Życie Maryi. Przepowiednia Symeona. Pierwsza boleść Matki Najświętszej.

Tą razą więc, w pielgrzymce, jaką odbywa Przenajświętsza Panna ze świętym Józefem udając się do Jerozolimy, już maleńki Pan Jezus nie w łonie Jej zamknięty, jak to było w poprzednich pielgrzymkach tych błogosławionych małżonków, lecz na rękach Matki z nimi wędruje. Podróż ta niedługą była. Betlejem, skąd wyruszyła przenajświętsza Rodzina,  o jeden tylko dzień drogi odległe jest of Jerozolimy. Lecz przez ten czas ileż smutnych myśli nasuwało się Matce Bożej, gdy rozważała, na co to ma poświęcić i ofiarować Syna.  

Przybywszy na miejsce, święty Józef postarał się o parę gołąbków, dla złożenia ich Kapłanowi w Świątyni, jak to prawo nakazywało przy obrzędzie oczyszczenia, gdyż na kupienie baranka, który się wymagał tylko od zamożniejszych, im nie wystarczało. Po czym, zaraz udali się do Świątyni, gdzie już czekał na Nich Wielki Kapłan. A był tam wtedy i wysokiej świątobliwości starzec, „któremu imię, Symeon, człowiek sprawiedliwy i bogobojny, oczekujący” już w tych czasach „pociechy dla swego narodu” i przyjścia na ziemię Zbawiciela: gdyż „Duch Święty był w nim”, i przez tego Ducha Świętego miał sobie objawionym, że ni umrze, „aż pierwej oglądać będzie” własnymi oczami „Chrystusa Pańskiego”. Gdy tedy przenajświętsza Rodzina miała przybyć do Świątyni, Symeon zawiadomiony o tym przez objawienie, udał się tam co prędzej na Jej przyjęcie. Weszła też wkrótce i Przenajświętsza Panna, trzymając Jezusa na rękach, a przy Niej święty Józef, niosący parę gołąbków jak śnieg bialutkich. Maryja zbliża się do Ołtarza, unosi Boskie Dzieciątko w górę, jak ksiądz kiedy przy Mszy świętej podnosi przenajświętszą Hostię, i ofiarując Je Ojcu Przedwiecznemu, podaje Wielkiemu Kapłanowi. Po spełnionym obrzędzie Symeon naprzód złożył Bogu najwyższe dzięki, że daje mu oglądać Zbawiciela świata, a następnie ogarnięty duchem prorockim, zwracając się do Przenajświętszej Panny rzekł: „O! Przenajświętsza Dziewico! Nie śmiałbym i nie chciał w chwili tak uroczystej zakrwawiać Ci serca, zapowiadając co Cię czeka. Lecz gdy dla większej Twojej zasługi chce Pan Bóg abym Ci to ogłosił, posłuchaj więc, co Ci z jego natchnienia oznajmię: Przyjdzie czas, gdy to Dziecię przenajświętsze, które w tej chwili zaofiarowałaś Bogu, stanie się dla Ciebie powodem smutku i żałości jakiej jeszcze nikt z żyjących nie doznał i nie dozna nigdy. Albowiem przyjdzie do tego, że ujrzysz Syna zewsząd prześladowanego tak, że wydawać się będzie jakby na to tylko przyszedł On na ziemię, aby przeciw Niemu powstała cała złość ludzka; jakby był z ludzi tym, który najwięcej przeciwności w życiu napotka: „Oto ten położon jest na powstanie wielu” przeciw Niemu „i na znak, któremu sprzeciwiać się będą” we wszystkim, co tylko on dobrego uczynić zechce. Wprawdzie potem znajdzie się wielka liczba Męczenników, którzy za Niego krew swoją wyleją, i z miłości ku Niemu ciężkie męki przetrwają. Lecz oni poniosą męczeństwo tylko na ciele, Ciebie zaś o Matko bolesna, Ciebie czeka z tejże miłości Syna stokroć straszniejsza męka, bo Jej doznasz na sercu: „I duszę Twą własną przeszyje miecz”. 

Tak przemówił pobożny starzec Symeon, a gdy te ostatnie słowa wyrzekł, już jedna z siedmiu boleści, które według tej przepowiedni, jakby okrutne miecze miały przeszyć duszę Matki Bożej, zalała morzem goryczy Jej macierzyńskie serce. W tejże bowiem chwili, nie tylko żywiej jak kiedy stanęło Jej na myśli wszystko co Prorocy o Zbawicielu przepowiedzieli, i co dobrze znała i pamiętała, lecz objawioną jej została cała męka i okrutna śmierć Jej Syna, z najdrobniejszymi szczegółami, tak jakby już teraz na wszystko własnymi oczyma patrzała. Co się w Jej sercu wtedy działo? Jaką była ta pierwsza Jej boleść, któż wypowiedzieć potrafi?
Smutek wewnętrzny, jaki w owej chwili ogarnął macierzyńskie serce Maryi, był bardzo podobny do męki, jaką Pan Jezus dopuścił na Siebie w Ogrójcu. Wtedy stanęły Mu jak najżywiej wszystkie szczegóły strasznych katuszy, jakie Mu zadać mieli Żydzi, i okrutnej śmierci, jaka Go czekała; wskutek czego, jak wiadomo, doznał tak nadzwyczajnego wewnętrznego przerażenia, trwogi, smutku i znużenia, bo mówi Ewangelia święta, „wtedy począł Jezus strachać się i smucić” - że aż krwawy pot polał się z Niego: „I stał się pot Jego jako kropla krwi zbiegającej na ziemię”. Otóż, czegoś podobnego doznała Matka Boża w chwili, gdy po przepowiedni uczynionej Jej przez świętego Symeona, objawionymi miała wszystkie szczególny męki, czekającej Jej Syna. Później w każdej innej boleści Swego macierzyńskiego serca cierpiała o tyle, o ile w tej lub owej okoliczności widziała cierpiącego Syna; w tej zaś cierpiała wszystkimi razem boleściami, bo powody do każdej z nich razem się Jej, a jak najżywiej, przedstawiły; bo jakby jednym rzutem oka ogarniała, widziała, patrzała na wszystko razem zebrane, co miał w ciągu całego życia w różnych porach Pan Jezus doznać przykrego, bolesnego i okrutnego. 

Według słusznej uwagi świętego Alfonsa, wiedzieć przed czasem o wszystkich smutkach i nieszczęściach, jakie nas spotkać mogą, byłoby to już samo z siebie największym nieszczęściem i najobfitszym źródłem ciężkiego smutku. I dlatego Pan Bóg zsyłając na nas rozmaite krzyże, abyśmy przez ich pokorne znoszenie za grzechy na ziemi jeszcze sprawiedliwości się Jego wypłacili i tym obfitsze do nieba przysparzali sobie zasługi, z litości nad nędzą naszą, zakrył przed nami przyszłość. Uczynił to bowiem w tym celu, byśmy przez przewidywanie wszelkich ciężkich kolei jakie nas czekają, zbytniego nie doznawali cierpienia. Lecz dla Przenajświętszej Matki Swojej zrobił wyjątek, a to dlatego, by stała się Królową Męczenników, to jest, by cierpiała więcej od wszystkich ludzi i wszystkich Męczenników razem nawet wziętych. Chciał, aby podobnie jak Sam Zbawiciel, przed czasem wiedziała o cierpieniach, jakie Ją czekały, i aby mękę i śmierć najdroższego Syna bezustannie miała przed oczyma. I to właśnie nastąpiło po onej przepowiedni świętego Symeona. 

Wreszcie co jeszcze boleść Matki Bożej przy ofiarowaniu Pana Jezusa czyniło cięższą od innych boleści później przez Nią doznanych, to i następująca okoliczność. W każdej innej, jak na przykład w ucieczce do Egiptu, w zniknieniu Pana Jezusa, gdy się z Nią rozstał bez Jej wiedzy dla nauczania Doktorów w Świątyni, i na koniec podczas męki i śmierci Jego, chodziło tylko o to, aby doznane stąd cierpienia Jej Syna, i boleści Jej macierzyńskiego serca pokornie i z miłością zaofiarowała Bogu Ojcu. Teraz zaś chodziło o coś więcej, bo o zdobycie się na to, żeby to Dziecię, które kosztem wszelkich chociażby najsroższych własnych cierpień chciałaby była od najmniejszego cierpienia uwolnić, - żeby to Dziecię mówię, właśnie na najcięższe cierpienia, najokrutniejszą mękę i śmierć najhaniebniejszą, dobrowolnie i własnymi rękoma zaofiarować! O! Zaprawdę! Jeżeli w której ze Swoich boleści mogła ta najboleśniejsza z matek zwołać do nas tymi słowy Pisma Bożego: „Przyjdźcie a obaczcie, czy jest boleść jako boleść Moja”, to pewnie wtedy, kiedy zdobyła się na ofiarę tyle i tyle Ją kosztującą. Patrzcie, mogła nam wtedy powiedzieć, patrzcie ile Mnie kosztuje zbawienie wasze! Patrzcie i przekonajcie się, jak muszę miłować Boga i dusze wasze, kiedy wskutek przepowiedni uczynionej Mi przez Proroka Pańskiego, mając najwyraźniej objawionym, co czeka Syna Mojego, jeśli Go zaofiaruję Bogu za grzechy wasze, - pomimo tego spełniam tę ofiarę. A za to o dwie rzeczy tylko was proszę: o to, gdy zobaczycie co Ten najdroższy Syn Mój wycierpiał z miłości ku wam, miłujcież Go i wy z całego serca waszego i już więcej grzechami waszymi na nowo nie zamęczajcie. To jedna Moja do was prośba, a druga: proszę was, gdy pomimo tego zapadniecie w grzechy, narazicie na zgubę dusze wasze, za które On umrze, a przez to stracicie prawo do Jego zasług, uciekajcie się wtedy do Mnie i to jak najprędzej, a Ja wam wyjednam niechybnie łaskę potrzebną, abyście z grzechów powstali, i z Synem Moim, a Zbawcą waszym się pojednali. 

W takich to więc słowach mogła Ta jak Odkupiciela naszego tak i nasza najmiłościwsza Matka odezwać się do nas. A do Boga cóż wtedy mówiła?  Czy prosi Go, aby odwrócił od Jej Syna, a przez to i od Jej macierzyńskiego serca, te wszystkie cierpienia, które czekają Dziecię przez Nią dopiero co na to zaofiarowane? Ale jakże ma o to prosić kiedy wie, że inaczej ludzie zbawienia nie dostąpią, że inaczej sprawiedliwość najwyższa zadowoloną nie zostanie; wie, że wolą jest Ojca Przedwiecznego, aby Syn Jego to wszystko dla chwały Jego i pożytku dusz ludzkich przeniósł. Z męstwem też i stałością która w zdumienie wprawia Aniołów otaczających Ja wtedy i niego cale, zgadza się na to wszystko najzupełniej; poddaje się woli Bożej i mówi: „Ojcze Przedwieczny! Kiedy taka jest wola Twoja, tedy i Ja moją jednoczę z Twoją. „Nie Moja, lecz Twoja niech się stanie wola”, poświęcam Ci i zaofiarowuję najdroższego Syna Mojego. Ty wiesz czym On jest dla Mnie i jak Go miłuję; wszelako zgadzam się na wszystko: niech postrada życie na chwałę Twoją i zbawienie ludzi. A jeśli dla tym obfitszych stąd łask na świat spłynąć mających, potrzeba aby On i ciężką mękę przeniósł i najokrutniejszą śmiercią umierał, niech i tak będzie. Ofiarując Ci więc to najdroższe Dziecię Moje na ten cel, z Nim składam Ci w ofierze i Moje serce macierzyńskie: byleś Ty Boże mój! Tym większą chwałę stąd odebrał i ludzie tym obfitszych łask dostępowali. „Nie moja, lecz Twoja niech stanie wola”. Nad czym zastanawiając się święty Alfons woła: O! Miłości bez granic! O! Męstwo bez przykładu! O! Nadludzkiej siły przezwyciężenie i poświęcenie uczuć najtkliwszych, najgodziwszych, owszem najświętszych dla miłości Boga i ludzi! 

Żeby pojąć siłę boleści, jakiej doznawała Przenajświętsza Panna zdobywając się na taką ofiarę, trzeba by pojąć całą siłę miłości, jaką miłowała Pana Jezusa. Każda matka byle nie wyrodna, kocha swoje dziecię, rzeczywiści nad życia. Jednak i to pewne, że gdy która ma ich kilkoro, wtedy uczucie takowe rozdzielone na nie, mniej jest wyłącznym dla każdego. Matka Boża miła tylko tego jednego Syna i wiedziała, że więcej dzieci mieć nie będzie; więc kochała Jezusa jak jedynaka. Przy tym każda matka chrześcijańska kochając swoje dziecko, co nawet jest i jej obowiązkiem z samego prawa natury, powinna jednak mieć się na baczności, żeby je znowu nie kochała niewłaściwie, namiętnie, nieporządnie, na przykład nawet więcej nad Boga. Maryja zaś tego obawiać się nie potrzebowała, i mogła śmiało żadnych granic nie kłaść w Swojej miłości ku Jezusowi, On bowiem będąc Jej dzieckiem, był razem i Jej Bogiem. Kochała więc Go miłością przechodzącą przywiązanie wszystkich matek do dzieci, bo kochała Go razem zlanymi dwoma miłościami najświętszymi najsilniejszymi w każdej zacnej duszy, a cóż dopiero takiej, jaką była Jej dusza; miłowała go miłością serca matki do dziecka, a matki naprzywiązańszej jaka tylko być mogła, i miłością duszy do Boga, a duszy najświętszej jaka wyszła z rąk Stwórcy. I tak to ukochane przez Nią Dziecię składa Ona w ofierze Bogu i poświęca na Jego chwałę i nasze zbawienie. A wtedy najszczęśliwsza z matek, bo Matka Boga Samego, stała się oraz z matek najboleśniejszą, najgodniejszą pożałowania, będąc Matką Syna, którego widziała przeznaczonym na poniesienie najokrutniejszej śmierci na rusztowaniu krzyżowym, co wówczas za najhaniebniejszą śmierć uchodziło!

Czy jest jaka kobieta, powiada święty Alfons, która zgodziłaby się na to, żeby mieć Syna, który gdy do lat młodzieńczych dojdzie, w jej oczach zginie śmiercią najokrutniejszą, najboleśniejszą, najhaniebniejszą? A Maryja zgadza się na to: chce być Matką Syna, którego podobna przyszłość czeka; i nie dość na tym: lecz oto Sama Go na to zaofiarowuje, własnymi rękami poświęcając na zadośćuczynienie sprawiedliwości Bożej!

Święty Bonawentura powiada, że Przenajświętsza Panna, gdyby to od Niej zależało, że największą pociechę poczytałaby Sobie, żeby mogła była Sama przenieść to wszystko, co czekało Pana Jezusa, byle Jego od tego uwolnić. Lecz dla spełnienia w tym woli Bożej, uczyniła ofiarę z życia najdroższego Dziecięcia, przezwyciężając w Sobie, z boleścią niewymowną, uczucie matki a takiej jaką Ona była, i matki takiego Syna jakim był Pan Jezus. Ofiara więc ta kosztowała Ją bez porównania więcej, aniżeli gdyby się Sama była zaofiarowała na to wszystko co czekało Zbawiciela, a przeto dowodziła w Niej największej, jaka być może, miłości Boga i pragnienia zbawienia ludzi. A stąd męstwo Jej i stałość, już wtedy przewyższyły męstwo i stałość wszystkich najmężniejszych i najwytrwalszych Męczenników. Bo chociaż Męczennicy poświęcając życie własne, poświęcali z miłości Bogu to co mieli najdroższego, Przenajświętsza Panna jednak jeszcze więcej uczyniła, poświęcając do Boga to, co dla Niej nad miliony żyć własnych droższym było, to jest życie Swego Boskiego Syna. Prócz tego, Męczennicy cierpieli przez czas mniej więcej niedługi, przenieśli męki, które ich zwykle zabijały zaraz. A Matka Boża, od owej chwili zaofiarowania Pana Jezusa, i po onych słowach proroctwa Symeonowego, już przez cale życie cierpiała. Miecz boleści wtłoczony wtedy w jej serce bezustannie nosiła; a coraz dolegliwiej przeszywał Jej on duszę, bo ciągle miała przed oczyma mękę i śmierć ukochanego Dziecięcia, w którym coraz więcej się rozmiłowywała, w miarę jak Jezus rosnąc w Jej oczach, jaśniał coraz bardziej wszelkimi darami natury i łaski i stawał się dla matki coraz droższym Synem. To właśnie objawił Anioł  świętej Brygidzie, mówiąc: „Miecz boleści, który przeszył serce Matki Bożej przy proroctwie świętego Symeona, już odtąd co chwila silniej przenikał Jej duszę, bo z każdą chwilą dla Syna Jej zbliżała się chwila męki. Gdyby Przenajświętsza Panna była mniej przywiązana do Syna Swego Matką, i gdyby Pan Jezus był Synem nie wielkiej miłości godnym, albo mnie do matki przywiązanym, byłaby Ona bez wątpienia mniej cierpiała za ofiarując Go na śmierć. Lecz że nie było i nie będzie matki przywiązańszej nad Nią do dziecka, bo nie było i nie będzie Syna większej miłości godnego, więc nie było i nie będzie boleści większej nad tę, jakiej doznała Maryja zaofiarowując Jezusa Bogu za grzechy ludzkie, za zaofiarowując na śmierć najokrutniejszą i najstromotniejszą, jaka kiedy spotkała człowieka. 

Następny rozdział pt. Przenajświętsza Pana wraca do Nazaretu, wkrótce.    
     
Żywot Matki Bożej, przez o. Prokopa Kapucyna, Wilno 1906

Nabożeństwo pierwszych sobót

czytaj dalej

Uroczystości i święta

czytaj dalej

Copyright 2012–2017 Serwis Rycerstwa Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji