Przenajświętsza Panna wydaje na świat Syna Bożego (cz. I)

I tak schodził im błogo dzień po dniu, aż nareszcie zbliżył się czas, w którym Syn Boży miał już wyjść na świat. Lecz Pismo Boże w proroctwach przez Samego Ducha Świętego natchnionych zapowiadało, że Mesjasz, czy li Zbawiciel świata miał się narodzić w Betlejem, małym miasteczku ziemi Judzkiej. „Ty Betlejem, powiedział Pan Bóg przez Proroka Micheasza, ziemio Judzka, z żadnej miary nie jesteś biedniejszą pomiędzy księstwami Judzkimi: albowiem z ciebie wynijdzie Wódz, który rządzić będzie ludem moim”. Trzeba więc było, aby Przenajświętsza Panna tam się przeniosła, i tam dopiero wydała na świat Swoje Boskie Dzieciątko.

Znanym było dobrze i Maryi Józefowi to proroctwo; widzieli, że czas porodu Matki Bożej się zbliżał; nie wątpili, że Pan Bóg tak wszystkim pokieruje, żeby się ono sprawdziło; lecz nie domyślali się w jaki sposób to nastąpi, żeby Przenajświętsza Panna wkrótce już Matką być mając, znalazła się w Betlejem o kilka dni drogi od Nazaretu, gdzie przebywali, odległym. Tymczasem Opatrzność najwyższa obmyślała na to środki, używając najpotężniejszego podówczas mocarza tego świata, chociaż on nie wiedział wcale, że służy za narzędzie, ułatwiające sprawdzenie się proroctw o miejscu przyjścia na ziemię Syna Bożego. „I stało się”, pisze Ewangelia świętego Łukasza, „że w one dni”, kiedy już Przenajświętsza Panna miała wydać na świat Zbawiciela, „wyszedł dekret” od Rzymskiego „Cesarza Augusta, aby popisano wszystkie świat”, czyniąc jak najdokładniejsze obliczenie całej ludności państw jemu podległych, które prawie wszystkie kraje wówczas znane zajmowały. „Szli więc wszyscy” mieszkańcy z ziemi Żydowskiej, „każdy do miasta swego” rodzinnego. A że święty Józef był rodem z miasta Betlejem, więc jemu wypadało tam się udać. Dowiedziawszy się tedy o owym rozporządzeniu cesarskim, Maryja i Józef naprzód głęboką cześć oddali Bogu, widząc, że On jakby nadzwyczajnego środka używa, aby szczegóły przepowiedziane o przyjściu Zbawiciela spełniły się najwierniej, a potem wnet się w podróż wybrali.

Cokolwiek czynili, jakąkolwiek sprawę przedsiębrali, wszystko to robili z intencją wykonywania w tym woli Bożej, a więc wszystko spełniali chętnie, wiernie, pilnie, dokładnie, i z tym wewnętrznym spokojem i zadowoleniem, jakiego każdy doznaje, gdy sprawy swoje z taką świętą intencją dokonywa. To też skoro widzieli w czym wolę Bożą, już się na nic nie oglądali i żadnymi przeciwnościami nie zrażali, a przykrości lub trudy stąd doznane, z miłością składali Bogu w ofierze. I w tej więc okoliczności, widząc bardzo wyraźnie wskazaną sobie wolę Bożą, aby się do Betlejem udali, a nawet odgadując i powody, dla których chciał Pan Bóg, aby to nastąpiło, puścili się w tę drogę bez zwłoki, chociaż pora była zimna, działo się to bowiem w grudniu, podróż kilkudniowa, a Maryja brzemienna i już bliska porodu. Przy tym łatwo przypuszczać mogli, ze pomieszczenie się w Betlejem, a zwłaszcza takie, jakiego wymagał stan Przenajświętszej Panny, przy natłoku ludności do spisu zebranej, niełatwym będzie, zwłaszcza dla nich ubogich.

I tę drogę odbyli podobnie jak do Hebronu, gdy Matka Boża nawiedzała świętą Elżbietę. Wzięli z sobą osiołka, z którym i biedni ludzie zwykli w owych krajach podróżować. Lecz tym razem, prócz małego zapasu żywności i kobiecego siodła, którym był objuczony, święty Józef włożył na niego mały żłóbek drewniany, a który własnymi rękami zrobił umyślnie wybierając się w tę podróż. Na drodze bowiem do Betlejem niewiele było domów zajezdnych, a nawet mało i mieszkań; więc uznał potrzebę mieć z sobą taki żłóbek, dla paszenia w nim osiołka, jeśli im pod gołym niebem, w polu lub w górach zatrzymać się na spoczynek wypadnie.

W tej podróży święty Józef z kilku powodów jeszcze większą troskliwością otaczał Przenajświętszą Pannę, aniżeli w ich podróży do domu Zachariasza przed kilku miesiącami odbytej. Bo naprzód nakazywał to stan, w jakim była wtedy Matka Boża już bliska porodu, i po wtóre pora zimowa, wymagająca pewnych ostrożności. A prócz tego, gdy się udawał z Nią dla nawiedzenia Elżbiety, nie wiedział jeszcze, że w łonie Swoim nosi Ona Syna Bożego; teraz zaś zawiadomiony o tajemnicy Wcielenia, dobrze już rozumiał, kto to jego pieczy, straży i opiece był przez Opatrzność najwyższą poruczonym, i pojmował jak uroczysta była ta chwila. Wiedział, że Maryja udaje się z rozporządzenia Boskiego do Betlejem, dla porodzenia tam Jezusa. O! Jakże więc czuwał nad Nią. Już tym razem całą drogę wiózł Przenajświętszą Pannę na osiołku, a pragnął każdym jego stąpaniem kierować, żeby było lekkim dla siedzącej na nim, pewnym i zręcznym w niebezpieczniejszych miejscach na górach lub na skalistym gruncie, a wszędzie takim, żeby i opieszałością nie przedłużało niepotrzebnie podróży, a znowu zbytnim pośpiechem nie utrudzało jadącej. A przy tym gorąco się modlił prosząc Boga, aby porę powietrza taką raczył dać na czas ich podróży, żeby i z tej strony Przenajświętsza Panna jak najmniej miała przykrości i trudności do zniesienia.

W Ziemi Świętej, gdzie się to działo, zima nie jest tak ostrą jak u nas. Podobną jest bardzo do naszej jesieni. Miewa dni pochmurne, mgliste, dżdżyste, ale też bywają podczas niej i dni jasne, słoneczne, podobne do naszych pięknych i pogodnych dni jesiennych, które niekiedy są milsze i powabniejsze od najpiękniejszych wiosennych i letnich. Pod wschodnim zaś niebem, gdzie leży Palestyna, czyi Ziemia Święta, a wówczas Żydowska, piękne dni zimowe są bez wątpienia najmilsze z dni całego roku; nie dokuczają bowiem zbytecznie gorącem jak w lecie, a nawet i na wiosnę, a roztaczają nad ziemią widnokrąg tak jasny i lazurowy jakiego my tu wyobrażenia nie mamy.

Otóż, gdy nasi błogosławieni podróżni wyruszali w drogę z Nazaretu, czas nie był pogodny. Dzień był pochmurnym mglisty nawet, jakby przedstawiający stan świata przed okazaniem się Zbawiciela. Lecz w miarę jak odbywali tę drogę swoją, która trwała około dni czterech, wyobrażających znowu cztery tysiące lat, przez które oczekiwano Mesjasza, niebo się rozjaśniło. W ostatnim zaś dniu, w którym już mieli stanąć w Betlejem, gdzie następnej nocy miał się narodzić Pan Jezus, zaświtała pogoda najpiękniejsza. Gdy tedy około południa przybyli do miasta, do którego zdążali, słońce w całym blasku przyświecało, i był to dzień tak jasny, piękny, pogodny, oraz umiarkowanie ciepły, jak równie pięknego i w naturze nawet odkąd człowiek z raju wypędzony został, chyba nie było. Zaćmiło się słońce zaćmieniem nienaturalnym, gdy Zbawiciel konał na krzyżu, zabłysło podobnież przedziwnie jasno w dniu, w którym miał się narodzić. Czy zauważyła to Maryja? Nie wiadomo; ale to pewne, ze dusza Jej z każdej piękności natury biorąca pochop do podnoszenia myśli do źródła wszelkiego piękna, na widok tak uroczego dnia w naturze widzialnej tym silniej zachwycała się pięknością niewidzialnego Boga, tejże natury Stworzyciela i wszelkiego jaj powabu najwyższego Dawcy, a którego przy schyłku dnia tegoż, w naturze ludzkiej widzialnej wydać miała światu.

W miarę jak zbliżali się do Betlejem, już miarkować mogli, że miasteczko to zastaną przepełnione przybyłą do spisu nakazanego przez Cesarza ludnością, gdyż widzieli zewsząd dążących tam w tym celu. Gdy zaś weszli w mury jego, udali się wprost do domu zajezdnego, który dość był obszerny, ale tylko jeden w tej mieścinie się znajdował. Święty Józef pozostawił Przenajświętszą Pannę w dziedzińcu, a sam poszedł do gospodarza, prosić i najszczuplejsze mieszkanie z dwóch pokoików złożone i najmniej drogie. Lecz mu oświadczono, że już żadnego wolnego nie było, i odprawiono z niczym. Zafrasowało go to bardzo; zawiadomił o tym ze smutkiem Przenajświętszą Pannę, lecz Ona go uspokajała upewniając, że Opatrzność nie pozostawi ich bez przytułku, i że jak ich Pan Bóg przyprowadził na to miejsce dla Swoich szczególnych widoków, tak obmyśli dla nich i odpowiednie pomieszczenie.

Tymczasem nadchodził już wieczór, a dnia tego chciał Józef załatwić się z wpisem, i przed zapadnięciem nocy wyszukać przytułku. Naprzód więc udał się do urzędu, i tam złożywszy należny podatek, zaraz wszystko ukończył; lecz z wynalezieniem pomieszkania trudno mu poszło. Miał i krewnych i znajomych w Betlejem, nie znalazłszy tedy pomieszczenia w gospodzie, do jednego z takich się udał. Wszakże i tam już inni krewni, którzy wprzód przybyli do spisu, zajęli co było wolniejszego mieszkania. To samo spotkało go i u drugiego. Widząc przeto, że już w samym mieście mieszkania nie znajdzie, udał się z Przenajświętszą Panną za bramy miejskie, chcąc w której z chatek wieśniaczych blisko tam będących, znaleźć jaki kącik. Zaraz za bramą, którą wyszli, ujrzeli niewielką jaskinię, służącą za stajenkę dla bydląt domowych, gdyż takie jaskinie w tamtym kraju są tym, czym u nas chlewki albo szopki na cielęta, owce, albo też i woły. A już i noc zapadała, a noc nadzwyczaj pogodna, cicha, nie bardzo zimna; więc Przenajświętsza Panna zwróciła uwagę świętego Józefa, ze zamiast szukania jeszcze dłużej przytułku, którego może i w chatach wieśniaczych nie znajdą, czy nie lepiej zrobią, w tej stajence się umieszczając na tę noc przynajmniej. Święty Józef wiedząc, jak dalece Przenajświętsza Panna przyzwyczajona jest do niewygód, zresztą i sam wątpiąc, czy gdzie indziej znajdą pomieszczenie, gdy wiele zapłacić nie mogli, a właściciele domów z powodu licznego zjazdu obcych przybyszów bardzo drożyli, przystał na Jej żądanie, i weszli do jaskini. Była to stajenka dość obszerna, jak na stajenkę schludna, i znaleźli w niej tylko jednego leżącego a ślicznego wołka, który na ich przyjście podniósł się, wsunął w jeden z kątów i mile się przypatrywał, jakby rad z gości, którzy do jego mieszkania przybyli.

I tam roztasowali się nasi kochani podróżni. Noc była nadzwyczaj jasna, księżyc w pełni przyświecał. W stajence znajdowały się dwa wielkie otwory, niby okna, bo nawet zakratowane. Dość w niej było widno. Święty Józef zdjął siodło z osiołka, położył je na ziemi oparłszy o słup tam będący tak, żeby o ile możności za wygodne siedzenie służyć mogło, i umieścił na nim Przenajświętszą Pannę. Potem z derki dość dużej, która w kilkoro złożona leżała na osiołku pod siodłem, urządził rodzaj opony czyli firanki, albo jakby parawana, zawieszając ją między słupem z ścianą, tak że za nią zrobiła się niby osobna izdebka. Tam rozesłał najmiększe siano, z tego niewiela, które znalazł w tej stajence porozrzucane, przygotowując posłanie dla Przenajświętszej Panny, a żłóbek, który miał z sobą, postawił obok, żeby w nim złożyła podróżną wierzchnią odzież, gdy się udawać będzie na spoczynek. Maryja z pełnym słodyczy i łaskawości uśmiechem, patrzała na to miłościwe krzątanie się Józefa około Jej wygód; podziękowała mu za nie uprzejmie, a gdy on dobywał różne rzeczy będące w małym tłumoczku, który mieli z sobą, pokazała mu niewielką paczkę starannie owiniętą w kolorową materię, i poprosiła żeby to w żłobek włożył, co on zaraz uczynił, nie wiedząc, że to były pieluszki przygotowane przez Nią, dla mającego się narodzić Jezuska. cdn

Żywot Matki Bożej, przez o. Prokopa Kapucyna, Wilno 1906

Nabożeństwo pierwszych sobót

czytaj dalej

Uroczystości i święta

czytaj dalej

Copyright 2012–2017 Serwis Rycerstwa Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji