Przenajświętsza Panna przenosi się do Nazaretu

Według przyjętego podówczas w narodzie żydowskim zwyczaju, jak to i u nas ma miejsce, małżonkowie po zaręczynach mieszkali osobno, i dopiero później po zawarciu już małżeństwa, co także z wielką uroczystością religijną się odbywało, łączyli się z sobą na zawsze. Po odbytych tedy zaręczynach Przenajświętszej Panny ze świętym Józefem, rodzina Jej zaprowadziła Ją do Nazaretu, gdzie był dom świętego Joachima i świętej Anny, który po ich śmierci stał się Jej własnością, i tam Ją umieszczono. Zaś święty Józef udał się do Betlejem, skąd był rodem i gdzie zwykle przemieszkiwał, aby przygotować wszystko do godów weselnych, które za parę miesięcy miały się odbyć.

Jakkolwiek Maryja całkiem poddana woli Bożej, z równąż chęcią spełniała ją teraz, gdy przychodziło Jej opuszczać Świątynię, jak to uczyniła przed laty jedenaste, gdy przy niej osiadała, - Jednak łatwo sobie wyobrazić, że nie mało kosztować Ją musiało rozstanie się z tym miejscem świętym, cichym, ustronnym, gdzie daleko od świata i od stosunków ludźmi, zatapiała się w Bogu i żyła jakby nie na ziemi. Przy tym, ileż to i jakich łask niebieskich przez czas swego pobytu w Świątyni dostąpiła! A chociaż jak tego rodzaju szczęście najprawdziwsze, tak i wszelkie inne pomyślności, jakie ludzi spotykają, nie do miejsca, gdzie się ich dostąpiło, są przywiązane, lecz od woli i rozporządzenia Stwórcy najwyższego jedynie zawisły, wszelako zwykle tak bywa, że przy oddalaniu się z miejsca, gdzie nam dobrze się działo, bolesnego doznajemy uczucia. Można więc przypuszczać, że i Przenajświętsza Panna doznała smutnego wrażenia, gdy przychodziło Jej opuszczać Świątynie. Uczucia bowiem, które nie są następstwem grzechów lub niedoskonałości ludzkiej, a są jakby przywiązane do natury człowieka, miały przystęp i do niepokalanego serca Maryi. Wszak i Pan Jezus doznał smutku, gdy płakał nad grobem ukochanego przez Niego Łazarza, a także gdy patrząc na Jerozolimę, przewidział, że ona przez nieprzyjaciół Jego ojczyzny zniszczoną będzie. Przeto nie uwłacza to wcale doskonałości i świętości Matki Bożej, że nie bez smutku opuszczała Świątynię tym bardziej, że gdy przy niej umieszczoną została, mogło się Jej zdawać, że pozostanie już tam do śmierci. Tylko ponieważ Przenajświętsza Panna nie mogła ulec żadnej niedoskonałości, a taką by była, gdyby się smutkowi wtedy doznanemu poddała, - więc zaraz zapanowała nad nim. Widząc w swoim wyjściu jakby na świat wolę Bożą, poddała się jej najchętniej, a z doznanego stąd zasmucenia zrobiła miłą Bogu ofiarę. Jak dla Boga zamykała się kiedyś przy Świątyni, tak i teraz dla Boga, dla wypełnienia woli Bożej z niej wychodziła.

Ale gdy komu przychodzi opuszczać ciche ustronie, w którym w sposób wyłączny służyło się Bogu, wtedy prócz smutku i żalu z tego powodu doznanego, doznaje się jeszcze i innego uczucia. Oto dusza bogobojna, pokorna, nie ufająca sobie, a chroniąc się grzechu i wszelkiej szkody na duszy bardziej jak śmierci, doznaje w takim razie wielkiej obawy. Lęka się, czy świat nie uwikła ją w swoje sidła, czy nie zbije z drogi wyższej świątobliwości, czy nie oderwie jej serca od Boga i nie zatopi w nędznych uciechach ziemskich.

Otóż Przenajświętsza Panna opuszczając Świątynię i tej obawy doznała. A dlaczego? Skąd? Jak mogła Ona, Ona ze świętych najświętsza, tego rodzaju obawy doznać? Doznała takowej właśnie dlatego, że była tak święta; bo że nią była w najwyższym stopniu, w najwyższym też stopniu była pokorną, nieufającą Sobie i w najwyższym stopniu miała wstręt do grzechu, a stąd i do świata, który jest grzechów ludzkich najżyźniejszym polem. Wszak Sama powiedziała w objawieniu świętej Elżbiecie ksieni, że poczytywała się za najnędzniejszą istotę, nic z Siebie samej dobrego uczynić niemogącą, i że wszystkie cnoty, które posiadała, nabywała nie inaczej, jak przez gorące modlitwy i ciągłe umartwienia. Słowem, ponieważ podstawą wszelkiej świątobliwości jest pokora, a z niej wypływająca nieufności w sobie samym, więc Maryja, będąc świętszą od najświętszych, musiała taką nieufność w Sobie Samej do Najwyższego stopnia posuwać, a stąd musiała doznać i pewnej obawy, gdy przychodziło Jej opuszczać ustronie święte, w którym się zamknęła i odtąd żyć jakby na świecie.

Lecz, gdy w takich razach podobny rodzaj obawy w każdej duszy świątobliwej jest i uzasadnionym i potrzebnym, Maryja doznała takowej jedynie dla większej zasługi z aktów pokory z której obawa takowa pochodziła i dla naszej nauki. W istocie bowiem, czegoś Ona obawiać się mogła. Prawda, że w Świątyni zażywała wielkiej ciszy i samotności, co każdej duszy ułatwia wznoszenie się do Boga, a wybrańsze ściślej z Nim jednoczy. Lecz ona ciszę i samotność nosiła wewnątrz Siebie, i największa zewnętrzna wrzawa nie mogła oderwać Jej duszy od Boga i przeszkodzić coraz ściślejszemu z nim zjednoczeniu się. W Świątyni otrzymywała nadzwyczajne i coraz wyższe łaski Boskie, w każdej cnocie nabierała wzrostu i coraz milszą stawała się Bogu. Lecz i ze Świątyni wyszedłszy, również wiernie każdej łasce odpowiadając, jak to czyniła zawsze, nie przestanie coraz bardziej wzbogacać Swoją duszę i coraz bardziej rozmiłowywać się w Niej będzie jej niebieski Oblubieniec. W Świątyni modliła się ciągle i bezustannie i przyspieszała modlitwami Swoimi przyjście na świat oczekiwanego Zbawiciela. Lecz i teraz nie przestanie tego czynić, a wywodzi Ją Pan Bóg z ukrycia, w którym dotąd zostawała, aby właśnie uczynić Matką Syna Swojego, którego ma zesłać dla zbawienia ludzi. W Świątyni obcowała z Aniołami, przeznaczonymi na Jej usługi. Lecz gdziekolwiek będzie, oni Jej nie odstąpią; owszem wśród świata żyjącą, tym pilniejszą strażą otoczą, tym z większym poświęceniem służyć Swojej Pani będą. W Świątyni przebywała w miejscu zwanym Sancta-Sanctorum. Lecz gdziekolwiek Ona będzie, już przez to samo będzie to miejsce także święte nad świętymi, bo posiadające istotę po Bogu najświętszą i Bogu milszą nad wszystkie świętości, jakie podówczas były na ziemi, ba i w niebie nawet!

I takim właśnie stał się dom Maryi w Nazarecie, gdy w nim osiadła. Chociaż po rodzicach odziedziczyła znaczny spadek, że jednak podczas pobytu w Świątyni uczyniła ślub ubóstwa, jak o tym dowiadujemy się z tego, co sama powiedziała w objawieniu świętej Brygidzie, więc, stosownie do tego, cały tryb życia według ścisłego ubóstwa urządziła. W tym celu obrała sobie na stałe mieszkanie pokoik najmniejszy i najmniej okazały w całym domu. Wprawdzie nie wyrzekła się posiadania mienia, jak to później uczyniła, gdyż czekała, aż połączywszy się ze świętym Józefem na stałe już razem z nim pożycie, wspólnie z małżonkiem i za jego zgodą, to uczyni. Lecz już zaraz wtedy hojnie wspierała ubogich, i znaczne ofiary posłała do Świątyni, sam a poprzestając na tym, co do zaspokojenia koniecznych potrzeb życia było niezbędnym. Inne dziewice izraelski, gdy zostały zaręczone uroczystymi zaślubinami, przez czas, który poprzedzał ostateczne zawarcie małżeństwa, obracały zwykle na przyrządzenie sobie tak zwanej wyprawy, to jest wykwintniejszych sukien i różnego rodzaju niewieścich strojów, które im na długo po zamężciu miały wystarczać. Lecz Maryja za tak płochym zwyczajem wcale nie poszła. Nie tylko nie zrobiła żadnych wydatków na ubrania, lecz nosiła się jak dotąd najskromniej, o ile mogła bez rażenia drugich dziwactwem, bardzo ubogo, i nie wątpiąc, że Jej tego święty Józef nie wzbroni, postanowiła zachować to na zawsze. Zajęcia też Swoje w tymże duchu ubóstwa urządziła, Sama, obchodząc się ile możności bez sługi pomocy innych, wszystko załatwiając. Obok zaś tego tak wszelkie Swoje domowe zajęcia rozłożyła, żeby każde spełniła dokładnie, lecz oraz tyle mniej więcej miała czasu na ćwiczenia pobożne i modlitwę, ile takowego obracała na to w Świątyni. Że zaś nie wychodziła prawie nigdzie z domu, prócz na obrzędy religijne, a do Niej nikt nie przychodził prócz kilku starszych i bliskich krewnych rzadko Ją nawiedzających, - więc pod pewnym względem w Swojej ubogiej izdebce w domku Nazaretańskim, jeszcze samotniejsze, jeszcze cichsze prowadziła życie, jak gdy przy Świątyni przebywała w licznym gronie innych dziewic, poświęconych Bogu. Tam prowadziła sposób życia podobny do życia zakonnic dzisiejszych, wspólnie mieszkających i razem różnym ćwiczeniom pobożnym się oddających, - w Swojej izdebce w Nazarecie, wiodła żywot jakby pustelnicy, jak najrzadsze z ludźmi mającej stosunki, i bez przerwy z samym Bogiem obcującej.

Tymczasem upłynęło już było blisko dwa miesiące od zaręczyn Przenajświętszej Panny z świętym Józefem, i przybył on do Nazaretu dla zawarcia z Nią związku małżeńskiego i wspólnego zamieszkania w Jej domu. Ślub odbył się ze zwykłą uroczystością i przepisanymi w Starym Zakonie obrzędami; lecz na żądanie Przenajświętszej Panny, na które z chęcią zgodził się i święty Józef, wszystko bez żadnych nadzwyczajnych wystaw, które by większych kosztów wymagały. I w tym bowiem chciała Maryja zachować ubóstwo, a oszczędzone przez to pieniądze rozdać ubogim.

Ojciec Kaniziusz, pisarz kościelny wielkiej powagi, uczenie dowodzi, że majątek, jaki spadał na Przenajświętszą Pannę po Jej rodzicach, był bardzo znaczny, i że większą część jego rozdała na dobrze uczynki. A święty Alfons, idąc za zdaniem wielu Ojców świętych, nie wątpi, że uczyniła ślub ubóstwa, co zresztą sama Matka Boża w objawieniu powiedziała świętej Brygidzie w tych słowach: „ Od lat najmłodszych poślubiła nic nie posiadać nigdy na świecie”. Co się zaś tyczy świętego Józefa, wielu pisarzy kościelnych, o których wzmiankę czyni Ojciec Trombelli w Żywocie Matki Bożej przez niego z najdawniejszych źródeł spisanym, utrzymuje, że posiadał on niewielki mająteczek i ten zachował po zaślubieniu Przenajświętszej Panny, chociaż Ona uczyniła ślub ubóstwa.

Jakoż, skoro osiedli razem, Przenajświętsza Panna oświadczyła Józefowi, że pragnie ubogie życie prowadzić. Przypomniała mu różne ustępy z Pisma Bożego, w których Duch Święty pobudza dusze wybrane do pogardy ziemskimi dostatkami. Zwróciła przy tym jego uwagę i na to, że z tego co Prorocy mówią o Mesjaszu, Właściwie to rozumiejąc, będzie On wielkim miłośnikiem ubóstwa, nie zaś potężnym i zamożnym według świata, jak to wielu z narodu wybranego, nawet uczonych mężów sądziło. Kto więc pragnie miły być Bogu, powinien, ile mu to możliwym jest naśladować Tego, który ma służyć, gdy przyjdzie na świat, za wzór dla wszystkich. Zawiadomiła także małżonka, że uczyniła ślub ubóstwa, i prosiła, żeby go zatwierdził swoją powagą mężowską. Na co gdy się on najchętniej zgodził, poprosiła go w końcu, aby mogła pozbyć się całego mienia, jakie na Nią spadło po rodzicach, i rozdać takowe na dobre uczynki. Przystał i na to mąż święty, i tak się co do tego urządzili: z majątku po rodzicach Przenajświętszej Panny część mała, wystarczająca zaledwie na ubogie utrzymanie, stała się własnością świętego Józefa; z całej zaś reszty tego znacznego mienia, błogosławieni ci małżonkowie jedną połowę złożyli w ofierze na potrzeby Świątyni, a drugą rozdali ubogim. Tym więc sposobem Przenajświętsza Panna zachowywała ubóstwo w sposób, w jaki zachowują je zakonnice. Nie posiadała nic zgoła jako własność osobistą; przestrzegała w każdej rzeczy wielkiego ubóstwa, a wszystkiego, co używała tylko za pozwoleniem świętego Józefa. Był on dla Niej pod tym względem tym, czym są przełożeni w zakonach: był posiadaczem szczupłego mienia, które sobie zostawił, jak na przykład w zakonach nie zakonnik żaden w szczególności, lecz klasztor jego, jest posiadaczem tego, z czego bracia żyją.

Święty Józef tedy pozostał przy swoim zajęciu ciesielskim, i niezwłocznie wziął się do niego. To bowiem, co na utrzymanie Swojej małżonki i własne pozostawił, wymagało, aby jednak i pracą się do tego przykładał, a Przenajświętsza Panna uszczęśliwiona, iż się dostatków ziemskich pozbyła, dalej prowadziła tenże sposób życia odosobniony i bogomyślny, jaki dotąd w Nazarecie wiodła. Zajmowała zawsze Swój mały pokoik, który sobie obrała, skoro tam osiadła; a na drugim rogu domu, święty Józef miał sypialnię i swój warsztat, z którego rzadko kiedy wychodził i na krótko; gdyż podłóg przyjętego podówczas w jego ojczyźnie zwyczaju, wszelkie swoje ciesielskie roboty w domu załatwiał. Dogadzało mu to bardzo, bo i on od lat najmłodszych wysokiej oddany bogomyślności, ciszę i odosobnienie miłował.

Prawdziwie też jakby anielskie, bo jakby dwóch Aniołów bez ciał, było pożycie tych błogosławionych małżonków, oddających się różnym ćwiczeniom pobożnym jak zakonnicy; oderwanych od świata jakby nie na tej ziemi żyjących, a tyle tylko z sobą mających stosunki, że się często razem modlili, razem skromny brali posiłek, razem o Bogu rozmawiali, lub o Nim w Piśmie Świętym czytali.

Gdy wieczorem każde do siebie udawało się na spoczynek, święty Józef, zwykle pracą strudzony, zaraz usypiał; lecz Przenajświętsza Panna, według Swego zwyczaju, długo jeszcze się modliła. A jakie wtedy już nie z ziemskim lecz niebieskim Swoim Oblubieńcem toczyła rozmowy; jak błogosławiona dusza Jej coraz ściślej jednoczyła się z Bogiem i już całkiem z Nim zatapiała; jak coraz wyższe odbierała niebieskie dary; do jakiego stopnia świętości dochodziła, już tego ani ludzki, ani wszystkich Aniołów rozumy pojąć niezdolne. I jaką wtedy stawała się ta przenajświętsza Dziewica, już przedtem tylą i takimi wzbogacana wciąż łaskami, z tego tylko miarkować możemy, że były to chwile bliskie tej chwili, w której do przeczystego Jej łona, za sprawą Ducha Świętego, miał zstąpić z nieba Bóg żywy; już nadchodziła chwila, w której Maryja miała się stać Matką Boga wcielonego.

Żywot Matki Bożej, przez o. Prokopa Kapucyna, Wilno 1906

Nabożeństwo pierwszych sobót

czytaj dalej

Uroczystości i święta

czytaj dalej

Copyright 2012–2017 Serwis Rycerstwa Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji