych łask, bez liczby i miary. Gdy więc w każdej osobie wyższej świątobliwości, promienieje na zewnątrz piękność duszy, i w powierzchowności jej uderza drugich to, co nazywamy świętym namaszczeniem — o! jakże w wysokim stopniu jaśnieć to musiało w malutkiej Maryi! Że zaś obok tego zdobił Jej powierzchowność, a także w stopniu najwyższym, właściwy dziecięcemu wiekowi wyraz niewinności, prostoty, swobody, dobroduszności, słowem, cały powab właściwy tak małej jeszcze dzieweczce, więc połączenie takowe w Jej tylko osobie i możliwe, czyniło Ją w oczach najobojętniejszych widzów istotą jakby nadziemską, dziecięciem, jakiego nie tylko nikt nie widział, ale tak uroczym i ujmującym, jakiego nawet wyobrazić sobie niepodobna.

Żywot Matki Bożej, przez o. Prokopa Kapucyna, Wilno 1906

Nabożeństwo pierwszych sobót

czytaj dalej

Uroczystości i święta

czytaj dalej

Copyright 2012–2017 Serwis Rycerstwa Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji