Rodziców Przenajświętszej Panny spotyka wielkie utrapienie

Wszakże, spodobało się Bogu Najwyższemu, te najmilsze mu dusze niemałym dotknąć, wypróbować i uświęcić strapieniem. W narodzie wybranym, który miał od Boga zapewnienie, z łona jego powstanie Mesjasz czyli Zbawiciel świata, małżonkowie niemający dzieci byli w wielkiej pogardzie. Już bowiem przez to wyraźnie się okazywało, że ani z nich, ani z ich pokolenia, którego mieć nie mogli, nie narodzi się odkupiciel. Stąd niepłodność ściągnęła na stadło małżeńskie rodzaj sromoty i hańby, a nawet poczytywaną była za znak nie błogosławieństwa Boskiego. Tym więc to dotkliwszym się stawało jeśli rodzice bezdzietni byli pobożniejsi, gdyż tacy właśnie lepiej od innych oceniali niewymowne szczęście posiadania w rodzie swoim Mesjasza. Otóż, takim nie błogosławieństwem Boskim, za jakie to wówczas poczytywano, dotkniętym było małżeńskie stadło tych dwojga dusz świętych. Boleli oni nad tym bardzo; lecz właśnie, że były to dusze święte, poddawali się dopuszczeniu Bożemu z największą pokorą, chociaż im dalej zapuszczali się w lata, tym mniej mogli mieć nadziei, aby ich Pan Bóg w tym ciężkim smutku pocieszyć raczył. Przyszło też i do tego, że według zwykłych praw natury, w żaden sposób nie mogli spodziewać się potomstwa. Blisko lat już pięćdziesiąt żyli ze sobą bezdzietnie, i oboje po przeszło lat sześćdziesiąt mieli.  A jednak Bóg dobry miał w tym swoje szczególne widoki. Chciał, aby Ta, która cudem na cudami miała porodzić w dziewictwie, Sama jakby nie bez cudu przyszła na ten świat, rodząc się z podeszłych i już prawie zgrzybiałych rodziców. I prócz tego, ponieważ w zwykłym biegu rzeczy, wszelkie łaski dobrodziejstwa Swojego nie zlewa na nas Pan Bóg inaczej, jak wskutek modlitw naszych, więc chciał, aby ta wielka łaska, jakiej mieli dostąpić święty Joachim i święta Anna, stając się rodzicami Przenajświętszej Panny, nie spłynęła na nich inaczej, jak po gorących i wytrwałych ich o to modlitwach. I do tego w następujący sposób pobudzić ich raczył.

W narodzie Izraelskim był zwyczaj, że gdy w dni uroczyste schodzili się wierni wyznawczy Starego Zakonu do świątyni, sami składali na Ołtarzu, przy którym stał kapłan, ofiarę kościelną, na jaką się kto zdobywał. A że święty Joachim był jednym z najstarszych wiekiem, jak i jednym z najznakomitszych i najbardziej poważanych Izraelitów, a przy tym zawsze najhojniejsze czynił datki, więc zwykle on pierwszy składał swoją ofiarę. Zdarzyło się razu pewnego, że gdy Świątyni a pełna była przybyłych na nabożeństwo, a Joachim pierwszy przystąpił z ofiarą do Ołtarza, kapłan przy nim stojący nazwiskiem Isachar, powodowany jakąś ku niemu niechęcią, odtrącił go od Ołtarza. I nie dość na tym, na głos obelżywymi znieważył go słowami: „Odejdź stąd starcze - zawołał — nie godzi się bowiem, abyś pierwsze zajmował w świątyni miejsce ty, na którego stadle małżeńskim ciąży sromot niepłodności; z tego powodu tyś tu ostatnim”.

Święty starzec struchlał od wstydu, a postępek tego kapłana wszystkich oburzył, bo Joachim był w wielkim i powszechnym poważaniu. Lecz on odszedł spokojnie, szanując miejsce święte i urząd dostojnika kościelnego, a jako święty, pokornie i spokojnie poddał się tak ciężko dotkliwemu dla niego dopuszczeniu Bożemu. Nie wyszedł nawet ze świątyni, jakby to kto inny uczynił doznawszy tak wielkiej zniewagi. Usunął się w głąb tłumu i jak zwykle gorąco się modlił.

U żydów, jak i teraz tak i wówczas, w Świątyni mężczyźni w jednym zbierali się miejscu, a kobiety osobno. Święta Anna przez to nie była świadkiem tego, co jej męża spotkało. Skoro tedy nabożeństwo się skończyło, święty Joachim śpiesznie wyszedł, żeby nie od kogo innego tylko od niego samego dowiedziała się żona o wielkiej obeldze, jaką im obojgu publicznie zadano. Chciał on przygotować ją do tego i uchronić od tym większego upokorzenia, jeśli się o zdarzeniu od obcych, a może i nieprzychylnych ust dowie. Ale jakkolwiek bardzo prędko spotkał się małżonką, znalazł ją już zawiadomioną o wszystkim. Są bowiem ludzie, którzy szczególne upodobanie mają przykre wiadomości co prędzej udzielać tym, dla których są one najboleśniejszymi i właśnie jedna to z tego rodzaju osób już świętej Annie odpowiedziała, co z mężem jej zaszło w Świątyni. 

Jak i ją boleśnie to dotknęło łatwo sobie wyobrazić, bo dla serc szlachetnych i prawdziwie przywiązanych, zwykle dotkliwszą jest zniewaga odebrana przez osobę im drogą, aniżeli gdyby jej sami doznali. Przy tym niepłodność małżeństwa, w pospolitym mniemaniu, więcej żonie jak mężowi przypisywaną bywa, więc i z tego powodu święta Anna ledwie że nie więcej od świętego Joachima znieważoną została. Bardzo więc zasmuceni, ciężko strapieni wrócili przezacni staruszkowie do domu, gdzie jak zawsze, a zwłaszcza w dzień większej uroczystości religijnej, zastali mnóstwo ubogich czekających na jałmużnę, którą im zwykli byli sami rozdawać. Pomimo atoli nadzwyczaj bolesnego wrażenia, pod jakim zostawali, nie odprawili ich z niczym, ani się wyręczyli przez sługi w udzielaniu im wsparcia, tylko, oboje tym razem jeszcze hojniejszą jak zwykle obdarzyli każdego jałmużną. Jednak, wszyscy ubodzy poznali po ich obliczu, że coś bardzo smutnego spotkać ich musiało; a jedna z kobiet, mająca przy sobie kilkoro dzieci, gdy święta Anna zbliżyła się do niej z datkiem, spostrzegłszy łzy w jej oczach, zawołała z serdecznym współczuciem: „Państwo drodzy, nie smućcie się, takich jak wy ludzi Bóg najwyższy bez rychłej pociechy nie zostawi”. Święta Anna nic na to nie odpowiedziała, lecz widząc przy niej dzieci, tym żywiej poczuła, że sama ich nie ma, i jeszcze sowiciej jak innych tę matkę szczęśliwszą pod tym względem od niej, wsparła. 

Znalazłszy się nareszcie sam na sam, błogosławieni małżonkowie rzewnie się rozpłakali i ani jednemu ani drugiemu nie przychodziło na myśl żadne słowo, którym by się nawzajem pocieszyć mogli. Niegdyś, gdy mniej w lata byli posunięci, często gorące zanosili do boa prośby, aby w nich sromotę niepłodności małżeńskiej zdjąć raczył. Lecz teraz w tak już podeszłym wieku będąc, czyż mogli domagać się tego? Jednak, gdy przez czas pewien zatopieni byli w boleści wielkiej, nagle oboje uczuli się ożywieni jakby nie byli w boleści wielkiej, nagle oboje poczuli się ożywieni jakby jakąś otuchą, z której sobie sprawy zdać nie umieli, i silnie pobudzeni zostali przez Ducha Świętego, aby i nie zważając na małżeństwa swojego niepłodność tyloletnią i na wiek bardzo podeszły, jęli się świętego oręża modlitwy i nią do Boga najwyższego całym sercem wołali, prosząc Go o potomstwo. Poszli tedy za takim natchnieniem, nie rozbierając go rozumem ludzkim, bo duszach świętych gdy Pan Bóg działa, zaraz je też i łaską swoją lepiej jak przyrodzonym rozumem oświeca, i do posłuszeństwa ku swoim natchnieniom nakłania. Że zaś tym razem silniej jak kiedykolwiek czuli się pobudzonymi do błagania Boga, aby zdjąć z nich raczył sromotę, na którą boleli, więc oto jak sobie postąpili: Święty Joachim udał się na jedną z samotnych gór, znajdujących się w jego posiadłościach, na których pasły się liczne trzody, i tam na całe dni czterdzieści zamknął się w jaskini, nie przypuszczając do siebie nikogo, poszcząc jak najściślej, a ciągle trwając na gorącej modlitwie. Zaś święta Anna, podobnie usuwając się od wszelkiego stosunku z ludźmi, urządziła sobie w ogrodzie samotnię, i w niej przez ten czas, w którym mąż jej oddawał się modlitwie na górze, ona podobnie jak on poszcząc, a dzień i noc zalewając się łzami błagała Boga wszelkiej pociechy dawcę, aby i ich w strapieniu, w jakim zostawali, pocieszyć raczył. 

I któż potrafi powtórzyć to, co te dwie błogosławione dusze przez te dni czterdzieści wypowiedziały przed Bogiem, bezustannie rozpływając się przed Nim w błagalnych i rzewnych wołaniach. Święty German Arcybiskup Carogrodzki przypuszcza, że w tych słowach modlili się do Boga: „O! Panie! Panie! Który w strapieniu będące dusze litościwie wysłuchujesz, dlaczegoś nas tak odróżnił od przodków naszych? Dlaczego uczyniłeś nas urągowiskiem rodu naszego i przedmiotem pośmiewiska i pokoleniu naszym? Dlaczegoś dotknął nas nie błogosławieństwem Twoim, które Prorok zapowiada małżeństwom bezdzietnym? Dlaczego stało się, że dary nasze odrzuconymi zostały za to, żeśmy niepłodni? Dlaczego przyszło do tego, że nami sąsiedzi pogardzają i słudzy się z nas naśmiewają? Wejrzyj na nas Panie! Zmiłuj się nad nami o! Boże święty! Nie pozostawiaj nas pośledniejszymi od zwierząt ziemskich i ptaków powietrznych i ryb morskich, które przecież cieszą się potomstwem. O! Panie, niechże nie wydajemy się gorszymi od zwierząt, my, którzyśmy na obraz i podobieństwo Twoje stworzeni. Panie! Panie, zmiłuj się; obdarz nas potomstwem”. I do takich gorących modlitw przydali i ślub, którym zobowiązywali się dziecię, jeśli nim raczy ich Pan Bóg obdarzyć, zaofiarować Mu na wyłączną służbę w świątyni.  

Żywot Matki Bożej, przez o. Prokopa Kapucyna, Wilno 1906

Nabożeństwo pierwszych sobót

czytaj dalej

Uroczystości i święta

czytaj dalej

Copyright 2012–2017 Serwis Rycerstwa Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji