Przenajświętsza Panna wydaje na świat Syna Bożego (cz. II)

Gdy wszystko jak mógł przyrządził w tym kąciku stajenki, Przenajświętsza Panna znowu dziękując mu najserdeczniej, poszła za zasłonę, a on obrał sobie miejsce do spoczynku w drugim rogu jaskini, obok swego osiołka i wołka tam będącego. Wszakże chociaż już późno było, bo północ się zbliżała, nie zaraz udał się na spoczynek, chcąc się jeszcze pomodlić, na co w dniu tym, zajęty odo południa szukaniem mieszkania i załatwianiem się z wpisem w urzędzie, mało miał czasu. Że zaś lubił modlić się na dworze, zwłaszcza w porze nocnej, więc wyszedł przed jaskinię; a gdy podnosząc serce do Boga, wzniósł oczy w niebo, uderzyło go to, że cały widnokrąg był tak czystym i jasnym, jak go nigdy nie widział. Gwiazdy, które wszystkie policzyć można było, gdyż najmniejsza chmurka nigdzie ich ni zakrywała, iskrzyły się jakby niezwykłym blaskiem, a księżyc tak go bił w oczy, że jakby nad słońcem nie mógł nad nim wzroku utrzymać. Zadziwił go bardzo ten widok jakby radującego i świętującego widzialnego nieba, a budząc w nim tym żywsze uczucie uwielbiania najwyższego Stwórcy tylu pięknych światów, pobudził i do tym gorętszej i dłuższej modlitwy. Trwał też na niej przeszło godzinę i już nadeszła była północ, kiedy nagle widzi w dali nadzwyczajną światłość, silniejszy od słońca blask wydającą, spuszczającą się na pole Betlejemskie, gdzie, jak się potem dowiedział, pasterze około trzód swoich czuwali, i usłyszał w dali Aniołów śpiewających: „Chwałą na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli”. Przy tym uczuł się przejęty uczuciem tak wielkiej wewnętrznej pociechy, tak błogiego właśnie tego „pokoju”, który słyszał zapowiadany ludziom, jakich nigdy jeszcze w stopniu podobnym nie doznawał. Wzruszony więc tym wszystkim nad wszelki wyraz, wraca do wnętrza stajenki, już to z zamiarem zbudzenia Przenajświętszej Panny jeśli spoczywa, aby i Ona ujrzała to zjawisko na które patrzał, już pod wpływem wewnętrznego natchnienia, żeby szedł do Niej.

Wchodzi tedy, a zaraz na wstępie podobnaż, a jeszcze jaśniejsza jak nad polami Betlejemskimi światłość go uderza, wychodząca spoza zasłony przez niego urządzonej, za którą znajdowała się Przenajświętsza Panna, i słyszy Ją wzywającą go do Siebie. Przybliża się i widzi Ją klęczącą przy żłóbku, w którym już owinięte Jej rękami w białe jak śnieg pieluszki, leżało na sianku Boskie Dzieciątko. Bo „stało się”, są słowa Ewangelii, „gdy tam byli, że wypełniły się dni” brzemienności „przenajświętszej Panny”, i nadszedł czas, aby porodziła. „I porodziła Syna Swojego pierworodnego; a owinęła Go w pieluszki, i położyła Go w żłóbku dlatego, iż miejsca im nie było w gospodzie”.

W objawieniach świętej Brygidy sama Matka Boża tak mówiła jej o przyjściu na świat Zbawiciela: „Gdy rodził się ze mnie Syn Boży, wyszedł z dziewiczego łona Mojego bez naruszenia dziewictwa. Wydałam Go na świat klęcząca na modlitwie w stajence, o! opływałam wtedy w takie pociechy wewnętrzne, dusza Moja tak zatopiona była w Bogu, i takim niebieskim weselem przepełniona, że najmniejszego stąd nie doznałam utrudzenia, żadnego zgoła cierpienia. I zaraz owinęłam Go w pieluszki, dawno przeze mnie przygotowane”. Bo jak słońce przechodzi przez jasny kryształ, powiada święty Bazyli, najmniejszej w nim szczerby nie robiąc, a tylko blaskiem go swoim napełnia tak Syn Boży wyszedł z dziewiczego łona Matki, nie tylko dziewictwa Jej nie naruszając, lecz jeszcze więcej Ją uświęcają. A także w objawieniach świętej Brygidy powiedział jaj Anioł: „Jak przy Zwiastowaniu, gdy Syn Boży wcielał się za sprawą Ducha Świętego, nie w jedną część ciała przenajświętszej Panny On wstąpił, lecz przez całe Jej ciało wlał się w Jej dziewicze łono, z najczystszych kropelek krwi Jej kształcąc Sobie ciało ludzkie, - tak podobnież, gdy się z Niej rodził z człowieczeństwem i Bóstwem, jak woń z róży wychodząca, która bynajmniej świeżości jej kwiatu nie narusza, tak i On przez całe Jej ciało jakby wysączony został, kwiatu Jej dziewictwa nie naruszając.

Święty Grzegorz Niseński pisze, że skoro Boskie Dzieciątko wyszło na świat, Anieli otaczający Przenajświętszą Pannę złożyli Je na Jej ręce, a w tejże chwili, przydaje Korneliusz a Lapide, wszyscy Aniołowie przybyli z nieba dla pokłonienia się Panu swemu na ziemię zstępującemu, i najgłębszą cześć oddali nowo narodzonemu Dziecięciu, a Bogu odwiecznemu. To im bowiem Sam Bóg Ojciec przykazał, według tych słów świętego Pawła Apostoła: „A gdy zaś wprowadza pierworodnego Syna na okrąg ziemi, mówi: A niech Mu się kłaniają wszyscy Anieli Bozi”. To też wtedy stajenka Betlejemska zamieniła się w niebo empiryjskie, jako pełna Aniołów, Cherubinów i Serafinów wszystkich, którzy opuściwszy górne siedziby, zstąpili na to miejsce dla wielbienia Boga swego, stającego się człowiekiem. Sprawa bowiem wcielenia i narodzenia się Syna Bożego, obudzała w nich największe podziwienie i uwielbienie, jako najwyższe dzieło Boskiej potęgi, mądrości, sprawiedliwości i miłosierdzia, przechodzące i ludzkie i Aniołów pojęcie.

Pisze wielebny Beda, że skoro Anieli złożyli malutkiego Jezusa na ręce Maryi, w tejże chwili ze skały stanowiącej jedną ze skał stajenki, a tuż obok żłóbka, wytrysnęło źródło najczystsze wody. Nie zachodziła jednak żadna potrzeba kąpania nowo narodzonego Jezusa, jak się to czyni z każdym dziecięciem zaraz po jego przyjściu na świat. Lecz Przenajświętsza Panna ujrzawszy źródło cudownie wytryskujące, zrozumiała, przez natchnienie, jakie wtedy odebrała od Ducha Świętego, że w pielęgnowaniu Swego Boskiego Dzieciątka ma zachować się tak, jak zwykle najtroskliwsze matki. Obmyła więc całe Jego ciałko, otarła białą zasłoną, którą miała na głowie, ucałowała nóżki jako Boga prawdziwego, rączki, które do Niej wyciągał, jako Pana najwyższego, a twarzyczkę jako Syna Swego i przycisnęła do serca, z miłością wyższą nad miłość wszystkich Serafinów; a wtedy dopiero owinąwszy w pieluszki, złożyła Go w żłobku. Potem uklękła przed Nim, i oddając mu cześć najgłębszą, rzekła: „Dzięki Ci składam Ojcze przedwieczny, któryś mi dał Syna własnego, i cześć najgłębszą oddaję Tobie Boże wiekuisty i Tobie Synu Boga Żywego, a i Mój Synu”. A słysząc, ż wtedy właśnie wchodził do stajenki Józef: „Pójdź drogi małżonku mój, rzekła do niego, pójdź oddać cześć Bogu-Dzieciatku, które dopiero co narodziło się w tej stajence. Podziwiaj Jego piękność. Patrz jak w tym żłobeczku, na tym sianku, złożony Król nieba i ziemi. Patrz, jak drży od zimna Ten, który jest i będzie na wieki weselem nieba całego”. Wtedy Józef i klęknąwszy, i słodkie łzy lejąc od wzruszenia, „Cześć Ci najgłębszą oddaję, powiedział, cześć Ci oddaję, Panie mój i Boże! O, jakiegoż szczęścia dajesz mi dostępować, gdy ja, po Maryi przeczystej małżonce mojej, pierwszy widzę Cię narodzonym w ciele ludzkim, i poznaję, że chcesz na ziemi uchodzić za Syna mojego i tak być przez ludzi nazywanym. Pozwól więc, aby i jak tym imieniem Cię nazwał, i żebym już teraz powiedział do Ciebie: Boże mój i Synu mój, cały poświęcam się Tobie. Odtąd życie moje już nie do mnie, lecz do Ciebie całkiem należeć będzie. Poświęcę je najzupełniej i jedynie na służbę Twoją, o! najwyższy Panie. Po czym Józef przysunął do żłóbka siodło i zdjął z niego poduszkę sierścią wysłaną aby na niej usiadła Przenajświętsza Panna. Co też uczyniła, i mając łokieć oparty o siodło, wpatrywała się całym sercem w najdroższego Syna Swojego.

I w ten sposób Maryja i Józef uwielbiali Boga wcielonego, rozpływając się w aktach czci i wdzięczności, a całe niebo zdumione niepojętą miłością, która Go do tego przywiodła, podziwiało też i niepojętą godność Tej, która Go na świat wydała, która wtedy już w oczach wszystkich duchów niebieskich okazała się Boga Rodzicielką, Matką Zbawiciela świata, a więc po Bogu istotą najwyższą, po Nim najświętszą, a więc po czci Stwórcy należnej czci najgłębszej godną.

Ale już teżi ku dniowi się miało, a po nocy tak pięknej, jasnej, gwiaździstej i cichej, jakiej nigdy jeszcze oko ludzkie nie widziało, świtać zaczynał i ranek, nad wszystkie ranki jak na ziemi tak i na niebie najpiękniejszy. A gdy na Maryję pierwsze promienie wschodzącego słońca padły, jaką wtedy okazała się Ona otoczona światłością, jaką nową pięknością powagi macierzyńskiej zajaśniała, któż to rozumem i wyobraźnią ludzką ogarnie? Gdyby nie to, ze w dniu tym słońcu ani za najlżejszą chmurką nie wolno było skryć się, byłoby chyba schowało świetlną tarczę swoją, czując, że blask jej przy blasku Macierzyństwa Boskiego, jakim promieniała Maryja, znikała zupełnie i jakby nocą się wydała. Wprawdzie tego w Niej żadne oko ludzkie wtedy widzieć nie mogło, gdyż znieść by nie mogło. Ale wszyscy Aniołowie, wszystkie duchy niebieskie upadły już wtedy zaraz na twarze przed Swoją Królową, bo Aniołom i Duchom niebieskim dano było w tej chwili wiedzieć Ją taką, jaką była w istocie w oczach Boga, jaką się stać musiała, stając się Rodzicielką Boga wcielonego. W i święty Józef, gdy na Nią spojrzał, zdało Mu się, że widzi przed sobą nie ziemską istotę, i, jak święty Dionizy Areopagita pisał o sobie, gdyby nie to, że go wiara uczyła, iż Bóg jest tylko jeden, byłby Ją wziął za Bóstwo.

Ona też bóstwem nie była, i lepiej jak ktokolwiek o tym wiedziała; a stąd jak zawsze pełna pokory, tak i wtedy gdy wydała Boga na świat, skoro dzień zaczął sięrobić, zaczęła się krzątaćw stajence, w tym swoim ubogim mieszkaniu, żeby je najschludniejszym uczynić, i najmniej dolegliwym dla Boskiego Dzieciątka. Lecz nie pozwolił Jej na to Józef; poprosił aby się od żłóbka nie oddalała, i sam pouprzątał siano porozrzucane, i oczyścił, o ile można było, ubogą stajenkę. A gdy kończył, patrzy, a oto wchodzi do niej trzech pasterzy. Wnosząc, iż są to właściciele stajenki, zbliżył się do nich i chciał pokornie wytłumaczyć z jakich powodów znajdował się tam z Maryją i jej dziecięciem. Lecz oni mu oświadczyli, przybyli dlatego, że zostali cudownie zawiadomieni, iż Zbawiciel oczekiwany dopiero co się w tej szopce narodził.

Oto jest bowiem co z nimi zaszło: na polach Betlejemskich niedaleko od tej stajenki, a na miejscu, gdzie właśnie Józef, gdy się modlił, ujrzał był wielką światłość z nieba zstępującą, czuwali oni strzegąc swej trzody, która pasła się w polu. W tej bowiem ciepłej krainie i zimą bydło żywi się na pastwiskach. Byli to ludzie ubodzy a bardzo pobożni, zwłaszcza odkąd odbyli pielgrzymkę na górę Karmelu, gdzie od czasów świętego Eliasza Proroka, pustelnicy według przepisów przez niego im zostawionych żyjący, wysokiej oddawali się bogomyślności. Od nich dowiedzieli się pomiędzy innymi, że wielki ich Patriarcha miał razu pewnego cudowne widzenie, w którym w kształcie prześlicznego obłoku okazała mu się przyszła Matka Zbawiciela świata. Odtąd często o Niej myśleli, o Niej rozmawiali, a szczególną czcią ku tak błogosławionej niewieście byli przejęci. I tej nocy, o której mowa, zebrawszy się razem, gdy czuwali przy swoich trzodach, o Niej właśnie rozmawiali, przenosząc się wyobraźnią do tych szczęśliwych czasów, kiedy już Zbawiciel przyjdzie na świat i wzdychając do tej chwili. cdn

Żywot Matki Bożej, przez o. Prokopa Kapucyna, Wilno 1906

Nabożeństwo pierwszych sobót

czytaj dalej

Uroczystości i święta

czytaj dalej

Copyright 2012–2017 Serwis Rycerstwa Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji