Skutki Macierzyństwa Boskiego w Przenajświętszej Pannie (cz. I)

Skoro po wyrzeczeniu do Anioła tych słów przez Przenajświętszą Pannę: „Niech mi się stanie według słowa Twego”, Słowo ciałem się stało, to jest, skoro w dziewiczym łonie Syn Boży stał się człowiekiem, niezliczone mnóstwo duchów niebieskich, a między nimi najwięcej Serafinów, zleciawszy z nieba otoczyło Przenajświętszą Dziewicę, składając hołdy Bogu w Jej łonie zamkniętemu. A i Ona Sama, jak tylko poznała, że w dziewiczym łonie poczęła dziecię, zanim rozpłynęła się w uczuciach macierzyńskich, wprzód jeszcze według Swego zwyczaju, poniżając się w aktach najgłębszej pokory, zaraz oddała najgłębszą cześć Bogu, który się w niej zamknął, a dopiero potem doznała pociechy z tego, że została matką. I od tej chwili te dwa najwyższe i najsilniejsze i najświętsze uczucia, jakie mogą ożywiać serce ludzkie, to jest, uczucie miłości duszy do Boga Swego, i matki do swego dziecięcia, w sercu Maryi już się nie rozdzielały nigdy, bo tych obydwóch uczuć jeden i tenże sam był przedmiot. Bóg stał się Jej dzieckiem, a dziecię Jej, było Jej Bogiem! Któż więc pojąć potrafi jakiej siły musiały być obie te w Niej miłości! Najświętsza z najświętszych, zawsze miłowała Boga tak, jak żadna dusza najbardziej Boga miłująca miłować Go nie mogła; miłowała silniej i doskonalej jak wszyscy Serafinowie, a cóż dopiero, gdy do tej miłości pobudzał Ją i tak wielki powód wdzięczności, jaki był dla Niej ten, że Bóg Ją wybrał Sobie za Matkę. Gdyby Syn Boży wcielił się był w łonie innej zwykłej niewiasty, byłaby Go Maryja miłowała jeszcze silniej i doskonalej od tej, która by była Jego Matką, bo gdyby to była zwykła niewiasta, nie byłaby zdolną takiej miłości Zbawiciela, na jaką zdobyć się mogło serce tylko tak świętej istoty, jaką była Niepokalanie poczęta Maryja. Ale jakżeż rozmiłować się musiała w Bogu, gdy On Bogiem Jej będąc, stał się oraz i Jej dziecięciem. Wreszcie matka im jest poczciwsza, świętobliwsza, tym bardziej kocha swoje dziecię; więc Przenajświętsza Panna ponieważ była niezrównanej świętości kochałaby była Jezusa, chociażby On był zwykłym, jak wszystkie ludzkie dzieci, dziecięciem, i kochałaby Go silniej i doskonalej od najlepszej i najprzywiązańszej z matek. Jakże więc miłować Go musiała, kiedy On będąc Jej dziecięciem, był oraz i Jej Bogiem! Każda niewiasta niewyrodna cieszy się, gdy poczuje się matką, chociaż jeszcze nie wie, czy z dziecięcia, które nosi w swoim łonie, będzie miała prawdziwą pociechę, czy też może będzie to jakaś bardzo zła i występna istota. I Maryja więc z niewiast najdoskonalsza, poczuwszy się matką, byłaby doznała szlachetnej a nawet świętej z tego powodu radości, chociażby nosiła w łonie zwykłego człowieka, o którego przyszłej poczciwości, zacności pewności by nie miała. Ale jakiejże świętej, jak niezmiernej musiała doznawać pociechy wiedząc, że ten, którego nosi w panieńskich wnętrznościach, jest Bogiem, a gdy się narodzi stanie się Zbawcą całego rodu ludzkiego i sam więcej przyniesie chwały Bogu, jak wszyscy najświętsi ludzie i niego całe!

Słowem, od chwili, w której Przenajświętsza Panna za sprawą Ducha Świętego poczęła w dziewiczym łonie Swoim Pana Jezusa, miłość Boga zespolona w Jej sercu z miłością macierzyńską, wzrosła do najwyższego stopnia, a osoba Jej stała się żywym przybytkiem Najwyższego, jakby żywym niebem, w którym Pan Bóg na ziemi w sposób najrzeczywistszy przebywał. Maryja stała się wówczas jakby Monstrancją, zamykającą w Sobie utajonego Boga, ale Monstrancją żywą, a ożywioną duszą, która tegoż Boga miłowała silniej jak wszystkie duchy niebieskie, i oddawała Mu ciągle chwałę milszą Jego sercu, nad całą chwałę ziemską i niebieską od innych odbieraną.

A jakże tak nadludzkie wywyższenie Przenajświętszej Panny, napełniające duszę Jej tą całą pełnością łask i darów niebieskich, jakimi musiał Pan Bóg zbogacić Matkę Swoją, i czyniące Ją po duszy Pana Jezusa, najpiękniejszą z dusz ludzkich – jakże to mówię, oddziałało bez wątpienia i na Jej powierzchowność! Stwórca najwyższy przeznaczając Ja na Swoją Matkę, zbogacił Ją od pierwszej chwili Jej życia, nie tylko wszelakimi możliwymi łaskami co do duszy, lecz i wszelkimi najwyższymi powabami natury co do Jej ciała niepokalanego. Gdy wiemy, że Pan Jezus był z ludzi najpiękniejszym: „Piękniejszy urodą nad syny człowiecze”, najpiękniejszą z niewiast musiała być Jego Matka przenajświętsza. Stałe bowiem i powszechnie przechowane podanie niesie, że Pan Jezus był do Swojej najdroższej Matki tak podobnym, jak tylko syn jaki może być do matki podobnym, A to z tego powodu, że miał ciało jedynie z Jej niepokalanego ciała, bez współuczestniczenia męża, za sprawą Ducha Świętego ukształtowane. Wszak ile razy Anioł okazuje się ludziom w postaci ludzkiej, przyobleka go moc Boża taką zewnętrzną pięknością, że przy niej wszelka piękność ludzka jakby niknie. A jakże tym hojniejszym musiał być Pan Bóg, gdyż już nie Anioła jakiego, a których każdy jest tylko Jego sługą, lecz własną Matkę Swoją przyodział w cielesną powłokę.

Ponieważ tedy Przenajświętsza Panna jaśniała zawsze powierzchownością piękniejszą od najpiękniejszego Anioła, gdy on przybiera postać ludzką, a gdy cała Jej powierzchowność była jakby zwierciadłem, w którym odbijała się, chociaż bardzo słabo, niezrównana piękność duszy ożywiającej Jej ciało, jakąż stać się Ona musiała co do Swej powierzchowności nawet, gdy już Jej niepokalane ciało, zamknęło w Sobie nie tylko Jej przenajświętszą i najpiękniejszą, jaka może być, duszę, lecz i Samą świętość nad świętościami, piękność nad pięknościami, Słowo odwieczne, Syna Bożego! „Była śliczną i prześliczną”, pisze święty Grzegorz Nikomedyjski, a toż samo powtarza i święty Dionizy Areopagita, który miał szczęście własnymi oczyma patrzeć na Nią, gdy jeszcze przebywała na ziemi, i który wyznaje, że gdyby nie to że przecież wiara uczyła go iż Bóg jeden jest tylko, i że Maryja była tylko stworzeniem, byłby, gdy Ją pierwszy raz ujrzał, oddał Jej cześć jak Bóstwu, tak się oczom Jego przecudnie piękna okazała. Na koniec, święta Brygida słyszała w objawieniu i Samego Pana Jezusa w te słowa do Matki Swojej przemawiającego: „Wszystkich Aniołów i wszystkie stworzenia, przeszłaś Ty pięknością”.

Ale co było najpiękniejszym w piękności Matki Bożej, to że sam widok Jej powierzchowności, obdarzał osoby na Nią oczy zwracające, nie tylko szczególnym zamiłowaniem cnoty czystości, której Ona była jakby uosobieniem, lecz nawet tą cnotą tak miłą Bogu, tak niełatwą do zachowania, a główną piękność każdej duszy stanowiącą. Święty Alfons tak pisze o powierzchowności Przenajświętszej Panny: „Prześliczną była, lecz bez żadnego niebezpieczeństwa dla tych, którzy na Nią patrzyli. Owszem, widok Jej piękności przytłumiał wszelkie nieskromne podniety, i rozbudzał w sercach zamiłowanie cnoty czystości”. Co powtarza i święty Tomasz mówiąc: „Łaska uświęcająca nie tylko w Samej Przenajświętszej Pannie przytłumiała wszelkie złe podniety, lecz i na drugich najzbawienniej oddziaływała. A stąd chociaż był niezrównanie pięknej powierzchowności, w nikim nigdy widok Jej nie obudzał niewłaściwych myśli”. A święty Ambroży, opierając się na podaniu pierwszych wieków Kościoła, wyraźnie pisze: „Taką obdarzona była łaską, że nie tylko sama nieskalane dziewictwo posiadała, lecz nawet na kogo tylko spojrzała, tego obdarzała cnotą czystości”. I dlatego Pismo Boże porównuje Ją do Myrry: „Jako Myrra wyborna, wydałam słodycz wonności”. Myrra bowiem ma własność chronienia od zepsucia wszelki przedmiot nią posypany, a nawet tylko jej wyziewem okadzony. c.d. wkrótce

 

Żywot Matki Bożej, przez o. Prokopa Kapucyna, Wilno 1906

Nabożeństwo pierwszych sobót

czytaj dalej

Uroczystości i święta

czytaj dalej

Copyright 2012–2017 Serwis Rycerstwa Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji