W Krzyżu nasze zbawienie!

„Niech ten mężczyzna, ta rzadka niewiasta, jakiej cała ziemia nie zdołałaby docenić, weźmie z radością, obejmie z żarliwością i nosi na swoich ramionach z odwagą swój Krzyż, nie Krzyż kogoś innego — swój Krzyż, jaki w mojej Mądrości uczyniłem według liczby, ciężaru i według miary, swój Krzyż, któremu własną ręką nadałem cztery wymiary, z wielką starannością, to znaczy dając mu grubość, długość, szerokość i głębię — swój Krzyż, który wyciosałem z części tego, jaki sam zaniosłem na Kalwarię, z nieskończonej dobroci, jaką okazuję; swój Krzyż, największy dar, jaki mogę uczynić wybranym moim na ziemi; swój Krzyż, złożony w grubości z utraty dóbr, z upokorzeń, pogardy, bólu, chorób i cierpień duchowych, jakie muszą, z woli mojej Opatrzności, spadać na nich codziennie w życiu, aż do śmierci; swój Krzyż o długości pewnej liczby miesięcy czy dni, kiedy będą musieli znieść oczernienia, przykucie do łóżka, zmuszeni do jałmużny, ofiary, pokus, ciemności duszy, opuszczenia i innych boleści umysłu — swój Krzyż, szeroki jak wszystkie najcięższe okoliczności, najbardziej gorzkie, albo jak przykrości ze strony przyjaciół, domowników, krewnych; swój Krzyż wreszcie, głęboki jak boleści najskrytsze, które ześlę na nich, a nie będą w nich mogli znaleźć pociechy u żadnego stworzenia, które na mój rozkaz odwróci się od nich i ze Mną zjednoczy w zadawaniu im cierpienia.”

św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, List okólny do Przyjaciół Krzyża

 

Pan nasz Jezus Chrystus mógł nas zbawić nie cierpiąc. Okupem wystarczającym mogła być modlitwa, praca lub jakiekolwiek cierpienie Boga-Człowieka, bo natura Boska nadawała czynom Jezusa wartość nieskończenie wielką. Tymczasem Pan Jezus przebywał z ludźmi przez przeszło 33 lata w największym ubóstwie, znosił trudy i niewygody rozliczne, modlił się za nas nie tylko we dnie, ale i po całych nocach (Łk 6, 13), wreszcie ofiarował za nas mękę i śmierć krzyżową.

Chciał dla miłości naszej podjąć życie boleści i wzgardy, pozbawione wszelkiej pociechy ziemskiej, i śmierć bolesną, aby tylko dać nam pojąć miłość, jaką miał ku nam, i pragnienie, jak ma być przez nas kochanym. Obciążył siebie wszystkimi naszymi dolegliwościami i przyjął na siebie wszystkie nasze słabości, umierając za nas śmiercią tak okrutną i haniebną! Jako niewinny i święty, sam przez się szczęśliwy, wszystko, co czynił, czynił dla pozyskania łaski Bożej i Nieba utraconego dla nas. Przyszedł jako Zbawiciel, by pojednać nas przez swoją krew z Ojcem i zadośćuczynić Mu za grzech Adama, a tak wysłużyć nam łaskę uświęcającą, jak i różne łaski uczynkowe oraz prawo wejścia do nieba. Pismo św. przypomina tę prawdę nader często, wzywając nas do odwzajemnienia się Barankowi Bożemu miłością bez granic. „Nie złotem albo srebrem zniszczalnym zostaliście wykupieni, ale krwią drogą niepokalanego baranka i bez zmazy” (l P l, 18). „Krew Jezusa Chrystusa oczyszcza nas od wszelkiego grzechu” (1 J l, 7). „Ofiarowany był, gdyż sam chciał” (Iz 53, 7). „Stał się posłusznym aż do śmierci, a śmierci krzyżowej. Dlatego Bóg wywyższył go i darował mu imię, przewyższające wszelkie imię, aby na imię Jezusowe klękało wszelkie kolano niebieskich, ziemskich i podziemnych” (Flp 2, 8–10).

Dlatego też my również, idąc za przykładem Pana Jezusa, musimy z miłością dźwigać nasz codzienny krzyż. „Jeśli kto chce za mną iść, niech zaprze się samego siebie, a weźmie krzyż swój na każdy dzień i niech idzie za mną” (Łk 9, 23).

Póki żyjemy na ziemi, my także nie możemy być wolni od utrapień. Jest niemożliwe, aby człowiek, od urodzenia podlegający prawu śmierci, wiódł życie bez utrapień, skoro w nim samym jest źródło udręki. Już to samo, że człowiek jest śmiertelny, z natury rzeczy rodzi liczne nędze, choroby i udręki, które nie mogą ustać, póki istnieć będzie ich niemała i skuteczna przyczyna. Z samej natury wypływają jeszcze gorsze rzeczy: nieuporządkowane i złe pożądliwości, które nawet wbrew woli zmuszają człowieka do odczuwania tego, czego by nie chciał. Są to namiętności — rodzicielki tylu boleści, które tkwiąc w samym sercu mącą pokój wielu, wszczynają straszne wojny, a przez działania wojenne wystawiają duszę na niebezpieczeństwa i rozliczne gorycze. Do tego jeszcze utrapienia zewnętrzne, których nikt uniknąć nie może. Zimno, upał, niepogoda, tysiące przykrości ze strony stworzeń, wreszcie inne rozliczne skutki przyczyn fizycznych, które zmierzając do dobra ogólnego, wskutek słabości ludzkiej i upadłej natury (spowodowanej grzechem pierworodnym), w obecnym stanie rzeczy nie mogą działać bez sprawiania pewnej przykrości jednostkom.

Zbawiciel przyszedł na ten świat dlatego, że nas kocha, przyszedł nie weselić się, ale cierpieć, abyśmy szli Jego śladami. „Chrystus także cierpiał dla was i zostawił wam przykład, abyście wstępowali w jego ślady” (l P 2, 21). Dlatego to w Krzyżu jest nasze zbawienie, nasza moc przeciw pokusom, wyrzeczenie się uciech ziemskich. W Panu Jezusie jest prawdziwa miłość ku Bogu. Trzeba więc zdecydować się nieść cierpliwie ten krzyż, który nam Bóg zsyła, i umierać z nim z miłości ku Jezusowi Chrystusowi, jak On umarł z miłości ku nam. Nie ma innej drogi, żeby się dostać do Nieba, jak zgadzając się z wolą Bożą w smutkach aż do śmierci. I to jest środek znalezienia spokoju także w cierpieniu: zdanie się na wolę Bożą. Jeżeli nie chwycimy się tego środka, idźmy dokąd chcemy, czyńmy ile możemy, ale nie będziemy mogli uciec od ciężaru krzyża. Przeciwnie, jeżeli chętnie będziemy go nosić, on nas zaprowadzi do nieba i da nam spokój na tym świecie.

Święty Maksymilian Maria Kolbe potwierdza powyższą prawdę w następujących słowach: ,,Gdy na duszę zwalą się najróżniejsze pokusy i trudności; gdy będzie opuszczona i pogrążona w ciemnościach duchowych; gdy niejako zawiśnie na krzyżu, bez ulgi i pociechy, na wzór Jezusa Ukrzyżowanego, a mimo to z pomocą łaski Bożej spokojnie i radośnie ten krzyż przyjmuje i dźwiga, i to przez długi czas; to dopiero jest prawdziwa doskonałość. Dusza ani domyśla się, na jakie wielkie wyżyny się wznosi i jak wielką chwałę Bóg jej gotuje w niebie”.

Tomasz a Kempis w cudownej książce O Naśladowaniu Chrystusa pisze zaś, że „kto dobrowolnie podda się swemu krzyżowi, cały jego ciężar przemienia mu się w ufność Bożej miłości. A im więcej ciało omdlewa od cierpienia, tym bardziej dusza przez łaskę wewnętrzną się umacnia. Zdarza się, że człowiek zdobywa taką siłę wewnętrzną w cierpieniu i trudzie, że pragnąc miłośnie uczestniczyć w krzyżu Chrystusa, nie chce już nawet żyć bez bólu i cierpienia, bo wierzy, że Bóg przyjmie go tym łatwiej, im więcej on dla Niego potrafi przecierpieć”.

Przykładem ludzi zapalonych tą miłością Chrystusową, mających upodobanie w cierpieniu, są Apostołowie i męczennicy, święci Wyznawcy i Dziewice, którzy z czystej miłości ku Panu Jezusowi gotowi byli znieść wszystko, iść za Nim w umartwieniu i utrapieniach przez tysiące katuszy do swej śmierci. Stąd też św. Teresa od Dzieciątka Jezus mawiała: „Wszystkie cierpienia im nie wystarczą”.

Naszym obowiązkiem jest naśladować przykład świętych, o których pisze Tomasz a Kempis w następujących słowach: „O jak wiele, jak ciężkie udręki znosili apostołowie, męczennicy, wyznawcy, panny i wszyscy inni, którzy zapragnęli iść śladami Chrystusa! Mieli w nienawiści dusze swoje w tym życiu, byle mogli pozyskać życie wieczne. O jak surowe i pełne wyrzeczeń było ich bytowanie na pustyni! Jakie uporczywe i ciężkie znosili pokusy, jak często dręczył ich nieprzyjaciel! Jak nieustannie i żarliwie modlili się do Boga! Jakie surowe przetrzymywali umartwienia! Jak wielka była ich gorliwość i zapał w dążeniu do duchowej doskonałości!”.

Wszystko, co dobre na ziemi, znajduje się w cierpieniu znoszonym w połączeniu z cierpieniem Pana Jezusa. W tym jest prawdziwa chwała, która była godna bożej troskliwości, chwała, która nie przemija razem z tym światem, ale przetrwa przez całą wieczność. Jest to skarb ukryty, za którego cenę kupuje się królestwo niebieskie ze szczęściem nieskończonym.

Natura co prawda wzdryga się przed cierpieniem i upokorzeniem, ale w świetle wiary jakże one potrzebne do oczyszczenia naszej duszy, jakże są miłe, jak przyczyniają się do większego zbliżenia do Boga, a przez to do większej skuteczności modlitwy, do potężniejszego misjonarzowania! Wbrew twierdzeniom protestantów, wbrew okrzyczanym i wykoślawionym sławetnym „prawom człowieka”, umartwienie jest potrzebne i konieczne nam wszystkim, bo i przez nie zdobywamy łaskę Bożą. Jak złoto w ogniu, tak dusza się czyści i rozpłomienia swą miłość w umartwieniu, i staje się podobniejsza do Boga, milsza Jemu, a już przez to samo zdolniejsza do odebrania obfitszych łask dla siebie i dla innych biednych współbraci. Bo cóż to za miłość Boga bez cierpienia?!

Nie zapominajmy jednak, że w tych utrapieniach nie pozostajemy sami, bo jakże by to być mogło, aby ten Pasterz Niebieski, co za zgubioną owieczką przez lat 33, wołając za nią całym głosem swoim, bieżał po drodze tak przykrej i ciernistej, że na niej wszystką krew swą wylał, i życie położył; jakżeby być mogło, aby teraz, gdy ta owieczka sama idzie za Nim, posłuszna przykazaniom Jego, a przynajmniej pragnąca, choć nie dość gorąco, być Mu posłuszną, i woła Go, i błaga o pomoc, jakżeby być mogło, aby ku niej nie zwrócił miłosiernych oczu swoich, aby jej nie wziął na ramiona swoje, weseląc się z niej ze wszystkimi Świętymi i Aniołami swoimi. Jakże być mogło, aby nie udzielał jej wszelkich potrzebnych łask przez Niepokalane serce Najświętszej Maryi Panny, ukochanej Matki Swojej, Wszechpośredniczki wszelkich łask.

Pragnie On, Najwyższy Król nieba, pełen dobroci nieskończonej, i to siłą bez miary, obdarzyć nas Swoimi łaskami. Lecz że do tego potrzebna jest z naszej strony ufność, chcąc tę ufność w nas powiększyć, dał nam za Matkę i Obronicielkę własną Matkę, przyoblekając Ją wszelką władzą do wspierania i ratowania. Niepokalana staje zawsze na drodze życia człowieka szukającego Boga. I nie jest to tylko przypadkowym zjawiskiem, że dążąc do Boga natrafimy na postać Niepokalanej, że chcąc nawet podnieść się z dna upadku i szukając istoty zdolnej nam dopomóc, dostrzegamy przed sobą Niepokalaną. Ideał cnoty i najmilszą Matkę.

Módlmy się zatem do Niej często o wszelkie potrzebne nam łaski, módlmy się dobrze, módlmy się wiele: i ustnie, i myślnie, a doświadczymy na sobie, jak Niepokalana coraz bardziej opanowywać będzie duszę naszą, jak coraz bardziej, pod każdym względem, będziemy się stawali Jej, jak znikać będą nasze winy i słabnąć wady, jak łagodnie i potężnie zbliżać się będziemy coraz bardziej do Boga.

br. Maria Maksymilian FSSPX

Nabożeństwo pierwszych sobót

czytaj dalej

Uroczystości i święta

czytaj dalej

Copyright 2012–2017 Serwis Rycerstwa Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji