Przenajświętsza Panna nawiedza św. Elżbietę (cz. I)

Wewnętrzne tedy skupienie, jakby ciągle podnoszenie myśli do Boga i zwracanie do Niego wszystkich uczuć serca, jest, jak to powiedzieliśmy, powtarzając zdanie wszystkich mistrzów życia duchownego, ostatnim szczeblem łączącym duszę na ziemi żyjącą z niebem, do którego jedynie zdążać powinna. Lecz wskutek ułomności ludzkiej, wskutek szkód, jakie na duszy poniósł człowiek po pierworodnym grzechu przez pierwszych rodziców naszych popełnionym, jedną z najtrudniejszych rzeczy jest zachować się stale w takowym wewnętrznym skupieniu. Wszelkie zajęcia zewnętrzne, nie tylko godziwe, ale najpotrzebniejsze, owszem i najchwalebniejsze, są zwykle powodem oderwania myśli naszej od żywszej pamięci na Boga, na Jego obecność, i jakby przytłumiają w duszach, nawet bardzo pobożnych, uczucie miłosnego zjednoczenia się z Bogiem. Dusze tylko nadzwyczajnymi pod tym względem łaskami obdarzone, mniej od innych narażone są w takich razach na utratę wewnętrznego skupienia, chociaż, bądź, co bądź, doznają trudności w zachowaniu się w nim wśród zajęć zewnętrznych. Stąd to pochodzi trudność w połączeniu życia czynnego z życiem bogomyślnym, kontemplacyjnym, na co uskarżali się najwięksi święci, gdy ich miłość Boga i dla Boga miłość bliźniego odrywała od ciszy i zewnętrznego spokoju potrzebnych do zatapiania się w bogomyślności. Stąd w niektórych zakonach, należący do nich oddają się wyłącznie ćwiczeniom właściwym wyższej bogomyślnosci, odsuwając się o ile możności od wszelkich zewnętrznych byle trochę w roztargnienie wprawiających zajęć; i te zgromadzenia nazywają się zakonami bogomyślnymi. Inne znowu poświęcają się życiu czynnemu, z ćwiczeń bogomyślnych o tyle tylko ich dopełniając, o ile są one niezbędne do uświęcenia spraw życia czynnego. Wreszcie, te to dwa rodzaje życia przedstawiały w Ewangelii świętej dwie siostry Magdalena i Marta, zarówno Panu Jezusowi miłe, chociaż o Magdalenie przedstawiającej życie bogomyślne powiedział: że obrała ona cząstkę najlepszą. Wszakże najwyższą doskonałością jest połączenie tych dwóch rodzajów życia; trudne wprawdzie, lecz którego wzór zostawił nam w Sobie Zbawiciel, a także i Przenajświętsza Panna. Skoro też poczęła w dziewiczym łonie Swoim Tego, który i w połączeniu w Osobie Swojej życia bogomyślnego z życiem czynnym, zaraz i Ona przedstawiła nam tego szczytu doskonałości chrześcijańskiej na Sobie przykład.

Archanioł Gabriel, zwiastując Maryi, że wybraną została na Matkę Zbawiciela, oznajmił przy tym, że święta Elżbieta od sześciu miesięcy jest brzemienną. Była ona bliską krewną Przenajświętszej Panny, żoną świętego Zachariasza, także związkami krwi z Nią połączonego, a pod którego ojcowską i najtroskliwszą opieką spędziła lat jedenaście przebywając w Świątyni. Przy tym przypuszczać można, że po śmierci świętego Joachima i świętej Anny, święty Zachariasz i jego błogosławiona małżonka zastępowali Przenajświętszej Pannie rodziców, a stąd z wielu powodów była Oan do nich bardzo przywiązana, i poczuwała się do obowiązku wdzięczności. Chciała więc okazać im dowód Swojej miłości, nawiedzając świętą Elżbietę i doglądając ją najtroskliwiej przez czas jej brzemienności, która w osobie tak podeszłego wieku jak była rzeczą nadzwyczajną, tak również, według praw natury, mogła być i bardzo niebezpieczną. Prócz tego zajście w ciążę świętej Elżbiety było cudownym. Gdy bowiem mając lat osiemdziesiąt była bezdzietną, Anioł okazał się Jej małżonkowi, i zapowiedział, że mu żona powije syna, który wielkim będzie przed Panem. Pragnęła więc Przenajświętsza Panna powinszować ciotce Swojej tej pociechy, i podzielić radość, jakiej doznawała nie tylko z doczekania się potomstwa, lecz jeszcze i z zapowiedzi odebranej od Anioła, że syn jej będzie wielkim sługą Bożym. Wreszcie, ponieważ Archanioł Gabriel w chwili Zwiastowania, zawiadomił Ją także o tym, że Elżbieta ma powić dziecię, więc mogła wnosić, że jest wolą Bożą, aby udała się do Swojej krewnej i spełniła względem niej ten uczynek miłości chrześcijańskiej.

Ale głównie dlatego postanowiła odbyć tę podróż, że jak we wszystkim co uczyniła, tak i do odbycia tych nawiedzin pobudzoną została przez Ducha Świętego. Skoro Syn Boży wcielił się w Jej dziewiczym łonie, zapragnął niezwłocznie zacząć obdarzać ludzi tymi łaskami, z którymi przybywał z nieba na ziemię. Skłonił więc przenajświętszą Matkę Swoją, aby poszła nawiedzić Elżbietę, gdyż chciał świętego Jana Chrzciciela, który z tej świętej miał się narodzić, obdarzyć szczególnymi łaskami,m uświęcić jeszcze w łonie matki, przygotować Sobie na Przesłannika i wynieść go do najwyższej świętości, bo potem Sam o nim powiedział, że z narodzonych z niewiasty, to jest ze wszystkich ludzi, nie powstał większy święty nad Jan Chrzciciela. A i rodziców jego, którzy byli bardzo Mu mili, jako wielcy słudzy Boscy, bo mówi o nich Ewangelia, że byli oboje sprawiedliwi przed Bogiem, chciał także udarować Swoimi szczególnymi błogosławieństwami. Żeby zaś od tej samopierwszej chwili, w której miał już jako Zbawiciel obdarzać ludzi szczególnymi dobrodziejstwami, okazać najwyraźniej, że postanowił żadnej łaski nie udzielać duszom inaczej, jak przez Swoją najdroższą Matkę, więc nakłonił Ją przez natchnienie wewnętrzne, aby tę podróż odbyła i Sama zaniosła i świętemu Janowi i szczęsnej Jego rodzinie pierwociny tej łaski, które właśnie Ona odnalazła, według tych słów Archanioła: „znalazłaś łaskę u Pana”. Na koniec, pobudził Duch Święty Przenajświętszą Pannę do nawiedzenia świętej Elżbiety i dla tego, aby skoro się Ona stała Matką Zbawiciela, przedstawiła nam na Sobie wzór dwóch cnót najwięcej przez Niego zaleconych, pokory i miłości bliźniego. Przedstawiła bowiem Maryja w tej okoliczności wzór pokory, gdyż Sama będąc już Matką Boga i Królową ziemi i nieba, raczy nawiedzać świętą Elżbietą, aby jej służyć w słabości, kiedy właściwie Ona na jej usługi powinna była być gotową.

Przedstawiła także i wzór miłości bliźniego, gdy dla spełnienia uczynku miłosierdzia przerywała Swoją samotność, w której jeśli zawsze opływała w wielkie pociechy duchowe, jakimiż on być musiały właśnie wtedy, kiedy tylko co do łona Jej wstąpił Syn Boży. Lecz że Maryja miała przedstawiać nam także, jak to powiedzieliśmy, wzór połączenia w sobie życia bogomyślnego z życiem oddanym uczynkom miłosierdzia, więc i dlatego, w chwili gdy do najwyższej jaka być może bogomyślności wyniesioną została Jej dusza, Ona wychodzi z domu i puszcza się w odległą drogę dla nawiedzenia potrzebującej Jej usługi chorej.

Jakoż, Ewangelia święta zaraz po opisie Zwiastowania powiada, że powstawszy Maryja poszła z pośpiechem do świętej Elżbiety. Powszechnie też, według najpoważniejszego podania, Ojcowie świeci utrzymują, że się w tę podróż puściła prawie niezwłocznie po poczęciu Syna Bożego. Wnosić można, że po Zwiastowaniu dni dwa albo trzy przepędziła jeszcze w Swojej samotności, cała zatopiona w Bogu, rozpływając się w zachwyceniach nad tajemnicą, która się w Niej spełniła, a potem niezwłocznie oświadczyła świętemu Józefowi, że pragnie nawiedzić Swą krewną. Z pierwszego razu zdziwił go bardzo ten zamiar Przenajświętszej Panny. Wiedział, jak Ona rozmiłowana nabyła w najściślejszym odosobnieniu; jak nawet z krewnymi, którzy obok nich, bo w Nazarecie mieszkali, rzadkie miewała stosunki, cała zajęta zatrudnieniami domowego gospodarstwa i pobożnymi ćwiczeniami. O tym zaś, że święta Elżbieta zaszła w ciąży nie wiedział wcale, gdyż ona, jak o tym wspomina Ewangelia, taiła przed wszystkimi stan, w jakim się znajdowała. Lecz gdy przeczysta Małżonka Jego powiedziała mu, że przez objawienie zawiadomioną została o brzemienności ukochanej krewnej, ucieszony i on tym, że z małżeńskiego stadła tych dwojga i jego bliskich powinowatych zdjął Pan Bóg sromotę bezpłodności, podziękowawszy za to Bogu, najchętniej zgodził się na tę podróż. Znana mu była wysoka świątobliwość Zachariasza i Elżbiety, wiedział, jaką oni oboje opieką otaczali Przenajświętszą Pannę podczas Jej pobytu w Świątyni Jerozolimskiej. A także Zachariasz to pobłogosławił ich związek. Więc chciał i on osobiście powinszować im rodzinnego szczęścia, jakie ich spotykało. A że przede wszystkim jako Stróż i Opiekun Swojej najdroższej małżonki, nie mógł Ja Samą, tak młodziutką i do trudów podróży nieprzyzwyczajoną, puszczać w drogę, przeto postanowił Jej towarzyszyć.

 

Żywot Matki Bożej, przez o. Prokopa Kapucyna, Wilno 1906

Nabożeństwo pierwszych sobót

czytaj dalej

Uroczystości i święta

czytaj dalej

Copyright 2012–2017 Serwis Rycerstwa Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji