Święty Józef zamierza rozłączyć się z Przenajświętszą Panną (cz. II)

Być może, że się domyśliwała powodów tego stanu duszy swego przeczystego Oblubieńca, lecz mogła wnosić, że Jej przedstawienia nie uspokoiłyby go wcale, gdy głównym powodem jego naprzód niepokoju, a potem zamiaru opuszczenia małżonki, była wielka pokora, której po ludzku rzeczy uważając, niczym w istocie innym nie można było zadowolnić, jak właśnie zamiarem jaki powziął. Prócz tego, już tę okoliczność poruczyła dawno Bogu, pewną będąc, że On sam zaradzi wszystkiemu, bo czuła to dobrze, że w sprawie tak nadzwyczajnej, jaką była tajemnica Wcielenia się w Jej łonie Syna Bożego, nie wypadało Jej jakby wtrącać się do czegoś, coby nie miała poleconym Sobie do Boga. Wreszcie, miała i wyraźne natchnienie Ducha Świętego, aby się w tej okoliczności całkiem spuściła na opatrzność i ufała, że Pan Bóg w mądrości i dobroci Swojej wszystkim pokieruje tak, jak to na większą chwałę Jego potrzebnym będzie.

Jakoż, Pan Bóg dopuścił ten niepokój na świętego Józefa w tym celu, aby on przez Anioła zawiadomiony o tajemnicy Wcielenia Syna Bożego, takim nadprzyrodzonym środkiem stwierdzającym tę wielką tajemnicę, został do jej poznania przypuszczonym. I także, aby przez objawienie się Anioła mając sobie nakazane od Boga pozostanie przy swojej małżonce, otrzymał najwyraźniej z nieba samego przyobleczenie go w dwa najszczytniejsze jakie być mogą obowiązki, do których był przeznaczonym: Stróża Maryi i Opiekuna Jezusa. A co wszystko w ten sposób nastąpiło.

Bijąc się z myślami i przez czas pewien wahając się jak ma postąpić, a nie mogąc się zdobyć na opuszczenie Małżonki, święty Patriarcha na koniec dnia pewnego postanowił już stanowczo to uczynić, sądząc, że powinien odważyć się na krok tak ostateczny, składając Panu Bogu w ofierze boleść jakiej stąd doznał, a spuszczając się na Jego Opatrzność co do przyszłości Matki Przenajświętszej. Znać jednak kosztowało go to wiele, bo Maryja zaraz z samej jego powierzchowności i ze sposobu obchodzenia się z Nią dziwnie tkliwego, a najpełniejszego dla Niej uszanowania, poznała, że przeczysty Jej Oblubieniec coś szczególnego zamyśla, a co go o wielki smutek przyprawia. Zasmuciła się więc i Ona także, i naprzód smutek ten zaofiarowała Bogu najpokorniej, a potem gorąco westchnęła do Niego, żeby raczył świętego Józefa szczególną łaską swoją wspierać, oświecać, i jeśli taka wola Jego, co prędzej pocieszyć.

Tymczasem on w wielkiej tajemnicy robił różne przygotowania do swego odejścia, tak aby nazajutrz skoro świt wyruszyć w drogę. Ale na czymże to te jego przygotowania do podróży zakładały się? Przecież zamożnym nie był, sług z sobą brać nie zamyślał, ani nawet osiołka, bo jednego tylko mieli, a tego chciał zostawić Przenajświętszej Pannie. Cały więc jego pakunek mało czasu zajął, bo i swoich narzędzi ciesielskich nie brał z sobą, gdyż miał zamiar odtąd nie zajmować się swoim rzemiosłem, lecz gdzieś na puszczy osiąść, i tym sposobem ślad po sobie zatrzeć. Zajął się więc nie pakowaniem swoich rzeczy, lecz załatwianiem różnych potrzeb domowych, tak aby po jego odejściu ile możności najdłużej Przenajświętsza Panna nie potrzebowała się kłopotać. Dokonawszy więc tego, a co mu prawie cały dzień zajęło, wieczorem jak zwykle zszedł się z Maryją dla wzięcia skromnego posiłku, przy którym albo Pismo Boże czytali, albo coś o Bogu rozmawiali.

I smutny był dla tych dusz przenajświętszych ten wieczór. Święty Józef sądził, że jest to już ostatnia wieczerza, którą odbywa wspólnie z najdroższą małżonką, to też prawie ciągle miał łzy w oczach. A Ona patrząc na jego strapienie, też ciężkiego na sercu doznawała ucisku. Gdy się rozeszli każde do swego mieszkania, Józef strudzony całodziennym krzątaniem się, po krótkiej modlitwie usnął; a Maryja czuwała i z nadzwyczajną gorącością się modliła. Widziała, że na coś ważnego się zanosi; rady ludzkiej na to nie było żadnej; jedyną Jej ucieczką i nadzieją był Pan Bóg. Upadła więc na kolana i błagała, a błagała Najwyższego, żeby ich wesprzeć raczył łaską Swoją, żeby nimi obojgiem kierować nie przestawał, tak aby najświętszej woli Jego w niczym nie uchybili. Że zaś wiedziała, że święty Józef był trapiony jakąś wątpliwością, więc szczególnie jego polecała Bogu, i prosiła najgoręcej o światło Ducha Świętego dla niego.

Zwykle gdy się modliła, wielka liczba Aniołów, którzy Ją wciąż otaczali i strzegli, była i wtenczs przy Niej. Najbliżej zaś, jak zawsze tak i wtedy, stał z najgłębszym uszanowaniem tuż obok Archanioł Gabriel. Lecz nagle znikł z Jej oczu, a Maryja przez wewnętrzne natchnienie poznała, że jak zwykle tak i tą razą prośba Jej wysłuchaną została, i że Jej ukochany małżonek, w tej właśnie chwili otrzymuje od Boga rozkaz nieopuszczenia Jej, chociaż o tym zamyślał. Ze łzami więc słodkiego rozrzewnienia zaczęła dziękować za to Bogu, a w tejże chwili Gabriel „Anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie” mówiąc do niego: „Józefie Synu Dawida”, z którego to pokolenia ma się narodzić Mesjasz, niech Twoja pokora nie przywodzi Cię do tego, żebyś miał opuszczać Twoją przeczystą Oblubienicę; „nie bój się przyjąć” w dalsze wspólne pożycie „Maryi małżonki Twej: albowiem” chociaż to dziecię które nosi w łonie Swoim, „to co się w Niej urodziło”, nie jest twoim dziecięciem, lecz „jest z Ducha Świętego” sprawy poczęte, Najwyższy jednak che, abyś mu miejsce ojca zastępował na ziemi, a miejsce męża dla Jego Matki. A gdy Ona „porodzi Syna, nazwiesz imię Jego Jezus”, co znaczy Zbawiciel, „gdyż On wybawi lud Swój od grzechów ich”. Masz zaś wiedzieć, że się „to wszystko stało, aby się wypełniło, co jest przepowiedziane do Pana Boga przez Proroka mówiącego: Oto Dziewica w żywocie mieć będzie i porodzi Syna, i nazwą imię Jego Emanuel, co się wykłada Bóg z nami”, gdyż będzie to Bóg wcielony.

Jeśli człowiek człowieka stara się w czymś uspokoić, o czymś przekonać, do czegoś nakłonić, zwykle wiele mu na to słów trzeba i nie zawsze się mu to udaje. Lecz gdy tegoż samego dokonywa Pan Bóg przez Anioła, jak to miało miejsce w tej oto okoliczności z świętym Józefem, wtedy cel zamierzony wnet bywa dopięty i jak najzupełniej. To też po tym widzeniu i po tych słowach Anioła, święty Józef mając sobie jak najwyraźniej objawioną wolę Bożą w wątpliwości, która go ciężko trapiła i przywiodła do zamiaru opuszczenia Przenajświętszej Panny, uczuł w sercu swoim wracający pokój, i od zamysłu swego odstąpił. „A Józef, mówi Ewangelia święta, wstawszy ze snu uczynił jako mu rozkazał Anioł Pański” i do dalszego pożycia wspólnego „przyjął żonę swoją”.

Jak więc dzień poprzedzający to błogosławione widzenie Józefa był jednym z najsmutniejszych dni jaki Maryja i on spędzili na ziemi, tak następny był dla nich pełen świętego wesela, w które opływając najświętsi ci małżonkowie gorące składali Panu Bogu dzięki, wielbiąc Jego mądrość, dobroć i czujną nad Swoją rodziną opatrzność.

Można sobie przedstawić, jak czule i pokornie Maryja niby wymawiała drogiemu małżonkowi zamiar jaki miał rozłączenia się z Nią, chociaż w sercu uwielbiała w tym jego pokorę. On zaś tkliwie, i także z wielką pokorą przepraszał ją za wielką przykrość, jakiej się dla Niej stał przez to powodem i prosił, aby uwzględniając pobudki, które go przywiodły do tego zamysłu, przebaczyła mu to najmiłościwiej. Oboje zaś, jakże podziwiali w całym tym przejściu mądrość Najwyższego; w jakich uwielbieniach Boga tak dla Nich łaskawego się rozpływali, coraz lepiej rozumiejąc cały przedziwny tryb i porządek, według którego najwyższa Opatrzność postanowiła dokonać sprawy odkupienia ludzi.

A przy tym od tej pory Ich miłość wzajemna, miłość małżeńska jeszcze się bardziej wzmogła, i jeszcze bardziej uświęciła. Nie wątpili Oni i przedtem, że Ich Pan Bóg w sposób szczególny, bardzo wyraźny przeznaczył jedno dla drugiego na małżonków. Odkąd mieszkali z sobą przekonali się, że byli jakby dwiema połowami niby jednej i tejże samej osoby, a całej dopiero prawdziwie, gdy się połączyli, nie ślubem małżeńskim co do ciała, lecz ślubem wspólnej dozgonnej czystości co do duszy i serca. Wszelako po onym widzeniu świętego Józefa, w którym już i on przypuszczonym został do tajemnicy Wcielenia, i zawiadomionym przez tegoż Archanioła Gabriela, który tę tajemnicę i Przenajświętszej Pannie zwiastował, zjednoczenie się ich serc małżeńskich stało się jeszcze ściślejszym. Pomiędzy mężem z żoną żadnej tajemnicy zachodzić nie powinno. Inaczej będzie tam zawsze brakowało czegoś do tej jedności, jaką ich serce i dusze stanowić powinny, według tych słów Chrystusa Pana, mówiącego o małżonkach: „A tak już nie są dwoje ale jedno”. Wprawdzie Przenajświętsza Panna nie wyjawiając małżonkowi Swemu tajemnicy Wcielenia zaraz po Jej zajściu, nie wykraczała bynajmniej przeciw obowiązkowi otwartości małżeńskiej, gdyż Pan Bóg mając inną drogą, jak to widzieliśmy, objawić to świętemu Józefowi, podał Jej natchnienie, aby się z tym wstrzymała. Można jednak wnosić, że było to źródłem niemałego dla Niej umartwienia, ponieważ jako doskonała małżonka, pragnęła nic nie mieć dla męża skrytego. Gdy tedy już sam Pan Bóg odsunął tę czasową, a dla większej zasługi tych dusz wybranych, jakby przegródkę pomiędzy ich błogosławionymi sercami, zlały się one w świętą jedność małżeńską w stopniu najwyższym, i stali się stadłem małżeńskim tak doskonałym, tak wzorowym, tak świętym, tak miłym oczom Boga, jakiego jeszcze nie było i nigdy już na ziemi nie będzie.

Wreszcie, ten związek małżeński Maryi z Józefem, przez Anioła nakazał mu nie opuszczać małżonki, nabywał przez to właśnie szczególnej cechy. Tym sposobem związek ich był stwierdzony przez cudownie zesłane na niego błogosławieństwo Boskie. Oni tym sposobem zostawali już sobie poślubieni nie tylko przez zwykły obrzęd religijny, który odbyli w swojej porze według przepisu Starego Zakonu, lecz można powiedzieć, że tą razą dał im ślub Anioł; Albo raczej potwierdzał ten, który już był zawarty, a który zamykał w sobie i ślub dozgonnej czystości. I wspólne więc ich jako małżonków, przemieszkiwanie, i dochowanie nieskazitelnej czystości, szczególną otrzymało sankcję, szczególne zatwierdzenie od Boga, a o czym świadczy samaż Ewangelia, to okazanie się Anioła Józefowi opisująca. Że zaś, gdy Pan Bóg w sposób tak wyjątkowy powołuje kogo do jakowego stanu i pobudza do jakowego ślubu, udziela mu wtedy i wyjątkowo w mierze wyższej łask Swoich odpowiednich do stanu, do którego go powołał, i do doskonałego zachowania ślubu przez niego natchnionego, więc Maryja i Józef otrzymali łask potrzebnych do stanu małżeńskiego i do zachowania czystości obfitość niezmierną. Stąd i pożycie ich wspólne było niezrównanej świątobliwości, i czystość przez nich zachowana nieskazitelności anielskiej.

To co do ich własnych osób błogosławionych. Lecz z Nimi przebywała już wtedy i trzecia Osoba, a Osoba Boska, Sam Bóg prawdziwy, Syn Boży, wcielony za sprawą Ducha Świętego w łonie Maryi. Jeszcze On wprawdzie na świat nie wyszedł, jeszcze nie mieli oni szczęścia piastowania Go na własnych rękach, słuchania Jego słów Boskich. Lecz już Maryja była Nim brzemienną, była, a w jakże szczególny i rzeczywisty sposób, Boga pełna, a więc i pełną łaski, która od Niej i przez nią i na Józefa spływała. Gdy bowiem jedno nawiedzenie przez Nią Elżbiety, na całą jej rodzinę tak obfite łaski Boskie sprowadziło, że skoro w progi jej weszła, skoro się zbliżyła do niej, Jan będący w jej żywocie uświęconym został i na Przesłannika Zbawiciela namaszczonym – jakże uświęcać musiało Józefa, już nie krótkie nawiedzenie go przez Przenajświętszą Pannę, lecz wspólne z Nią przemieszkiwanie, ciągłe z Nią obcowanie. I Elżbieta i Jan w jej łonie, po jednym pozdrowieniu przez Maryję, stali się wielkimi świętymi; do jakiejże świętości dojść musiał Józef, gdy go Maryja nie raz, lecz co dzień i rano gdy się z nim schodziła, i wieczór gdy się rozstawała, pozdrawiała. Jhak modlitwy Przenajświętszej Panny zawsze skutek otrzymują, bo nigdy ich Pan Bóg nie odrzuca, tak i pozdrowienie Jej, to co Ona witając lub żegnając jaką duszę, życzy komu, zawsze się spełnia. Owóż, wchodząc w dom Elżbiety i pozdrawiając ją, pewnie w sercu życzyła jej wiele łask Boskich, to też takowe i ta Jej krewna i dziecię w jej łonie będące otrzymali zaraz. Ale nie masz wątpliwości, ze przy każdym pozdrowieniu swego przeczystego Oblubieńca, pragnęła dla niego i życzyła mu jeszcze większych darów niebieskich, aniżeli Elżbiecie, bo więcej go miłować była obowiązaną jak najbliższych krewnych, i więcej w istocie miłowała. A na koniec i dlatego chciałaby była jak najobfitsze sprowadzić na Józefa łaski, że widziała w nim nie tylko Swego małżonka, lecz i przyszłego opiekuna Syna Bożego, tego, który na ziemi miał Mu zastępować miejsce Ojca. Maryja więc, święta i najświętszych, obdarzona całym skarbem łask Boskich, jako ta, która wybrana na Matkę Syna Bożego już się nią stała; Józef po Niej, najświętsza dusza jaka kiedy była, bo za godnego małżonka przez Samego Boga Jej dany; wśród nich już w przeczystym łonie Dziewicy-Matki Bóg wcielony: oto są skarby, których niebo mogło pozazdrościć, a które posiadał wtedy ubogi domek Nazaretański, siedziba Maryi i Józefa. To też nie było tam sług i dworzan, których obecność przydaje blasku zamożnym domom bogaczów ziemskich, lecz za to jakież tam mnóstwo przebywało duchów niebieskich, Aniołów i Archaniołów, owszem i Serafinów i Cherubinów, już to na czujnej straży nad tą trójcą ziemską, Trójcy niebieskiej najmilszą ze wszystkiego co tylko stworzyła, już na usługach Swojej Królowej, już dla oddawania bezustannej czci Bogu w Niej utajonemu, i wreszcie dla oświecenia, pocieszania, strzeżenia go, a także i kierowania każdym krokiem tego wielkiego Patriarchy, Józefa świętego, którego pieczy zawierzał Pan Bóg dwie najdroższe Mu istoty: Jezusa i Maryję.

Z tego miarkujmy, jakim było pożycie tych jakby nadziemskich małżonków, jaka tam panowała jedność, miłość, zgoda, wzajemna uprzejmość, jednego o drugie najczulsza troskliwość, jednego przez drugie wyręczanie się w różnych zajęciach ubogiego gospodarstwa, słowem, wszystkie cnoty uświęcające stadło małżeńskie, i do których właśnie Sakrament małżeństwa później przez Zbawiciela ustanowiony, udziela potrzebne łaski w stan ten wstępującym. Tymi bowiem łaskami, związek małżeński Swojej przeczystej Matki i Swego mniemanego Ojca, w stopniu najwyższym obdarzył Syn Boży.

Byli ubogimi, z pracy rąk żyli, cały też czas mieli święcie zajęty, ciągle czymś pożytecznym zaprzątnieni. Brzemienność Przenajświętszej Panny nie ciążyła Jej wcale, jak to bywa z innymi niewiastami chociażby najzdrowszymi i najsilniejszymi. Owszem, powiada święty Atanazy, że im bardziej się zbliżał czas Jej porodu, tym była rzeźwiejszą i lżejszą, gdyż według pięknego wyrażenia świętego Bernarda, nosząc w Sobie Zbawiciela o ile człowieka, unoszoną była przez Niego o ile Boga. Jak bowiem bez naruszenia dziewictwa poczęła, tak bez ociężałości była ciężarną, i bez boleści miała porodzić. Oddawała się zwykłej pracy, a święty Józef z swej strony prowadził pracowite rzemiosło, które mu do najwyższej bogomyślności wcale nie przeszkadzało. W wolniejszych też chwilach albo się modlili, albo czytali księgi święte, albo rozmawiali tylko o Bogu, a zwłaszcza o Jego nieprzebranym miłosierdziu dopełnić się już mającym, jak nad światem przez zesłanie Zbawiciela, tak szczególnie nad Nimiż samymi, więcej od wszystkich ludzi do uczestniczenia w tej wielkie tajemnicy przypuszczonymi.

 

Kolejny rozdział pt. „Przenajświętsza Panna wydaje na świat Syna Bożego” wkrótce.

Żywot Matki Bożej, przez o. Prokopa Kapucyna, Wilno 1906

Nabożeństwo pierwszych sobót

czytaj dalej

Uroczystości i święta

czytaj dalej

Copyright 2012–2017 Serwis Rycerstwa Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji