Przenajświętsza Panna nawiedza św. Elżbietę (cz. II)

Święty Zachariasz i święta Elżbieta mieszkali w ziemi judzkiej, w mieście zwanym Hebron, które jedno z pierwszych wyznaczone tej krainie na mieszkanie Wielkiego kapłana, jak się o tym dowiadujemy z ksiąg Jozuego. Odległa było od Nazaretu na czety dni drogi, i szło się do niego na Jerozolimę. Pomodliwszy się tedy dla uproszenia sobie błogosławieństwa na drogę, puścili się w nią przenajświętsi małżonkowie. A że jako niezamożni, we wszystkim przestrzegali ubóstwa, więc tę podróż odbyli pieszo i bez służących. Tylko święty Józef przewidując, że droga ta niemało utrudzać będzie Przenajświętszą Pannę, tym bardziej, że okolica była górzysta, a w tamtym kraju podróżowanie po górach jest bardzo uciążliwe, więc wziął z sobą osiołka. Na niego naładował potrzebne do kilkudniowej drogi zapasy żywności, gdyż tam podróżni musieli wtedy mieć je przy sobie. Przy tym wziął osiołka i w tym celu, żeby miejsca spadziste i skaliste Przenajświętsza Panna przebywać mogła siedząc na nim. Te bowiem zwierzęta na Wschodzie są bardzo zgrabne i nasjpadzistsze drogi bezpiecznie przebywają.

Szedł tedy Józef i Przenajświętsza Panna brzemienna Jezusem, szła ta Trójca ziemska po Trójcy niebieskiej najświętsza i najgłębszej czci godna. Józef prowadził Maryję, Maryja niosła w sobie Syna Bożego. A gdzież to On zdążał? W jakim celu tę pierwszą Swoją podróż zamknięty jeszcze w łonie Matki, lecz już pełen rozumu i w doskonałym człowieczeństwie dobywał Zbawiciel świata? Oto pilno Mu było obdarzyć duszę jaką łaską Swoją. A że święty Jan, syn Elżbiety i Zachariasza, miał być Jego przesłannikiem, to jest miał pierwszy zapowiadać ludziom przyjście na świat Zbawiciela, więc spieszy do niego, by naprzód jego obdarzyć tymi niebieskimi darami, które dla świata całego przynosił.

I jaki to wierny obraz tego, co odtąd bezustannie czyni Pan Jezus, i sposobu w jaki to czyni. Do Jana, aby go uświęcić, niesie Go Maryja w łonie Swoim, a Maryję w tym celu zdążającą do domu Zachariasza, prowadzi Józef. Przez Maryję też i przez Józefa, i dziś przychodzi najprędzej Pan Jezus do duszy każdej. Modląc się do Józefa i jego opiece się poruczając, uciekając się do Maryi i Jaj wzywając pośrednictwa, najpewniej, najprędzej i najpożądańsze otrzymuje każda dusza łaski.

O! Duszo moja, przenieś się więc myślą do owych czasów i do miejsc tych, gdzie się ta błogosławiona pielgrzymka Józefa i Maryi a w Niej i Jezusa odbywała, i upadnij na kolana przy drodze, którą przebywają, a proś Ich o błogosławieństwo na swoją po tej biednej ziemi pielgrzymkę. Proś Ich o łaski, których tak wiele nieśli wtedy do domu Zachariasza, a proś o te, które ci najpotrzebniejsze do tego, abyś Maryi i Józefa opieką wsparta, przebywszy górzystą i niebezpieczną drogę życia ziemskiego, doszła w końcu do Jezusa, którego Oni nieśli wtedy do świętego Jana.

Nasi drodzy pielgrzymi po trzydniowej podróży stanęli w Jerozolimie, która była na drodze do Hebron, gdzie zdążali. Zatrzymali się tam nieco, gdyż właśnie nadchodziła uroczystość Paschy, na którą zwykle wielu mieszkańców z całej ziemi żydowskiej się zbierało. Przenajświętsza Panna wszedłszy do Świątyni, i oddawszy w niej głęboki pokłon Bogu, już wtedy zaofiarowała Mu Dziecię, które niosła w przeczystym żywocie Swoim, i złożyła najgorętsze dzięki za niezmierną łaskę, jaka ją spotkała przez stanie się Matką Zbawiciela. A potem z wielkim nabożeństwem obeszła wszystkie miejsca Świątyni dobrze Jej znane, najdłużej zatrzymując się i najrzewniej modląc przy miejscu zwanym Sanca Sanctorum, Święte nad Świętymi, w którym zwykle przebywała podczas jedenastoletniego Swojego tam pobytu. Pełna pokory, a więc nigdy nieufająca Sobie, prosiła Boga Ojca, aby Jej udzielał ciągle łask potrzebnych do tego, aby godną była Matką Jego Syna. Prosiła Ducha Świętego, aby jak za sprawą Jego poczęła w dziewiczym łonie Syna Bożego, tak żeby On nie przestawał napełniać Jej swoimi darami, by jak najlepiej odpowiedziała nadzwyczajnemu posłannictwu, do którego Ją Stwórca powołać raczył. Przy tym prosiła z wielką pokorą i gorącością Ducha Pana Boga, aby tak wszystkim pokierować raczył, żeby nie potrzebując Sama objawiać Swemu przeczystemu Oblubieńcowi świętemu Józefowi tego, że ma się stać Matką, on jednak był o tym wcześnie zawiadomionym i do tej wielkiej Tajemnicy przypuszczonym.

Józef także niemałego a świętego doznał wzruszenia wchodząc do Świątyni. Zawsze on w niej modlił się ze szczególnym nabożeństwem, gdyż była to główna Świątynia całego narodu Żydowskiego, w niej przechowywały się najświętsze Relikwie Starego Zakonu, i w niej Pan Bóg najobfitsze swoje łaski zlewał na naród wybrany. Lecz dla Józefa Świątynia ta była jeszcze i dlatego miejscem drogim i świętym, że w niej to wskazanym on został cudownie na Oblubieńca Maryi, a od tej błogosławionej dla niego chwili, pierwszy raz wtedy znajdował się tam, i to wraz ze Swoją najdroższą małżonką. O! Jak miłe Bogu zanosili wtedy ci najświętsi, jacy kiedy byli na ziemi, małżonkowie, na tym wówczas najświętszym w świecie miejscu modlitwy! Świątynia ta odkąd istniała, chociaż była główną Świątynią ludu wybranego, który, gdy cały świat pogrążony był w pogaństwie, on tylko wówczas oddawał cześć prawdziwemu Bogu, nigdy jeszcze takich w murach swoich nie posiadała bogomódlców. Józef Jej przeczysty Oblubieniec i przyszły Opiekun Jezusa, a mający Mu zastępować miejsce Ojca na ziemi. O! Cóż to za święte grono wtedy w Świątyni się modliło, przygaszając niejako Swoją obecnością wszystko, co było w niej najświętszego i skądinąd jako najdroższe religijne pamiątki głębokiej czci godnego!

Po odprawieniu w Jerozolimie uroczystych nabożeństw świętem Paschy spowodowanych, Maryja i Józef udali się w dalszą drogę. Była ona już krótsza z Jerozolimy do miasta Hebron, aniżeli z Nazaretu do Jerozolimy, bo tylko jednodniową, ale była nierównie więcej trudzącą, bo tu dopiero nasi podróżni przebywać musieli okolice górzyste, o których wspomina Ewangelia święta, mówiąc, że „Maryja poszła w Góry do miasta Judzkiego”. Zaś w Ziemi Świętej góry są bez żadnego porównania wyższe jak te, które i nas widzimy; zwykle nastroszone bywają w wielu miejscach skałami, i po nich, dla ich przebycia, drogi, a raczej ścieżki, idą często nad głębokimi przepaściami, pod urwiskami skał, są spadziste więc i niebezpieczne. I takie to właśnie miejsca przebywa się zwykle na ośle, któremu trzeba wtedy puścić wolno cugle, gdyż dopiero własnemu przemysłowi on zostawiony, najtrudniejsze i najspadzistsze ścieżki z przedziwną zręcznością dzikiej kozy, lecz powoli stawiając krok po kroku, bezpiecznie przebywa. Święty Józef przez całą drogę najtroskliwszą otaczał Przenajświętszą Pannę opieką; chciał żeby całą, siedząc na osiołku, odbyła. Lecz Ona po większej części wypraszała się od tego, gdyż przykro Jej było ciągle jechać, kiedy święty Józef szedł pieszo. Gdy jednak na górę się dostali, już on nie pozwolił Jej ani kroku zrobić pieszo, i ciągle wiózł na osiołku, nie odstępując od Jej boku, a strzegąc jak najdroższego mu na ziemi skarbu, lubo nie wiedział, że w Niej wiezie najwyższe skarby nieba.

Przebyli też szczęśliwie góry, i pod wieczór stanęli wmieście Hebron, gdzie udali się prosto do domu Zachariasza, który mając odjętą mowę za niedowierzanie Aniołowi zwiastującemu mu narodzenie syna z podeszłej żony, w roku tym na uroczystościach Paschy nie znajdował się w Jerozolimie. A tam przy pierwszym spotkaniu Matki Bożej z świętą Elżbietą wszczęła się rozmowa, w której, jak się wyraża święty Ambroży, co słowo wyrzeczone do cud się spełniał, lub wielkie proroctwo ogłoszonym zostało. Dla czcicieli zaś Maryi ta chwila najdroższe pozostawiła po sobie pamiątki, bo wtedy to po raz pierwszy przez usta ludzkie Przenajświętsza Panna pozdrowiona została jako Matka Boga, i wtedy i Jej ust wyszedł po raz pierwszy Hymn Magnificat (Wielbij duszo moja Pana), który od tylu wieków Kościół na Jej cześć śpiewa przy każdych Nieszporach.

Elżbieta, małżonka Wielkiego Kapłana Zachariasza, a bliska krewna Przenajświętszej Panny, była to matrona podeszłego wieku. Jak zaś wysokiej świątobliwości, wnosić to można z kilku rzeczy. Naprzód, bo Ewangelie święte wspominając o niej powiadają, że „była sprawiedliwa przed Bogiem, zachowując wszystkie przykazania Pańskie bez przygany”. Po wtóre, bo i sama bardzo miłowała Przenajświętszą Pannę i od niej miłowaną była, co zawsze jest znamieniem i zadatkiem wyższej świętobliwości duszy. Po trzecie, bo za to właśnie ona pierwsza z ludzi żyjących wtedy na świecie, jak to zaraz zobaczymy, zawiadomioną została o tajemnicy wcielenia się Syna Bożego. I po czwarte, jak to także z poniższych szczegółów się pokaże, ona pierwsza, po Archaniele Gabrielu, pozdrowiła Przenajświętszą Pannę jako Matkę Boga. Wszystko więc do dowodzi, że była jedną z dusz najwybrańszych i wielkich łask dostępującą.

W narodzi Żydowskim był zwyczaj, że gdy niewiasta spodziewała się porodu, najbliższe z jej krewnych, a szczególnie te, z którymi łączyły ją stosunki większej zażyłości i miłości, przybywały do jej domu, aby chorą tym większą troskliwością otoczyć. Jednak Elżbieta, nie spodziewała się tej pociechy, żeby do niej, z powodu jej ciąży, przybyła Maryja. Tając swój stan przed wszystkimi, jak o tym wspomina Ewangelia, sądziła, że Przenajświętsza Panna o tym zawiadomioną być nie mogła. A prócz tego wiedziała, że Ona rozdawszy swoje mienie na potrzeby Świątyni i na biednych, żyjąc bardzo ubogo, z trudnością by tak długą podróż odbyć mogła; i zresztą nie przypuszczała, żeby z tego powodu chciała przerwać ciszę i odosobnienie w jakich żyła w Nazarecie, a który to sposób Jej życia wielce pochwalała.

Tymczasem, gdy się nawiedzin tak dla niej pożądanych najmniej spodziewała, tego oto wieczoru kiedy Maryja i Józef stanęli w Hebron, dają Jej znać, że jacyś dalecy podróżni przybyli do jej domu, i widzi wchodzącą do drzwi jej mieszkania Przenajświętszą Pannę. Święta staruszka ucieszyła się na ten widok niezmiernie, a Przenajświętsza Panna podchodzi do niej, ściska najczulej i jako starszą krewną pierwsza pozdrawia, zwyczajem ówczesnym mówiąc: „Pokój niech z tobą będzie”. Stało się, że skoro Przenajświętsza Panna przycisnęła do serca ukochaną krewnę, skoro usłyszała Elżbieta pozdrowienie Maryi, wnet zaszedł cud wielki: oto dziecię będące w łonie Elżbiety w tejże chwili obdarzone zostało pełnym rozumem, a oczyszczone ze skazy grzechu pierworodnego i i uświęcone, poznało, że z Przenajświętszą Panną przybył wtedy i Zbawiciel. I wskutek tego dając znak życia i świętej radości, drgnęło, czyli jak się wyraża Ewangelia, „skoczyło w żywocie matki”. „Uważaj przeto, powiada święty Bonawentura, jakiej potęgi były słowa, którymi Maryja pozdrowiła Elżbietę, kiedy samo ich wyrzeczenie udzieliło jej tak obficie Ducha Świętego. Znać była Ona tak pełną tegoż Ducha, że przez Jej usta napełniał On drugich”. Jakoż, Elżbieta otrzymawszy szczególne oświecenie od Boga, w tejże chwili miała objawionym, że Maryja nosi w łonie Swoim Syna Bożego. Wpadła tedy jakby w zachwycenie, i w najwyższym uniesieniu rzucając się do nóg Przenajświętszej Panny, „zawołała głosem wielkim i rzekła: Błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławion owoc żywota Twego” ten Bóg najdobrotliwszy, który dla zbawienia ludzi przychodzi na świat., Ciebie za Matkę Sobie obrawszy. A potem przez uczucie głębokiej pokory, uznając się niegodną szczęścia jakie ją spotyka w odwiedzinach, które odbiera od Maryi, przydaje: „A skądże mnie to, że przyszła Matka Boga i Pana mego do mnie?”. Czyżem ja godna tak wielkiego szczęścia, takiego zaszczytu, takiej niewymownej łaski? „Albowiem skoro stał się głos pozdrowienia Twego w uszach moich”, łaska Boska dosięgła tą drogą nawet dziecię w łonie moim będące, i „z radości skoczyło dzieciątko w żywocie moim”. I na koniec, widząc w duchu wszystkie szczegóły, jakie zaszły kiedy przy Zwiastowaniu odbyła się tajemnica Wcielenia, przyjęta najżywszą wdzięcznością ku Maryi za to, że Ona dała Swoje przyzwolenie, po które przysłany był do Niej Gabriel, obejmując i całując Jej nogi: „O błogosławionaś” Ty powiada ze łzami rozrzewnienia, „któraś uwierzyła” słowom Boga Ojca przez Archanioła Gabriela do Ciebie przemawiającego. Błogosławionaś Ty od wszystkich i na wieki: albowiem teraz już spełni się sprawa zbawienia rodu ludzkiego, człowiek wykupionym będzie z niewoli szatana, Stwórca się z nim pojedna, i niebo mu otwartym zostanie: „Spełni się to, co Ci jest powiedziano do Pana Boga”. Spełnią się nareszcie wszystkie przepowiednie o przyjściu Mesjasza, którym przez usta Proroków jakby do Ciebie głównie przemawiał tenże Duch Święty, który Ciebie za Matkę Zbawiciela obrał. cdn

Żywot Matki Bożej, przez o. Prokopa Kapucyna, Wilno 1906

Nabożeństwo pierwszych sobót

czytaj dalej

Uroczystości i święta

czytaj dalej

Copyright 2012–2017 Serwis Rycerstwa Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji